Najbardziej oczekiwana seria sezonu letniego, głównie ze względu na bycie kolejnym tytułem twórców Higurashi no Naku Koro ni. Czy okaże się tak dobra jak jej poprzedniczka?
Zanim przejdę do omówienia odcinka, wypadałoby napisać dwa słowa o sobie. cpt. Misumaru Tenchi to prawdziwy fandomowy dziadek – mangą & anime interesuję się od 14 lat i wywodzę się z pierwszego pokolenia Moonies. Byłem na niejednym konwencie, nie mniej ich organizowałem, a anime i mang widziałem i czytałem na tyle, aby zawsze mieć się do czego odnieść i wiedzieć lepiej.
Poza tym jestem człowiekiem retro, można powiedzieć że żyję na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Stare piosenki, stare gry, stare samochody… Wiecie co mam na myśli. Jeśli chodzi o moje ulubione gatunki anime, to trudno byłoby mi jednoznacznie wskazać jakieś konkretne. Mam bardzo rozległe gusta i staram się dawać szansę wszystkiemu co tylko wpadnie w me wygłodniałe macki. Ostatnio jednak największą sympatię czuję do komedii romantycznych (nie mylić z kiepskimi szkolnymi haremówkami) i serii z gatunku „okruchy życia”.
Tyle opisu chyba wystarczy, przejdźmy zatem do dania głównego.
Pierwszy odcinek nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Może to brak pamiętnej brutalnej początkowej wstawki, którą mieliśmy okazję zobaczyć w Higuraszu? Tak czy siak, w tym epizodzie poznajemy historię bardzo bogatego rodu Ushiromiya. Gdy po wielkim trzęsieniu ziemi rodzina straciła absolutnie wszystko, dziadkowi udało się odbudować ich bogactwa i potęgę w zaledwie dwadzieścia lat. Jak to możliwe? Stara rodzinna legenda głosi, iż podpisał on pakt z niejaką Beatrice, czarownicą z zawodu. Miała ona w zamian za jego duszę podarować mu 10 ton złota. Jak to mawiają, w każdej legendzie ponoć tkwi ziarenko prawdy – może o tym świadczyć ogromny portret Beatrice który wisi w hallu, epitafium przygotowane z polecenia dziadka, a także jego bardzo dziwne zachowanie, przebijające wszelakie granice ekscentryczności.
Czego jeszcze dowiadujemy z tego odcinka? Ano tego, że na wyspie należącej do rodziny właśnie rozpoczyna się wielki rodzinny zjazd, dziadkowi pozostały tylko trzy miesiące życia, a niektórzy członkowie rodziny niezbyt za sobą przepadają. Nie powinien dziwić fakt, że wielu z nich ma chrapkę na ów wspomniany, legendarny skarb, który ponoć jest ukryty gdzieś na terenie wyspy. W odnalezieniu drogi do niego pomocne może okazać się właściwie odczytane epitafium…
Jak już napisałem powyżej, pierwszy odcinek nie powala na kolana. Daje leciutki posmak tego, co prawdopodobnie będzie działo się dalej, ale jest on jak dla mnie zbyt nieuchwytny. Z postaci uwagę swoją osobą niewątpliwie przyciąga pięcioletnia Maria. Dziewczynka sprawia wrażenie lekko niedorozwiniętej, ale wydaje się dosyć sporo wiedzieć na temat Beatrice i jako jedyna z całej rodzinki wierzyć w nią. Osobiście strasznie denerwuje mnie ten dziwny odgłos, który tak lubi wydawać – przypomina to coś w rodzaju sowiego „uuu!” Nie wróży to zbyt dobrze na przyszłość – uważne obejrzenie openingu sugeruje, że mała Maria odegra dosyć ważną rolę w nadchodzących wydarzeniach, a zatem będziemy ją oglądać (no i słuchać) długo i często…
Cóż więcej tutaj pisać – trzeba po prostu poczekać na rozwój akcji. Wtedy dopiero będzie można pokusić się o porównywanie Umineko do Higurashi. Na razie jest bardzo przeciętnie.
I standardowo już, linki do openingu oraz endingu, które szczerze mówiąc także wydają mi się przeciętne. Higuraszowe były bardziej klimatyczne.













12 lipca, 2009 o 11:37:27
A ja tam nie wiem, co wy macie do tej Marii. Wszyscy narzekają na jej „uuu”, a mi jakoś to nie przeszkadzało. Maria swoją osobą daje specyficzny klimat. Taka sobie mała, słodka dziewczynka, która momentami nagle przyprawia widza o ciarki. Tak samo jak Rika w Higurashi i to jej „Nipaaa”. Tak jak już wspomniał Tenchi, Maria najprawdopodobniej odegra bardzo ważną rolę, więc i tak trzeba będzie się do niej przyzwyczaić.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 13:03:11
Ciarki? Błagam, ta jej tajemna wiedza o czarownicy to jedna wielka sztampa. Właśnie ta Maria jest po pierwszym odcinku największym dla mnie minusem Umineko. Z jednej strony przez to jej „uuu” i przesłodzenie a z drugiej właśnie przez to, że znowu do ciekawie zapowiadającej się historii wrzucili dziecko, które.. tadadadam! Jest jakimś kluczem do zagadki czy innym mistycznym bajerem. Mnie wcale dziwność małej dziewczynki już nie zaskakuje, nie widzę w tym niczego ciekawego. Wolałbym żeby cała historia nie rozbijała się o małe, niezbyt rozgarnięte dziecko, z mrokiem w serduszku. Oczywiście tylko gdybam ale podejrzewam że tak będzie. W każdym razie nadzieję mam na dobrą historię z tym że wątek Marii musi zostać jakoś dobrze rozwiązany a tu już się boję o efekty.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 14:47:34
Ahhh Dinuś… Obejrzyj sobie Higurashi, to się przekonasz, że małe dziewczynki mogą być często bardzo ciekawe i zaskakujące.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 14:53:20
Może i mogą ale czy muszą być zawsze i wszędzie wciskane? Tym bardziej kiedy same w sobie są bardziej denerwujące niż ciekawe.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 16:50:32
Pierwszy epek rzeczywiście szału nie robi; dodatkowy nie bardzo podoba mi się kreska (kolory głównie, bo sam design podobny do tego z Higurasza), ale w takich produkcjach zazwyczaj to drobiazg akurat (choć szkoda, że tak fajne filtry graficzne stosują jedynie w openingu, a już samo anime wygląda na nisko budżetową produkcję).
Tyle o oprawie. A co w samym anime? Denerwujący główny bohater, zbędne imo wstawki z jego napalaniem się na biusty. Mari też mnie irytuje z tym „uuuu” – nie dziwię się matce, że ją trzasła. Za to sam koncept postaci akurat mi się podoba. W każdym razie jak to wszystko nie zachwycało, to jednak klimat odosobnienia w wielkiej willi był powoli budowany. Trochę dziwi zdradzanie w pierwszym epku takiej ilości informacji, ale daje to zarazem nadzieje, że fabuła nie będzie prowadzona utartymi torami (tego po twórcach Higurashi można się spodziewać)
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 16:59:51
Studio Deen chyba od zawsze ma problem z budżetem.
A co do głupawych wstawek, pamiętasz Wilku jak się zaczynał Higu? Gdyby nie ta brutalna wstawka na początku i odpowiednio klimatyczny op, to po samych pierwszych minutach odcinka pomyślałbym, że właśnie oglądam kolejną haremówkę.
[Odpowiedz]
12 lipca, 2009 o 19:23:31
Moje drogie stękacze, a odstosunkujcie się wy od Marie, ok?
Póki co jest właśnie z tym swoim „uuu” idealna. Perfekcyjne wyważenie słodkości oraz grania człowiekowi na nerwach. Podczas wiadomej sceny przyznam się szczerze że w pierwszej chwili też przemknęła przeze mnie myśl żeby dzieciaka „uciszyć” ale pożałowałem tego w tej samej sekundzie jak tylko mamuśka zaczęła wcielać to w czyn. Z mojej strony duży szacun dla reżysera i seiyuu że potrafili mnie tak zaangażować emocjonalnie (choćby i tylko na tę krótką chwilę), przemycając przy okazji odrobinę pedagogicznego smrodku.
[Odpowiedz]