Zapewne wiecie (a jak nie to powinniście) na tej stronie zakazane jest zamieszczanie w komentarzach linków do stron zawierających nielegalne materiały. Przez to rozumie się też odcinki anime w postaci raw (bez napisów) i z napisami. Pobieranie anime z Internetu jest po prostu nielegalne, dlatego nie mamy zamiaru tego tolerować. Nieraz spotkałem się z osobami, które uważały, że nie ma w tym nic złego. Otóż jest, bo ściągając żerujemy na twórcach, którzy włożyli sporo pracy by powstała konkretna seria. Z tej pracy chcą mieć jakieś korzyści, a piractwo znacznie im je ogranicza. Jednak nie apeluje do was, byście przestali ściągać anime. Pewnie jakieś 99% fanów w Polsce ogląda anime online, lub zasysa przez różne programy. Nie ma szans, by w najbliższej przyszłości się to zmieniło. Chodzi mi raczej o to, byście pamiętali, że w naszym kraju można nabyć anime legalnie. Anime-Gate, czy Anime Virtual wydało już sporo ciekawych pozycji, którymi warto się zainteresować. Tymczasem aktualna ankieta ukazuje, że ludzie nawet nie mają zamiaru wesprzeć polskiego rynku anime. Według mnie prawdziwy fan powinien uszanować ciężką prace twórców i przynajmniej raz na jakiś czas zakupić serię na DVD.
Jednak zostawiając sprawy prawne na boku, chciałbym się skupić na grupach tłumaczących anime. Język japoński trudnym językiem być i generalnie na świecie nie wiele ludzi nim się posługuje. Tymczasem w Kraju Kwitnącej Wiśni wykształciło się coś, co zainteresowało ludzi z każdego zakątka kuli ziemskiej – anime. Ale jak tu oglądać je, jeśli nie rozumie się żadnego słowa ze słuchanych dialogów. Na szczęście z pomocą przychodzą grupy fansuberskie. Jest to przeważnie grupa fanów, którzy chcą podzieliście swoim hobby z innymi i tłumaczą emitowane w Japonii serie. Robią to całkowicie bezpłatnie, za co dzięki im i chwała. Bardzo często też, jeśli jakieś anime zostaje zlicencjonowane poza Japonią, porzucają tłumaczenie, by twórcy mogli zarobić sobie poza granicami państwa i z tego powodu kolejny ukłon w ich stronę. Najwięcej grup tłumaczy anime na język angielski, który jest najpopularniejszym językiem na świecie. Jednak w Polsce są też grupy tłumaczące na nasz ojczysty język. Mimo to ja preferuje oglądanie z angielskimi napisami. Głównie ze względu na dostępności. Poza tym większość polskich grup tłumaczy już z przetłumaczonych na angielki serie, a w takim podwójnym tłumaczeniu mogą często pojawić się błędy.
Kiedyś było niewiele grup tłumaczących anime. Dziś to możemy dowolnie w nich przebierać. Jak wychodzi jakieś dobre anime, to nawet prześcigają się, która pierwsza wyda przetłumaczony epizod. Prowadzi to często do licznych błędów w przetłumaczonym tekście. Mi raz zdarzyło się kilka wyłapać, mimo iż japoński znam tylko tyle ile udało mi się nauczyć oglądając anime. Dlatego warto przed ściągnięciem epizodu zobaczyć, jaka grupa zrobiła napisy i sprawdzić ją np. na MALu.
Abstrahując jednak od błędnego tłumaczenia warto się skupić na tym w jaki sposób prezentują się te napisy. Pewien facet o pseudonimie OtaKing, który jest profesjonalnym tłumaczem i pracuje w przemyśle anime, opublikował filmik krytykujący aktualne podejście do tłumaczenia serii.
Prawdą jest, że teraz ze względu na nowoczesny sprzęt i dostępność wszystkiego, łatwiej się tłumaczy anime niż to było kiedyś. Z tego też powodu jest pełno różnych grup, które prześcigają się w zdobywaniu renomy, tym samym zapominając, ja powinny wyglądać porządne napisy. OtaKing wyszczególnia sporo ich błędów. Z wieloma jego spostrzeżeniami się zgadzam, choć inne potraktował zbyt przesadnie.
Możliwe, że już się przyzwyczaiłem, ale te wszystkie –kun –san –oneesama –chan –sama, jakoś w żaden sposób mi nie przeszkadzają. Każde z tych przyrostków ma swoje znaczenie, a że w Japonii bardzo zwracają uwagę na szacunek, to nie widzę nic złego, żeby odzwierciedlić to w napisach. Natomiast nagle wyskakujące przypisy od tłumacza są strasznie denerwujące. I tak nie zdążę ich przeczytać, jeśli skupiam się na dialogu, a do tego zajmują czasem polowe ekranu. Najlepszym rozwiązaniem jest właśnie wstawianie dopisków na końcu odcinka, lub w oddzielnym pliku. Inna sprawa, jeśli chodzi o tłumaczenie słów. Nie wszystko da się dokładnie przetłumaczyć, ale najważniejsze jest oddanie sensu tego co było powiedziane. Dlatego tłumaczenie na siłę, co konkretny wyraz znaczy, mija się z celem.
Faktem jest, że napisy są jedynie dodatkiem do odcinka. Mają tłumaczyć słuchane dialogi i nic po za tym. Uwaga widza powinna być skupiona na anime, a nie na świecącym tekście. Dlatego muszę się zgodzić, że te latające po ekranie wyrazy z krzykliwymi kolorami i udziwnioną czcionką, mogą denerwować. Do tego grupy rzeczywiście rywalizują między sobą, o to które napisy są bardziej cool.
Wstawianie nazwy grupy większej niż tytuł odcinka może niekoniecznie przeszkadzać, ale jest brakiem szacunku do osób, które rzeczywiście włożyły sporo pracy tworząc ten epizod. Jeśli chodzi natomiast o openingi i endingi, to często są one bardzo ładne, a suberzy niepotrzebnie nawalają nam masę tekstu karaoke. Tyczy się to również śpiewanych scenek. OtaKing narzeka jeszcze na wpisywanie tłumaczeń w obraz, ale według mnie, jeśli jest on dobrze wkomponowany to brawa dla osoby, która to zrobiła.
Jednak trzeba pamiętać, że funsuby są całkowicie darmowe, więc grupy tłumaczące mogą sobie robić z nimi co chcą, a ludzie i tak będą to oglądać. Ja mam kilka zaufanych grup, które traktują tworzenie napisów w miarę poważnie. Mogę liczyć na dobrze przetłumaczony tekst i to jest dla mnie najważniejsze. Cenie sobie też jakość obrazu. Kiedyś odwiedziłem pewną stronę oferującą oglądanie odcinków online i po chwili, gdy zobaczyłem coś takiego, zaraz ją wyłączyłem.
Sposób na to żeby mieć jednocześnie dobre napisy i najlepszą jakość obrazu jest prostszy niż wam się wydaje. Wystarczy tylko wyjść z domu i odwiedzić najbliższy empik, gdzie znajdziecie wiele anime na DVD.






05 lipca, 2009 o 21:12:33
Co do tych DVD to przyznaję rację. Wprawdzie mam grom animek zassanych z neta ale nigdy nie ściągam anime, które jest wydane w Polsce na DVD. Jedynym takim przypadkiem jest Great Teacher Onizuka bo kupno całego kompletu to już dość kosztowna imprezka. No i Hellsing ale to z racji tego że w Polsce wyszedł niedawno i jeszcze nie zdążyłem go kupić. Zrobię to jednak. O GTO też się kiedyś postaram postarać ^^
Co do fansubów to mnie osobiście nie tyle irytuje co raczej dziwi jedna rzecz. Chodzi mi o karaoke przy opach i endach, które przestaje być karaoke. Tłumaczenie piosenek na ekranie winno z definicji pomagać w śpiewaniu itp. tymczasem grupy fansubberskie robią coraz to bardziej wymyślne karaoke, które w ogóle w tym nie pomaga. Tekst zamiast ładne pojawiać się na ekranie wyskakuje nagle po jednym słowie czy nawet sylabie. Według mnie każda linijka powinna pojawiać się w całości a jakieś delikatne efekty powinny tylko zaznaczać co już zaśpiewane a co leci teraz. Jakiś kolorek np. albo coś takiego. Poza tym efekty są czasem tak kosmiczne że przeszkadzają w czytaniu. Tak więc oprawa oprawą ale jednak to treść powinna być najważniejsza. I nie, nie zwykłem śpiewać z tymi karaoke ale jednak widzę w tym problem.
Co do tych wszystkich sanów i chanów to mi nie przeszkadzają. Czy są czy nie dla mnie spoko. Tyle że potrzebna jest konsekwencja. Gdy raz się je daje a raz nie to coś już jest nie tak.
Notki na górze ekranu mi nie przeszkadzają o ile są dyskretne i nie przeszkadzają w oglądaniu samego anime. A czy je czytam czy nie to już zależy od tego czy interesuje mnie temat, który opisują. Np. niezbyt przejmuję się tym z czego jest przygotowane jakieś zmyślne danie ale za to chętnie się dowiem do czego piją jakąś sceną czy dialogiem twórcy anime. Może to jakiś ciekawy fakt historyczny? A może pomoże mi to w zrozumieniu żartu? Notki w oddzielnym pliku tekstowym? Z jednej strony niezły pomysł ale z drugiej strony kiedy są u góry ekranu wiem dokładnie do czego się odnoszą i nie muszę później grzebać w pliku tekstowym żeby dopaść jednego zdania opisującego coś ze środka odcinka.
Napisy powinny być po pierwsze tłumaczeniem i dopóki to i jego przejrzystość stoją na wysokim poziomie dla mnie jest git.
[Odpowiedz]
05 lipca, 2009 o 21:23:47
O kolejny artykulik w wykonaniu Kazia. Ten pomysł coraz bardziej mi się podoba, niby wszystkie te tematy były już gdzieś poruszane (stronach, forach, komentarzach do danych serii np. na stronie z anime online) ale miło odświeżyć to na nowo na a. chronicle.
Jedno z czym się nie zgodzę to nielegalność oglądania anime online i ściągania go na kompa. Teoretycznie prawo (nie tylko polskim, ale to co piszę opiera się na wywiadzie dot. reguł ściągania filmów w Polsce) nie zabrania oglądania np. anime online (stąd youtube nadal funkcjonuje i wszelkie skargi i oskarżenia nic mu nie zrobiły, a nawet ostatnio zarabia co nieco na swoim biznesiku). Zabronione jest przechowywanie ściągniętych plików na dysku i każdemu ‘przyłapanemu’ na czymś takim grożą konsekwencje karne. Niektóre fora zarzekają sobie by usunąć pliki po 24 godzinach, jednak to również nie jest nigdzie uściślone, to tylko wymysł autorów tych stron/fór by teoretycznie nie naruszać praw autorskich. Ściąganie serii jest czasami krzywdzące dla autorów, ale z drugiej strony może też być przysłowiową ‘marchewką’ by kupić serię na dvd. Obejrzenie serii przez internet często nie jest satysfakcjonujące, co zachęca fana do kupienia płytki, a gdyby nie obejrzenie w necie mógłby nawet nie zdawać sobie sprawy z istnienia takowego filmu.
Ja osobiście nie widzę w tym tak wiele złego. Gdyby anime było szerzej dostępne w PL (oferty Gate i Virtual nie są bądź, co bądź aż tak rozległe, chociaż obie firmy się starają ^^) i po rozsądniejszej cenie (50 zł za 4/6 epów to NIE jest rozsądna cena) myślę, że więcej osób by się pokusiło by nie tylko ściągać, ale i nabywać. Z drugiej strony większe zainteresowanie fanów przyniosłoby większe zyski dla producentów, a ci przy odrobinie szczęścia poszerzyliby swoje oferty.
[Odpowiedz]
05 lipca, 2009 o 21:29:58
O, nie spodziewałem się zobaczyć apelu Otakinga. Widziałem go już jakiś czas temu, i muszę powiedzieć że ma on dużo racji w tym co pokazuje. Szczególnie zgadzam się z tym co przedstawił w part2 swojego filmu.
Bo na tym polega tłumaczenie, by zrobić je w całości. Tak jak powiedział Otaking, japoński to nie jest język dla ludzi sfer wyższych, zostawianie nieprzetłumaczonych słów to czysta ignorancja, leniwość, bądź głupota, a najpewniej właśnie chęć pochwalenia się swoją pseudo głęboką wiedzą.
Wyobrażacie sobie sytuacje w tv, gdzie oglądając dajmy na przykład któryś z filmów z godzillą, jeden z Japończyków powiedziałby „Ore musi pokonać tego bakemono”?
To samo dotyczy honoryfikatorów, onee-sama spokojnie da się przetłumaczyć na siostra, a zdanie lekko zmienić by padało w dość poważnym tonie ze względu na końcówkę -sama. Wiadomo, jeśli ktoś już w tym siedzi, oswoił się z nakamami, onichanami , hige, ahoge i resztą. Tylko że jak ktoś nowy wziąłby typowy fansub do School Rumble, to na 90 procent twierdziłby że hige to typowe japońskie imię.
Druga sprawa to karaoke, czy na prawdę zdarzyło się wam kiedyś czytać to i śpiewać? Stwierdzam, że góra 10 procent fandomu zwraca na to uwagę, z czego połowa to fansuberzy prześcigający się w tworzeniu coraz to głupszych skryptów. Jak ostatnio zobaczyłem bodajże karaoke Vegapunka do One Piece, to aż założyłem ręce na głowę i zaszlochałem. Skaczące głowy bohaterów pokazujące co należy śpiewać. Boże, widzisz a nie grzmisz.
Głupszego karaoke jeszcze chyba nie widziałem, albo przynajmniej nie pamiętam, i w zasadzie dobrze jeśli nie pamiętam.
Po za tym kwestia robienia tego karaoke, ile razy mi się zdarzyło sprawdzać blogi grup w oczekiwaniu na 1 odcinek serii, i zamiast niego widziałem informacje że odcinek będzie spóźniony ze względu na robienie „hiper wypaśnego” karaoke we wszystkich kolorach tęczy.
Co do polskich DVD, jasne, jest wiele ciekawych tytułów, tylko cenę przystosowaną na polskie realia stosuję jedynie anime-gate. Bo płacenie bagatela 70 złoty za ledwo 2 odcinki, nawet Haruhi bądź Ourana, to lekka przesada, i mnie na przykład na takie przedsięwzięcie nie stać, bo w gruncie rzeczy nie samym anime człowiek żyje.
[Odpowiedz]
05 lipca, 2009 o 21:50:41
Co do tego karaoke to rzeczywiście sytuacja gdy opóźnia się wydanie anime przez karaoke to mocny zgrzyt. Ja tam już wolę natykać się na przypisy przy wydanych odcinkach typu „wersja pierwsza, wkrótce wersja druga z karaoke”. A już najlepiej byłoby, gdyby zamiast robić wypaśnego karaoke po prostu grupy dawałyby proste i wyraźne tłumaczenia utworów jak w starszych fansubach. Byłoby i szybciej i czasami przyjemniej imo. No ale robią to za nic, dla siebie i dla nas, i dzięki im wielkie że dają nam tłumaczenia.
[Odpowiedz]
06 lipca, 2009 o 11:36:59
Japończyk ma o tyle prościej, że zanim poleci wydać pieniądze na wersje DVD może takowe anime obejrzeć sobie bez problemu w telewizji
A u nas to co? Naruto i inne dziwne (głupie) produkcje z przesadną cenzurą…
„Pobieranie anime z Internetu jest po prostu nielegalne” – tak na marginesie, możemy pobrać dowolną rzecz z internetu na okres 24h – legalnie
Jeżeli mówimy o samym zakupie, to ciągle występuje problem z dostępnością towaru.
O „twórców” bym się nie martwił, ich główny zarobek stanowi macierzysty kraj… reszta to tylko dodatek.
[Odpowiedz]
06 lipca, 2009 o 13:22:59
Te 24 h to tylko wymysł ludzi, którzy udostępniają anime na swoich stronach, prawo nie reguluje niczego takiego
[Odpowiedz]
07 lipca, 2009 o 08:47:49
Co do subow i anime sciaganych z sieci – mam 100% czyste sumienie jak wiem ze to jedyna opcja zeby je ogladac (bo np. wydano je tylko w Japoni) – i fakt ze moga je za 3 lata wydac w Polsce jest bardzo niepewny, pomijajac to ze jednym z glownych kryteriow wydania serii (jak zakladam) jest popularnosc, ktora w duzej mierze mozna poznac po ilosci sciagniec danego serialu… Taki troche paradoks…
Przypisy na temat czegos czego przecietny Europejczyk nie zrozumie – jak najbardziej w tekscie (mala czcionka, u gory) – jak za szybko zawsze mozna pauze dac, a nie wyobrazam sobie zebym po obejzeniu kolejnej czesci szukac w jakims *.txt sesnu zartu z polowy odcinka ktory i tak nic nie wnosi do fabuly (w przypadku zartow to zreszta juz nie dalo by takiego efektu – przyklad: Kannagi – jest tam pare zartow odwolujacych sie do mitologii czy wierzen Japonskich – ciesze sie ze widzialem suby z przypisami).
uncle_alfred
blagam, nigdy, ale to przenigdy nie uzywaj tego typu stwierdzen:
„Co do polskich DVD, jasne, jest wiele ciekawych tytułów, tylko cenę przystosowaną na polskie realia stosuję jedynie anime-gate. Bo płacenie bagatela 70 złoty za ledwo 2 odcinki, nawet Haruhi bądź Ourana, to lekka przesada, i mnie na przykład na takie przedsięwzięcie nie stać, bo w gruncie rzeczy nie samym anime człowiek żyje.”
To ze nie mam na samochod nie usprawiedliwi w zadnym wypadku faktu ze go ukradne, i nie mow ze to inna sytuacja – bo rozni je tylko brak adrenaliny i bardzo nikla szansa ze Ciebie ukaraja…
Przy okazji piractwa…bardzo ciekawy jest aspekt stron z seriami online… z jednej strony fajnie ze tyle w jednym miejscu, czestwo widze ze usuwaja serie (niektore serwisy) jak zostanie wydana legalnie badz w TV, jednak podejrzany jest fakt reklam na takich stronkach… niby na serwer trzeba zarobic… inna sprawa ze nikt nie wie do konca czy to tylko pokrywa oplaty za serwer czy juz przynosi zyski (z jak by nie bylo nielegalnego procederu)
[Odpowiedz]
07 lipca, 2009 o 17:26:36
@Fb
Wyraźnie napisałem że cena jest dla mnie zbyt wygórowana, i że na pewno nie kupię ich w tym momencie, bo mnie po prostu nie stać. A nie to, że na złość polskiemu wydawcy pościągam wszystkie suby jakie znajdę w sieci
Haibane Renmei oglądałem od Anime-Gate, i jestem zadowolony, nie uważam by pieniądze które na to wydałem zostały wyrzucone w błoto. Ale umiejętności jasnowidzenia nie mam, i nie potrafię przewidzieć co, i w jakim czasie trafi na polski rynek. A gdybym miał główkować i przejmować się, czy czasem nie złamię prawa bo anime xyz za 3 lata zostanie wydane w Polsce, to bym popadł w paranoję oraz całkowicie porzucił to zainteresowanie, bo gdzie by wtedy była przyjemność z oglądania?
[Odpowiedz]
07 lipca, 2009 o 17:36:29
Dokładnie. Jeżeli anime jest wydne w Polsce to je kupuję, jeżeli nie to ściągam i jeśli kiedyś zostanie u nas wydane to kupię. Tak samo robię z mangami. Tylko dwa razy zdarzyło mi się sprowadzić DVD z zagranicy i póki co nie przewiduję kolejnych takich przypadków.
[Odpowiedz]
08 marca, 2011 o 18:37:29
Zdarzało mi się oglądać anime w których fansuby były tak totalnie do kitu, że miałam ochotę pójść i się załamać. Ale są też tacy amatorscy tłumacze, których mogłabym po rękach całować. Dla przykładu ostatnio oglądałam „Gintamę” i przez większość serii oglądałam z napisami (niestety nie wiem kogo, bo były już wgrane), które spokojnie mogę nazwać genialnymi – nie dość, że było absolutnie pozbawione błędów to jeszcze niektóre żarty były dostosowane do polskiego odbiorcy, do tego pojawiały się przypisy wyjaśniające niektóre rzeczy, których widz mógłby nie zrozumieć. Profesjonalna robota!
[Odpowiedz]