Slayers Evolution-R 05
Nama odzyskuje odrobinę pamięci i prowadzi całą drużynę do miejsca gdzie odnajdują pewną wazę. A także spotykają… kogo? No cóż, sore wa himitsu desu.
Szukając Wazy Hellmastera pod przewodnictwem Namy nasi bohaterowie wpadli w kolejną pułapkę. Wtedy to Zel (spójrzcie na jego pierwszego screena solo, badass co?) wpadł na genialny pomysł: „Hej, może zamiast chodzić za przewodnikiem, który niczego nie pamięta, najpierw spróbujemy przywrócić mu pamięć?”. Łał, skoro nawet Zelgadis potrzebował trzech odcinków żeby na to wpaść to naprawdę jest coś nie tak. W każdym razie Lina ochoczo zabrała się za leczenie Namy z amnezji. Kuracja była wyjątkowo szokowa ale skuteczna. Nama przypomniała sobie o motylu, który doprowadził ją do pewnych ruin. Jakież szczęście mieli nasi bohaterowie, owy motyl właśnie przelatywał obok nich (jaaasne). Idąc za nim grupa rzeczywiście natrafiła na starą budowlę a po dostaniu się do środka na kolejne pułapki. Właściwie dlaczego oni się wspinali? Wszyscy poza Gourrym potrafią fruwać przy pomocy zaklęcia lewitacji. Ech, mniejsza o to. Doszło nawet do spięcie na linii Zelgadis – Pokota w kwestii Rezo. Pokota postanowił udowodnić wszystkim że Rezo był dobrym człowiekiem i puścił się przodem zostawiając resztę drużyny za sobą. Udało mu się odnaleźć wazę jednak wtedy zjawił się Xellos, wyjaśniając małemu stworkowi i pozostałym bohaterom, którzy dotarli już na miejsce, że waza, którą znaleźli, rzeczywiście zawiera w sobie duszę jednak nie Rezo a Namy. Nagle ktoś zaatakował Linę, którą na szczęście w porę osłonił Gourry. Napastnikiem okazał się nasz znajomy zabójca Zuuma. Gdy Nama dowiedziała się kim jest przybysz wpadła w tryb berserk rzucając zaklęciami jak oszalała. By to zakończyć Xellos zniszczył wazę, w której uwięziona była jej prawdziwa dusza, a ta wróciła do jej oryginalnego ciała. Co do Zuumy okazało się że jest on w posiadaniu Wazy Hellmastera. Jego celem wciąż jest zabicie Liny jednak tym razem, widząc przeważającą siłę wroga, postanowił się wycofać. Wcześniej, pod groźbą zabicia kogoś, nakazał Linie zjawić się w Vezendi.
Jest! Jest! Pojawił się! Wrócił! Xellos, ukochany tajemniczy kapłan mas znowu na scenie! Wprawdzie było to najbardziej drętwe wejście Xellosa w historii ale ważne że wrócił, potem powinno być lepiej. Swoją drogą w nowych Slayersach nawet Xellos stracił na jakości. No ale jest to tak świetna postać że nawet w słabszej formie wciąż się podoba. Wreszcie jest ktoś kto odciąży trochę Zelgadisa jeśli chodzi o utrzymywanie poziomu tej historii (bo z Liną raz jest lepiej a raz gorzej, autorzy nowych Slayersów chyba niezbyt ją lubią). A propos Zela to bardzo fajna była jego scena z Pokotą. Aż chciało się zakrzyknąć: „Ty mały pokemonie, co ty wiesz o Slayersach że masz czelność kłócić się z Zelem o Rezo?! Lepiej obejrzyj najpierw stare serie!”. Inna sprawa, która mnie ucieszyła to odejście Namy. Jeny, jaka ona jest denerwująca. Jej prawdziwe ja jest super ale ta słodko-głupia zbroja to tragedia. Gdy po „kuracji” Liny przez chwilę zaczęła się zachowywać bardziej „po staremu” miałem nadzieję że wróci do siebie ale jednak było to tylko kilka sekund. Wprawdzie ostatecznie wróciła do siebie ale gdzieś w środku Stumilowego Lasu. No cóż, dobre i to. Prawdę mówiąc to widząc ją w pudle w środku puszczy aż trudno o brak porównań do Nermala wysyłanego przez Garfielda w paczkach. Wprawdziw zwykle wysyłał go Abu Dhabi ale mniejsza o szczegóły. Teraz naszej drużynie czas już ruszać do Vezendi! Gdziekolwiek to jest!
















13 maja, 2009 o 10:02:11
ale ten Pokaota naiwny…
[Odpowiedz]