Po tym jak Kenpachi bezskutecznie próbował przebić swym mieczem głowę Nnoitry natrafiając na jego dziurę, zaczął sie coraz bardziej rozkręcać. Na tyle bardzo, że w końcu udało mu się przeciąć hierro Nnoitry, które jest najtwardsze w Espadzie. Dodatkowo odciął nawet kawałek jego broni a także zatrzmał jego cero gołą ręką. Próbując zaatakować przytłaczającego go kapitana, Nnoitra zerwał przypadkiem jego przepaskę na oko tym samym uwalniając w Kenpachim jeszcze większe pokłady reiatsu. Wreszcie piąty Espada przyparty do muru siłą swego przeciwnika uwolnił swój miecz – Sante Teresę. Uzbrojony w dodatkową parę rąk i cztery ogromne ostrza a dodatkowo uleczony z wszelkich ran ruszył do walki powalając Zarakiego. Myśląc że ten nie żyje Nnoitra ruszył w stronę Yachiru, której na pomoc pobiegła wciąż lecząca Ichigo Inoue. Pechowo Nnoitra nie docenił jednak Kenpachiego.
No i stało się – oto przed nami Santa Teresa w całej swej okazałości. Przyznam, że jest to moje ulubione z pokazanych dotychczas resurrection tuż obok Pantery Grimmjowa i w napięciu wyczekiwałem nadejścia tego momentu. Walka Ken-chana i Nnoitry prezentuje się naprawdę dobrze. Może się wydawać przydługa ale to wynik tego, że w międzyczasie oglądaliśmy starcia innych kapitanów z Espadą. Teraz za to robi się coraz goręcej. Jakżeż mogłoby być inaczej jeśli naprzeciw siebie stoją Kenpachi bez opaski i piąty Espada w uwolnionej formie? Można mieć nadzieję na wyśmienitą zabawę. Oby tylko całe starcie się nie dłużyło. Więcej w tym odcinku właściwie się nie dzieje poza tym, że Inoue jak zwykle jęczy a Ichigo przypalił sobie dłoń jej mocą. Inną sprawą jest opening i ending a dokładniej to, że wciąż zamiast właściwych openingu i endingu musimy oglądać zwiastuny kinówki. To było fajne przy jednym czy dwóch razach ale ileż można? Tym bardziej że po pierwsze wciąż pokazują nam to samo a po drugie opening i ending do tego sezonu Bleacha są moim skromnym zdaniem naprawdę świetne. No nic, czekamy na dalszą część walki!











