Soul Eater, odcinek 51, ostatni: The Password is Courage!
Oto dotarliśmy do ostatniego już odcinka Soul Eatera. Na polu bitwy pozostali Maka, Soul i oczywiście Demon. Czasu zostało niewiele, więc trzeba się brać do roboty. Niestety, elegancki Demon Hunter nie zadziałał, jak powinien. Co więcej, Demon sprytnie wyeliminował z gry Soula, gdy ten zasłonił Makę przed jego atakiem.
Przyszła więc pora na niespodziankę. Okazuje się, że w Mace drzemie broń – wystarczy, że dziewczyna nieco zatraci się w walce, chwilowo chowając strach w najgłębsze obszary podświadomości, a może tą broń w sobie obudzić. Początkowo Demon jest zaskoczony takim obrotem spraw, jednak szybko rozgryza trik i psuje cały efekt. Czyżby już naprawdę wszystko było stracone?
Niekoniecznie. Demon cały czas gada, jak to wszystkie emocje – niepokój, złość, ból – wypływają ze strachu. Czegoś, co każdy człowiek posiada i od czego nie może się uwolnić. Aż tu nagle Maka wyskakuje mu ze stwierdzeniem, że czuje ulgę. Demon jest poważnie zaniepokojony. Nie ma pojęcia, o co dziewczynie chodzi, a niewiedza to strach. Nie wyobraża sobie, jak taki mały człowieczek, w tak beznadziejnej sytuacji, potrafi wykrzesać z siebie odwagę. No co, nie uczyli cię, że nie należy niedoceniać przeciwnika?
Nie zważając na połamane żebra Maka wykorzystuje zagubienie Demona i wali mu eleganckim prawym sierpowym w, przepraszam za wyrażenie, pysk. Proszę, niby nic, a jak ładnie zadziałało. Wielce zdziwiony Demon efektownie rozpada się na mnóstwo kawałeczków.
I to już koniec, moi drodzy. Dobro i odwaga zwyciężyły. Demon został pokonany, a Pan Shinigami, ledwo bo ledwo, ale jednak żyje. Uczniowie są mocno poobijani, ale zadowoleni z siebie. I oczywiście z dzielnej Maki.
Wypada teraz rzec kilka słów podsumowania. Od początku czułam do serii sympatię – była w odpowiednich ilościach zabawna, miała nietuzinkowe postacie, spójną fabułę i dużo akcji. Grafika i animacje do końca stały na wysokim poziomie, co przy 51 odcinkach jest nie lada wyczynem. Oglądając na bieżąco, spędzałam naprawdę przyjemne pół godziny tygodniowo. Jeżeli natomiast ktoś dzielnie czekał, aż wyjdzie cała seria, śmiało może sobie planować kilka małych maratonów. Warto.

























09 kwietnia, 2009 o 23:24:58
Będąc szczerym to oczekiwałem więcej od ostatniej walki i nie będę ukrywał że jestem trochę rozczarowany zakończenie (walka w zamku arachne w mandze jest po prostu genialna). Troszkę szkoda, że autorzy nie poszli tą samą drogą co manga, bo nawet jeśli musiałbym czekać na 2 serię trochę czasu to uważam że byłoby warto.Mimo to serię mogę polecić każdemu, mimo wszystko ma coś w sobie – wciągającą fabułę, bardzo ciekawe jak wg mnie postacie, świetną kreskę i bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową.
[Odpowiedz]
11 kwietnia, 2009 o 14:53:42
Podzielam zdanie tego pana recenzenta. Seria jest bardzo dobrze wykonana i przez cały czas można bylo cieszyć sią spójną wartką fabułą, dobrą animacją i humorem (szczególnie kwestia Excalibura „DEBILE!”
). Ostatnia walka była też w sumie całkiem niezła ale Kishin wg. mnie za szybko (pod wpływem słów Maki) z psychopaty i władcy zła zamienił sie w zaszczute strachliwe zwierze.
Ale ogólnie to naprawde było warto obejrzeć. Będzie mi brakować Soul Eatera, oj będzie
[Odpowiedz]
20 kwietnia, 2009 o 00:06:22
Seria faktycznie bardzo dobra, zwłaszcza doskonałe postacie. Niestety ewolucja z postmodernistycznego pastiszu w shounen jakich wiele (ale jednak i tak o wiele lepszy od tychże shounenów jakich wiele) trochę daje o sobie znać. Choć biorąc pod uwagę, do czego nas ten gatunek przyzwyczaił i tak jest bardzo dobrze, Wiem, że seria szła zgodnie z mangą, niemnije gdyby początkową konwencję autor/ka utrzymała pewnie by to seria była jeszcze lepsza.
[Odpowiedz]