Na Macross Frontier toczy się normalne spokojne, życie. Większość mieszkańców oczekuje na koncert międzygalaktycznej gwiazdy muzyki. Sherry, jako piosenkarka, jest bardzo próżna i widać, że liczy się dla niej tylko kariera. Raka, która jest jej wielką fanką, dostała bilety od swojego brata i w drodze na koncert spotyka młodego ucznia szkoły pilotów o imieniu Altoh, który wraz ze swoją drużyną odpowiedzialny jest za pokaz akrobatyczny na tej wielkiej imprezie. Jednak beztroskie życie na tym statku zostaje przerwane atakiem nieznanych stworów. Wszystkie jednostki zostały wysłane przeciwko nim, lecz siła przeciwnika okazuje się być zbyt wielka i potwory dostają się do Macross Frointera.
Wiedziałem, że ta seria jest godna uwagi, ale to, co zobaczyłem, po prostu powaliło mnie na kolana. Macross Frointer gniecie swoją grafiką, muzyką i fabułą. Dawno nie widziałem tak profesjonalnej i dokładnej pracy grafików. Takie coś zdarza się w filmach pełnometrażowych, ale jest rzadkością w seriach TV. Widać duże nakłady pieniężne idą na tą anime. Do tego połączenie grafiki komputerowej i rysunku w żaden sposób nie razi oka, a wręcz tworzy idealną całość, nie to, co na przykład było w Dragonaut. Utwory z op i ed śpiewane przez Yoko Kanno, którą mogliście usłyszeć również w: Cowboy Bebop, Ghost in the Stell i Wolf’s Rain, są naprawdę dobre. Dodatkowo sceny z koncertu przeplatane są scenami walki i do tego słychać świetny utwór w tle, po prostu poezja!!!
Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka. Ta seria dosłownie mnie urzekła. Dotychczas myślałem, że Geass będzie faworytem tego roku, ale teraz zdałem sobie sprawę, że ma on poważnego przeciwnika.











