Długo czekaliśmy na ten odcinek i się doczekaliśmy. A czekać było warto, oj było! Ouri kontra Hizuchi, Makina kontra Hokuto, Kougon kontra Shichisei!
Ouri dotarł nad rzekę, w miejsce, gdzie, Hizuchi zaaranżował sytuację przypominającą tą sprzed lat, kiedy to matka Ouriego, Shikabane, porwała i zabiła wiele dzieci, łącznie z Hizuchim. Jedynym dzieckiem, które wtedy przeżyło, jest Ouri. Po tym jak jego matka zginęła i stała się Shikabane chciała odnaleźć swoje dziecko jednak nie potrafiła rozpoznać go w Ourim. Dzięki scenie przygotowanej przez Hizuchiego Ouri wszystko sobie przypomniał. Po tamtym tragicznym zajściu został zabrany przez Keiseia, który postanowił się nim zaopiekować. Teraz, gdy Ouri pamiętał już przeszłość, Hizuchi opowiedział mu swoją historię o tym jak stał się Shikabane i jak zaczął wtedy pożerać, najpierw zwierzęta, które udało mu się w tamtym miejscu złapać, a potem ciała martwych dzieci. Prócz tego Ouri dowiedział się także, kim lub też czym jest tajemniczy czarny kot, który towarzyszy mu już od pierwszego odcinka. Kot ten to dzieci, które zostały przed laty zabite przez matkę Ouriego. Teraz dzieci te połączyły się z Ourim w jedno tworząc tym samym wielkiego Shikabane. Jego celem miało być pożarcie dzieci zebranych przez Hizuchiego. Tymczasem Makina wciąż walczyła… to znaczy… Makina była zabawką w rękach Hokuto, która bez najmniejszych problemów pomiatała swą przeciwniczką. Nagle przed Makiną pojawił się Akasha, który opowiedział jej historię Hokuto. Dziewczyna ta już za życia była przeznaczona jedynie do śmierci. Nie znając uczuć, nie posiadając niczego została złożona w ofierze bogom. Wtedy właśnie stała się Shikabane. Najpotężniejszą ze wszystkich Shikabane, która jest niczym śmierć we własnej osobie. Na dodatek, czego również dowiedziała się Makina, w żyłach ich obu płynie ta sama krew. Dlatego Makina jest teraz wrogiem Hokuto. Teraz właśnie nadszedł czas, gdy potężna Shichisei miała wykończyć swego wroga. Makina jednak, mimo że miał to być jej koniec, wstała. Zrozumiała, że ma jeszcze cel w swym „życiu”. Uleczyła swe rany i znokautowała Hokuto. Wtedy na miejsce przybyły siły Kougon, które przystąpiły do ataku na Shichisei. Makina jednak ruszyła w przeciwnym kierunku na pomoc Ouriemu. Ten tymczasem powstrzymał swe ciało Shikabane przez pożarciem dzieci a następnie oddał się „kotu”, który postanowił chronić Ouriego i zaatakował Hizuchiego. Został jednak pokonany przez swego przeciwnika. Wtedy na miejsce dotarła Makina. Przypomniała Ouriemu kim jest naprawdę i razem przystąpili do walki z Hizuchim. Gdy było po wszystkim ich radość nie mogła jednak potrwać długo. Shichisei, które miało zostać już pokonane, wprowadziło w życie swój plan.
Ta seria, „Kuro”, w jednym z pewnością przypomina bardzo poprzednią, „Akę”. Tak jak w przypadku tamtej tak również i w tej pierwsza część odcinków nie jest niczym rewelacyjnym, jest raczej przeciętna. Nie jest bynajmniej zła, po prostu mogłoby to być coś więcej. I nagle pojawia się odcinek, który jest tym czymś więcej. I to jest właśnie ten odcinek. Muszę przyznać, że nie oglądałem Shikabane Hime w takim napięciu od czasu dwunastego odcinka „Aki”. Muszę przyznać jeszcze jedno: warto było czekać! Dziewiąty odcinek „Kuro” jest fenomenalny. Już pierwsza scena, moment, w którym Hizuchi zaczął rzucać samochodami, bardzo mi się spodobała. A potem było równie dobrze albo i nawet lepiej. Zarówno sceny z Ourim jak i te z Makiną, wszystkie były świetne. Na pierwszy plan wybija się jednak moim zdaniem postać naszego czarnego kotka. I przyznać się, ale z ręką na sercu, kto spodziewał się, że taka właśnie jest jego tożsamość? Mi to przez myśl nie przeszło i byłem bardzo zaskoczony, gdy nagle tak po prostu tajemnica czworonoga, która nurtowała widzów już od pierwszego odcinka tego anime, została wyjawiona. Mimo to najlepszą częścią epizodu jest zakończenie. Atak Kougonu na siedzibę Shichisei, walka z Hizuchim i, przede wszystkim, rozbicie się samolotów. Plan Shichisei, który poznaliśmy, doprawdy jest przerażający. To znaczy jest przerażający dla ich przeciwników. Dla nas widzów jest zapowiedzą świetnej zabawy przy oglądaniu kolejnych odcinków. Oby tylko utrzymały poziom tego! A poziom jak pisałem jest bardzo wysoki. Nie tylko fabularnie ale także, wydaje mi się, graficznie. Odniosłem wrażenie jakby grafika i animacja w tym odcinku były miejscami lepsze niż do tej pory. Cały ten epizod jest lepszy niż do tej pory. I oby wszystkie były takie od tej pory. A por to roślina jest a nawet warzywo. Smacznego.
















19 marca, 2009 o 22:41:00
Świetny epek, masa bardzo dobrych ujęć, dużo lepsza kreska – czasami załączają filtry graficzne i robi to niesamowity efekt, ale chyba nie chcą nam dawać tego za dużo, by nie spowszedniało
A Shichisei wcielają w życie szeroko zakrojony i dość diabelski plan.
Wreszcie wiemy czym jest kotek i jak jest dokładnie przeszłość Ouriego – no i teraz sam Ouri nie jest już w pełni normalny. Makina wreszcie stanęła na psychiczne nogi i poukładała sobie to i owo w główce. Wreszcie
Końcówka będzie ciekawa
[Odpowiedz]
19 marca, 2009 o 23:07:14
Hee widzę, że nie tylko ja jaram się typ epkiem ^^ I przyznaję rację co do Makiny a konkretnie co do tego „Wreszcie” ^^ Końcówka naprawdę będzie ciekawa. Musi być. Nie wybaczę im jeśli skopią to co właśnie zbudowali ^^
[Odpowiedz]