Slayers Revolution 05
Lina wciąż ugania się za Pokotą, gdy nagle las, w którym przebywa cała ekipa, zostaje spowity przez mgłę. Zelgadis, który najwyraźniej przyswoił sobie nową sztukę posługiwania się swymi drucianymi włosami, próbując schwytać stworka, odnajduje nie tylko jego, ale także, co koniec końców musiało nastąpić, Xellosa. Po krótkiej rozmowie Xellos stwierdza, że Lina i spółka powinni się rozejrzeć dookoła, po czym Amelia zauważa wielkie drzewa, okazujące się być częścią ukrytego we mgle miasta, które wygląda na od dawna opustoszałe. Okazuje się, że miasto to, zwane Taforashia, jest ojczyzną Pokoty, a wygląda tak, jak wygląda, ponieważ niegdyś nawiedziła je choroba Durum. Ze względu na to, iż w tamtych czasach choroba ta była nieuleczalna, żadne z sąsiednich państw nie ruszyło na pomoc Taforashii. Jedyną osobą, która podjęła się tego wyzwania, był pewien mag. Niestety, również i jemu się nie powiodło, lecz zrobił coś innego – ukrył miasto we mgle, a mieszkańców uśpił, by mogli bezpiecznie zaczekać na chwilę, gdy zostanie opracowane lekarstwo na Durum. Okazuje się, że lekarstwo to istnieje już od kilku lat, jednak pech chciał, że tym razem to mag gdzieś zniknął, przez co nie można zbudzić uśpionych ludzi. Gdy Lina i pozostali dowiadują się, kto naprawdę był magiem, który zaczarował Taforashię, wpadają w osłupienie. Rezo, Czerwony Kapłan. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem jest fakt, że zaklęcie, którym uśpił mieszkańców miasta, zniknęłoby, gdyby on sam zginął. Jakby tego było mało, nagle na scenę wkraczają trzy całkiem nowe postacie: Gioconda, która jest markizem Ruvinagaldu, oraz jej podwładni – Ozel (wygląda jak pokojówka) i Duclis (a on z kolei jak człekokształtny, szary tygrys). Wciąż mało? A co jeśli w całą historię zostanie jeszcze wmieszany Zanafar?
Tak się przedstawia piąty odcinek Slayers Revolution, który chyba z nawiązką rekompensuje brak rozwijania głównej fabuły w ostatnich odcinkach serii. Właściwie dopiero z tym epizodem zaczyna się prawdziwa historia, którą ma nam opowiedzieć czwarta seria przygód Liny i jej paczki. Po pierwsze, twórcy serwują niezłe smaczki tym, którzy znają dobrze poprzednie serie. Mamy więc pojawienie się Xellosa (na którego ja osobiście czekałem już od pierwszego odcinka), plan wskrzeszenia Zanafara (!) i wspomnienie o najwyraźniej żyjącym Rezo. Tak więc… chwila… chwila! CHWILA! Żyjący Rezo?! Rozumiem, że fajnie jest, gdy nagle powraca tak znacząca postać ale widzieliśmy śmierć tego gościa już dwa razy (wprawdzie za drugim razem była to kopia, ale jednak o pyszczku Rezo). Ciekawe, jak twórcy wytłumaczą nam fakt, że Rezo żyje (o ile rzeczywiście żyje). Moim zdaniem, w zależności od tego, jego powrót może być albo świetnym rozwiązaniem, albo kompletną głupotą.
Oprócz przebłysków przeszłości mamy także nowości w postaci nowych bohaterów, jednak mi osobiście nie do końca przypadli oni do gustu. Po pierwsze Ozel. Jakoś nigdy nie byłem zwolennikiem walczących pokojówek, a ona właśnie na taką mi wygląda. No a po drugie Gioconda… nie pasuje mi ona na przeciwnika Liny. Myślę więc, że to tylko rozwiązanie tymczasowe, a potem ktoś naprawdę ciekawy stanie na drodze naszej rudowłosej czarodziejki. Ale czas pokaże, czy mam rację. Do Duclisa nie mam się o co przyczepić, chętnie zobaczę, jak dalej rozwinie się jego postać. Aha, jeszcze Pokota, którego od teraz widzimy już w trochę innym świetle. Muszę przyznać, że zaczynam lubić tego pokemonka i liczę na przedstawienie nam jego historii.
To tyle po tym odcinku. Pozostaje czekać na więcej.












Skomentuj
Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.