Canaan
Canaan to seria, która była wyczekiwana przez bardzo wielu fanów. Wręcz w ciemno uważali ją za hit tego sezonu. Niby, że fajna fabuła, że na podstawie świetnej gry. Ja natomiast nie byłem do końca pewien, czego się spodziewać i w sumie po obejrzeniu tego odcinka nadal nie wiem. Główna postać to Canaan, która najwidoczniej jest jakimś łowcą nagród/płatnym zabójcą, czy coś w tym stylu. W każdym bądź razie w tym odcinku lata ze spluwą i zabija najprawdopodobniej tych złych. Po za nią w ten epizod napchano pełno różnych postaci i wydarzeń, które gromadzą masę zagadek. Przez to w sumie nie wiadomo, o co konkretnie chodzi. Poza tym Canaan pokazała jeszcze swoje piękne oczka, które potrafią zwalniać czas i prześwietlać obiekty. Więc twórcy dorzucili nam jeszcze jakieś nadprzyrodzone moce. Aaa no i jeszcze pojawiają się ludzie, którzy po zdjęciu tej wielkiej maski nagle umierają. Wszystko to tworzy dziwaczny koktajl, z którego nie mam pojęcia co wyjdzie. Jednak znalazło się trochę dobrej akcji i ciekawych postaci takich jak np. Maria i Minoru, więc chyba będę to dalej oglądał.
Animacja też jest zachęcająca. Scenki akcji były bardzo ładnie zrobione. Nie wiem czemu, ale bardzo podobał mi się moment jak Canaan wskakuje na ten daszek i tam przeładowuje swoją broń. Chyba mam jakąś słabość do realistycznego odwzorowania broni. Dlatego też bardzo podobał mi się seria Gunslinger Girl. Jeśli chodzi o muzykę to nie zrobiła ona na mnie najlepszego wrażenia. W tym sezonie słyszałem dużo lepsze utworki w openingach i endingach. Ale jeśli miałbym wybierać to ed jest trochę lepszy.
Bakemonogatari
Jeśli, ktoś nie traktuje anime jako jedną z form sztuki, to polecam obejrzenie właśnie tego odcinka. Ludzie ze studia SHAFT nie robią jakichś tam rysuneczków dla dzieci. To jest po prostu sztuka, a ja chylę czoło przed ich pomysłowością i talentem. To co zobaczyłem było rajem dla moich oczu. Uwielbiam te ich eksperymenty graficzne. Urzekły mnie w efie, urzekły mnie także w tej serii. Jednak nie wszystkim muszą się podobać obrazy Picassa, czy da Vinci’ego. Dlatego nie wszystkim też spodoba się ten specyficzny styl. Muzyka nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, ale była idealnie wpasowana do prezentowanych scen. Bardzo spodobała mi się ta harmonijka grająca w tle, kiedy Koyomi odwiedził Meme. Niestety na razie nic nie mogę powiedzieć na temat openingu, ponieważ go nie było. Tymczasem ending niestety nie był niczym nadzwyczajnym.
Fabuły w tym odcinku nie było za wiele, ale nawet mi to nie przeszkadzało. Epizod skupiał się na postaciach, które nie są jakimiś tam moe dziewczynkami, czy innym sztucznym czymś. Każdy z bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy. Dlatego myślę, że to oni będą głównym filarem tego anime. Możemy raczej zapomnieć o szybkiej, zwartej akcji i przygotować się na sporą ilość dialogów, które mam nadzieje nie będą jakimiś bezmyślnymi paplaninami.
Generalnie to anime jest moim faworytem tego sezonu, a kto wie może nawet roku, dlatego wybrałem właśnie je do opisywania na ten sezon.
Needless
No to anime ma fajne… no… wiecie… tego… ending. Tak, chyba zacznę od endingu. Ending jest ucieleśnieniem najskrytszych marzeń otaku kochającego yuri loli, które miziają się w ten czy inny sposób. Gdy to zobaczyłem, to musiałem sprawdzić, co ja tak właściwie oglądałem przez cały odcinek. Jednak okazało się, że nie mam żadnych urojeń. Po prostu ktoś jakby wziął ending z innej serii i wkleił tu. Choć gdyby cały ten odcinek był właśnie jak ten ending, to może nawet byłoby lepiej.
Generalnie fabuła tej serii nie jest żadną filozofią. Chodzi po prostu na nawalankę między tymi Needlessami. Adam i Eva (taa bardziej oryginalnej pary nie mogło być) będą spotykać coraz to silniejszych przeciwników i łoić im zadki. Czy to łojenie może być godne uwagi? Raczej tylko dla widzów w młodszym wieku. Jednak dla mnie taka niewymagająca od widza nic seria też przyda się na ten sezon, dlatego spróbuje jeszcze kilka epków.






















09 lipca, 2009 o 19:49:37
‘Muzyka nie zrobiła na mię aż takiego wrażenia’ – mnie
‘Choć gdyby cały ten odcinek był właśnie jak ten ending, to może nawet było by lepiej.’ – byłoby
‘Raczej rzeczywiście tylko dla widzów w młodszym wieków. ‘ – wywaliłabym to rzeczywiście i w młodszym wieku
Cieszę się, że weźmiesz się za opisywanie Bakemonogatari. Wydaje się być naprawdę interesującą serią. Gdyby ktoś jeszcze opisywał Umineko no Naku Koro ni byłoby świetnie ^_^
[Odpowiedz]
09 lipca, 2009 o 20:01:56
Dzięki Funymika za wytknięcie błędów. Widać wstawianie notki o tak późnej porze nie było najlepszym pomysłem.
Jeśli chodzi o Umineko, to możesz być pewna, że ktoś się tym zajmie.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 09:28:02
Oglądnąłem wreszcie pierwszy epek Bakemonogatari – wow! zrobił na mnie wrażenie. Świetna animacja, kolory i kapitalne ujęcia. Eksperymenty SHAFT-u też wpasowały się idealnie pogłębiając dodatkowo klimat, a klimatu to anime ma tony i jest on przyjemnie ciężki. Brakowało mi właśnie takiej poważniejszej animowanej historii o niesamowitościach z kraju kwitnącej wiśni, ale nie przekombinowanej tak jak Mononoke bądź Mouryou no Hako (które są bardzo dobre, swoją drogą), bo na razie to tylko mangami się zadowalam.
Tak więc z niecierpliwością czekam na dalszą część. Ktoś tam wieszczył, że ten sezon będzie nędzny, a tu niespodzianka za niespodzianką
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 13:10:54
Btw. jak to w Bakemonogatari nie było openingu jak był?? Specyficzny, ale jak najbardziej pełnoprawny. Może masz jakiś dziwny realase – ja mam od Anon i tam opening jest gdzieś między 0:46 a 1:32 minutą.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 14:39:49
To nie był prawdziwy opening. Prawdziwy pojawia się w 2 epizodzie.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 15:03:53
Ano, masz rację – to sceny z tego jak został zaatakowany przez wampiry, przemieniony i ogólnie takie glimpsy przeszłości z tamtego okresu.
[Odpowiedz]