W kupie raźniej, czyli jednopostowe podsumowanie letniego sezonu animcowego, na podstawie pierwszych odcinków.
Spice and Wolf II, 01: Ekonomia w sosie słodko-ostrym
Jak pewnie już zauważyliście, zajmę się opisywaniem tego jakże zacnego anime. Fabuły streszczać tu nie będę, krótkie przypomnienie znajdziecie na początku opisu pierwszego odcinka. Natomiast moje wrażenia… Cóż tu dużo mówić, jak najbardziej pozytywne. Horo wróciła do normalności, nie zachowuje się już jak czternastolatka bez mózgu. Za to coraz lepiej wychodzi jej manipulowanie Lawrencem, oczywiście przy pomocy swojego uroku osobistego i wrodzonej mądrości. Taką Horo lubię. Poza tym mamy wszystko to, co było dobre w pierwszej serii – bohaterów, fabułę lekko bazującą na ekonomii i kupczeniu, śliczną grafikę, nienachalną muzykę… Kto polubił pierwszą serię, spokojnie może się brać za drugą. A kto pierwszej nie oglądał – teraz jest dobry moment, by to nadrobić :]
Bakemonogatari, 01&02: Bo tradycyjnie rysowane bajki są dla mięczaków (i krabów)
Hidamari Sketch, Sayonara Zetsubou Sensei czy niedawne Natsu no Arashi przyzwyczaiły nas do dość specyficznej, żeby nie powiedzieć dziwnej, kreski. Może nawet nie tyle kreski, co stylu rysowania. Chociaż Bakemonogatari nawet na „rysowane” nie wygląda… Takie zabiegi można chyba tylko kochać albo nienawidzić. Ja jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie nie podjęłam. Jestem estetą, co już pewnie nie raz zaznaczałam, lubię, jak coś jest ładne. A tutaj nie potrafię się zdecydować, czy dostałam dzieło sztuki, czy kiczowaty obrazek. Hm, może po trochu z każdego.
Za dużo gadam o samej grafice. Wybaczcie, ale to właśnie ona najbardziej rzuca się w oczy. O fabule na razie niewiele można powiedzieć – jest sobie chłopak, który ratuje przed upadkiem z bardzo wysoka dziewczynę ważącą 5 kg. A potem zabiera ją do swojego przyjaciela, który podobno może jej pomóc. Jest intrygująco, całkiem oryginalnie (sprawa wampira bardzo mnie zaciekawiła, czegoś takiego chyba nigdzie nie było), momentami wręcz psychodelicznie (a to znowu zasługa grafiki). Miła odmiana od komedyjek robionych na jedno kopyto. Zdecydowanie będę tę serię obserwować.
Sora no Manimani, 01: Jeśli nie chcesz mojej zguby, gwiazdkę z nieba daj mi, luby!
Ooyagi Saku powraca do rodzinnego miasta po siedmiu latach nieobecności. I jest przerażony. W mieście tym bowiem mieszka diabeł. A raczej diablica – Akeno Mihoshi, dla przyjaciół Micchan. Dawniej mieszkała w tym samym bloku, co Saku. Tu należy dodać, że Micchan ma dość nietuzinkową osobowość. Biedny Saku – jeszcze do niedawna szczęśliwy mol książkowy, zostaje brutalnie wyrwany ze swego świata i zmuszony do zabawy w oglądanie gwiazd. Aż pewnego feralnego dnia, łapiąc spadającą z drzewa Micchan, łamie sobie rękę. Po wyjściu ze szpitala nie chce już słyszeć o dziewczynie. Ojciec Saku dostaje przeniesienie z pracy, więc się wyprowadzają. A po siedmiu latach… Najgorsze obawy Saku się ziściły – Micchan nie dość, że chodzi do tej samej szkoły, to wciąż nie straciła zainteresowania gwiazdami. Niepostrzeżenie Saku zostaje wciągnięty do Klubu Astronomicznego.
Lubię miłe zaskoczenia. Nie sądziłam, że znajdę tu coś ciekawego i pozytywnie się zawiodłam. Fabuła, jak to zwykle w takich seriach, specjalnie oryginalna nie jest. Ot, spotkanie po latach, ta sama szkoła, klub zainteresowań… Całkiem fajni bohaterowie: Saku, główny bisz, fan literatury, prześladowany przez wielbicielkę gwiazd, Mihoshi. Która, swoją drogą, też jest całkiem fajną postacią. Zaborczą, ale zdecydowaną. Nie odpuszcza, nawet jeśli coś po drodze się sypie. Pierwszy odcinek przedstawia nam jeszcze trzy interesujące osobistości: dwójkę z astroklubu – anemicznego przewodniczącego Romę i przyjaciółkę Micchan. Trzecią osobą jest przewodnicząca rady szkolnej, która od razu wzbudza zainteresowanie Saku, gdyż należy do klubu literackiego.
Aroduc wysmażył dość niepochlebną opinię o tej serii, ale w jednym przyznaję mu rację – podobieństwo do Sumomomo Momomo jest zastraszające. Tyle, że tutaj nie ma dzikich wojowników i pań w bardzo wyuzdanych strojach bojowych :] Dla mnie Sora no Manimani na razie wygląda całkiem w porządku, spróbuję więc oglądać dalej.
Umineko no Naku Koro ni, 01&02: Gdzie morskie koty mówią dobranuuuuc
Tenchi już wam ładnie opisał dwa odcinki, więc tylko w telegraficznym skrócie o fabule: zjazd rodzinny na wyspie, legenda o pakcie z czarownicą i ukrytym złocie, za wszystkim stoją twórcy Higurasza… Łatwo się domyśleć, o czym będzie ta seria. Postać małej, słodkiej, okropnie irytującej dziewczynki też nie pozostawia złudzeń. Miało być wesoło, będzie morderczo. Tutaj żadnego zaskoczenia nie ma.
Zaskoczenie dopada nas dopiero w ostatnich trzech minutach drugiego odcinka. Mamy wreszcie spodziewane morderstwo… [schowałam mały spojler]
zbiorowe. Tak jest, za jednym zamachem wykończyli 1/3 przebywających na wyspie – czyli mamy 6 trupów.
Ale poza tym jest nudno. Jakieś pogadanki rodzinne, kłótnie o złoto, mała już-nie-taka-słodka dziewczynka uparcie próbuje wszystkim wmówić, że spotkała wiedźmę Beatrice, reszta z grzeczności jej przytakuje… Ja tu nie widzę niczego interesującego. Mniemam, że fanom Higurasza się spodoba. Ja do nich nie należę (być może jeszcze, bo Higu nie oglądałam). Jeżeli macie podobne wrażenia jak ja, polecam amerykański serial Harper’s Island – idea praktycznie ta sama (nawet dziewczynka jest!), ale klimat o wiele lepszy, no i intryga całkiem niezła.
O Umineko tyle, jak w trzecim epku nie będzie fajerwerków, to seria idzie w odstawkę.
Canaan, 01: Ach, ten kolorowy, czarno-biały świat
Istnieją ludzie, którzy potrafią „obserwować” świat wszystkimi zmysłami na raz – czują kolory, słyszą kształty etc. Zalicza się do nich tytułowa Cannan, której ulubioną zabawką są białe misie. Bo są białe. Ale żeby nie było za dobrze, ktoś poluje na takich specjalnie utalentowanych ludzi. I to by było tyle w kwestii fabuły, nic więcej nie wyniosłam z pierwszego odcinka.
Niewiele więcej mam do powiedzenia w kwestii Canaana ogólnie. Nie jestem zachwycona, nie jestem przerażona, nie jestem zniesmaczona… Jest tak jakoś nijako. Grafika ot, ładna, muzyki jak zwykle nie zauważyłam, postacie nie wyróżniają się na razie niczym szczególnym (poza parą kolorowych oczu, ale to trochę mało). Drugi ep leży i czeka, a ochota na oglądanie go nie przychodzi. To chyba wystarczy za opinię? Dla porządku sprawdzę, co też ten drugi ep ze sobą przyniesie, ale nie spodziewam się cudu. Seria raczej nie dla mnie.
Umi Monogatari, 01: Jeden pierścionek, dwie bransoletki, trzy panienki…
Pewnego dnia dwie syrenki znajdują w morzu pierścionek, a ponieważ mają dobre serduszka, postanawiają odnaleźć jego właścicielkę. Wkładają więc bransoletki, które pozwolą im oddychać na powierzchni i w drogę! Odnajdują właścicielkę niechcianego pierścionka, przy okazji wzbudzając ogromne zainteresowanie. A żeby było jeszcze ciekawiej, przypadkowo łamią pieczęć, uwalniając Wielkiego Złego.
Ot, taka sobie bajeczka. Średnio mnie interesuje, co będzie dalej. Podobał mi się kontrast między naiwnymi, niewinnymi syrenkami (zwłaszcza starszą z nich), a Kanon – wściekłą na swojego byłego chłopaka i generalnie na cały świat, wyładowującą swoja złość na pierścionku. Przyjemna kreska, pastelowe kolorki, czasami przetykane gromadzącymi się nad głową Kanon czarnymi chmurami… Wygląda, jak niezobowiązująca seria z lekką fabułą, akurat na lato. Tak myślę. Ale i tak raczej podziękuję.
Needless, 01: Przechowywać w chłodnym miejscu, z dala od dzieci
Mamy ludzi i superludzi. Ci X-meni… wróć, Needlessi, posiadają różne moce, które potrafią bardzo uprzykrzyć życie zwykłego szaraczka. Władanie ogniem, niewidzialne sznureczki, telekineza… Też macie wrażenie, że to już było? Idźmy dalej. Needlessi chcą władzy nad światem, dlatego ludzie zostali zepchnięci do roli rebeliantów, których należy zlikwidować. I gdzieś w tym wszystkim pojawia się światełko nadziei, walczący w imię Dobra i Sprawiedliwości Blade i jego nieliczna drużyna. Koniec fabuły, zacznijmy rozróbę.
Gdyby jeszcze te walki nie były tak paskudnie, topornie przegadane. Pal sześć, gdyby gadali o ratowaniu świata. Ale litości, oni tłumaczą po kolei ruchy przeciwnika… Bleh. Boli trochę, że to jedyna seria tego sezonu, w której daje głos mój ulubiony seiyuu (pod postacią Blade’a). Ale cóż, nie będę oglądała durnej serii tylko dla seiyuu, aż takim hardkorem nie jestem. Jeszcze nie.
GA – Geijutsuka Art Design Class, 01: TBF (Totalny Brak Fabuły) + kurs rysunku gratis
A podobno to Lucky Star był o niczym. Tej serii faktycznie bliżej do K-Ona. Mamy szkołę, w szkole uczniów, wybieramy kilku z nich, nadajemy im tytuły głównych bohaterów i już, mamy bajkę. Dodatkowo jedna z dziewczyn będzie nam urządzała okazyjne pogadanki na temat długości życia farbek albo sposobu tworzenia piktogramów. Pomocy…
Idealnie odmóżdżająca seria. Nic się nie dzieje. Chyba, że w definicji „dziania się” znajdziemy coś w stylu „ojej, ktoś skasował mój plik”, „ojej, ktoś dorysował wąsy na moim obrazku”, „ooo, w pudełku z farbką jest pleśń!”. Jeśli wam to pasuje, to witamy w świecie GA. Ja jednak pozostanę w swoim własnym.
Podsumowując: osiem serii napoczętych, zielone światło dostają na pewno pierwsze dwie, trzecia raczej też, czwarta, piąta i szósta może dostaną jeszcze jedną szansę (po jednym odcinku), a ostatnie dwie idą do piachu. Ogólnie nie jest tak źle, jak się spodziewałam, ale też nie jest wybitnie lepiej. Cóż, pozostaje mi zajrzeć do przepastnego archiwum animcowego i zacząć nadrabiać zaległości w starszych seriach…































14 lipca, 2009 o 20:40:43
Co do Needlessów to jeśli tłumaczenie ruchów przeciwnika przeszkadzało Ci Mirando w pierwszym odcinku, to naprawdę lepiej żebyś sobie odpuściła ciąg dalszy. Obejrzałem dziś drugi epek i przez prawie cały odcinek Cruz i Eve analizowali moce nowego przeciwnika. Szczerze mówiąc mi to nie przeszkadzało tym bardziej że doszli do całkiem fajnych wniosków ^^
Tak sobie myślę, że skoro wszyscy tak strasznie zachęcają, to może rzeczywiście wartałoby siegnąć po pierwszą serię tego Spice and Wolfa. Trzeba będzie nadrobić ^^
[Odpowiedz]
14 lipca, 2009 o 20:56:36
Ojjj trzeba, trzeba.
[Odpowiedz]
14 lipca, 2009 o 21:07:18
Ha! Needless to nie jedyna seria z Takehito – jest jeszcze Princess Lover!, które drugim epkiem całkiem pozytywnie mnie zaskoczyło
[Odpowiedz]
14 lipca, 2009 o 21:48:39
Dobra, to daje głos w dwóch seriach, których (raczej?) na pewno nie będę oglądała
Bo jeżeli PL jest tym, czym wydaje mi się, że jest, to nie ruszę. Uświadom mnie, proszę, jeżeli jest inaczej, chętnie zmienię zdanie :]
[Odpowiedz]
14 lipca, 2009 o 22:41:29
tylko dlaczego w tym drugim odcinku PL! pojawiło się aż 2 min recapu, troszkę przesadzili ;P
[Odpowiedz]
14 lipca, 2009 o 22:44:26
Aaa tam, w Bleachu czasem recapy są po 5-6 min.
[Odpowiedz]
15 lipca, 2009 o 00:15:14
Ale w Bleachu są tak długie bo muszą przedłużać żeby mangi za szybko nie dogonić. Wątpię żeby musieli robić coś takiego w drugim epku anime.
[Odpowiedz]