Zarówno drużyna Cassherna jak i Dune spotykają wreszcię Lunę. Okazuje sie jednak że nie jest ona taka jak się spodziewali.
Shinigami Dune, mężczyzna, który przed laty chronił Lunę, wreszcie spotkał ją ponownie. Wspominając swą panią nagle ujrzał ją w rzeczywistości, pozbył się swej maski i znowu stanął u jej boku.
Do miejsca, w którym przebywa Luna, dotarli także Casshern, Lyuze, Ringo i Friender. Mimo szczęścia Ringo trapił niepokój o Lunę gdyż Oji powiedział jej że leczy ona swą własną krwią. W końcu naszym bohaterom ukazała się ta, której tak długo poszukiwali. Nagle Casshern spostrzegł Dune’a. Po spotkaniu z nim grupa stanęła w długiej kolejce prowadzącej do Luny. Nocą Casshern zauważył walczące roboty. Obserwował je wraz z Dune’m, który wyjaśnił mu że roboty nie martwią się o uszkodzenia gdyż wiedzą, że Lune je uratuje. Jak się jednak okazało nie była to do końca prawda. Wkrótce Luna nakazała Dune’owi spalić kwiaty, które niegdyś tak bardzo kochała. Gdy Dune z bólem wykonywał jej rozkaz Luna została zaatakowana przez grupę robotów. Dune niezwłocznie ruszył jej z pomocą. Pokonał wiele maszyn jednak gdy się zdezorientował stracił swą przewagę i został pobity. Nagle jednak pojawił się Casshern, który pokonał napastników. Mimo to dla Dune’a było już za późno. Gdy konał Luna stwierdziła, że nie może go wyleczyć. Tak zmarł Shinigami Dune. Tymczasem Leda dowiedziała się gdzie przebywa Luna.
W końcu, po długiej wędrówce pełnej często bardzo ciężkich chwil i przygód, nasi bohaterowie dotarli do Luny. Jak się jednak okazuje nie jest to powód do radości jak to się mogło wydawać. Cóż, muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem. Wiedziałem, że z tą Luną będzie coś nie tak ale nie że aż tak. Szczerze powiedziawszy nie zaliczę tego epizodu do górnej półki Cassherna. Po pierwsze samo pojawienie się Luny i jej zobaczenie przez „naszych”. Było jakieś takie bezuczuciowe. Nagle zobaczyli Dune’a i tyle było ze spotkania z Luną. Do tego dlaczego gnili w tej kolejce? Rozumiem szlachetność ale myślę że taki Casshern powinien ruszyć prosto do Luny. Dlaczego sam Casshern nie ruszył od razu z pomocą Dune’owi? Musiał odtańczyć jakiś taniec zagrzewający do walki? I wreszcie dlaczego Luna to taka mała… Dobra, zostańmy przy samym słowie mała. Przez całe dziewietnaście epizodów wychwalałem ta serię pod niebiosa ale tym razem pierwszy raz miałem ochotę odrobinkę ponarzekać. I nie na samą osobę Luny, ta jest jaka jest, było wiadomym że nie będzie jak dawniej. Ech, mam nadzieję że wszystko będzie szło jak najlepszym torem.














