Kategoria: Pierwsze Wrażenie | Napisane przez Miranda 1 komentarz

Bantorra4Blacksmith4Bee2
Dzisiejsze odcinki sponsoruje literka B (i marne CG)


Tatakau Shisho – The Book of Bantorra
Bantorra1Bantorra2Bantorra3

Nudy. NUDY. Nuuuuudyyyyy…
Co z tego, że pomysłowe, skoro ani to specjalnie ładne, ani wciągające. Pierwszy odcinek wypada bardzo słabo. Ale porządek musi być, więc po kolei, czym sobie na taką opinię zasłużył.
Fabuła: zapowiadało się świetnie, wyszło jak zwykle. O co więc chodzi? Otóż ludzie po śmierci stają się książkami, w których jest zapisane całe ich życie. Jak mają szczęście, książka trafia do biblioteki, której strzegą Uzbrojeni Bibliotekarze (notabene uwielbiani i szanowani przez ogół żyjącego społeczeństwa). To jest ta fajna część, dalej jest jednak gorzej. Pierwszy odcinek ledwie zahacza o tę kwestię, więcej czasu antenowego poświęcono ludziom, których zła organizacja zamienia w chodzące bomby (dlatego też ludzi tych nazywa się pieszczotliwie Mięskiem). Nie wiem kto, nie wiem po co, nie wiem dlaczego… And frankly, I don’t give a damn.
Grafika: taka sobie. Kreska niezbyt mi się podoba (choć to akurat kwestia gustu). CG wali po oczach gorzej niż w Blassreiterze czy moim ulubieńcu w tej kwestii Personie: Trinity Soul. Nie zauważyłam też przykładów jakiejś powalającej animacji. Ogólnie – gorzej niż przeciętnie.
Postaci: tutaj też nic szczególnego. Mamy kilku ludzi, którzy próbowali przejąć statek z Mięskiem. Drużyna składa się z kilku osób, przy czym żadna nie zwróciła mojej uwagi. No, oprócz zielonowłosego, bo za bardzo wybijał się z nijakiego kolorystycznie tła. Po stronie przeciwnej pojawili się… umm… A czy to ważne? Zieeeew.
Muzyka: Eeetooo… Nie zwróciłam specjalnie uwagi… Jak już mówiłam, nie znam się :]
Wyrok: z przykrością ogłaszam Armed Librarians: The Book of Bantorra winnym bycia nudnym animcem i porzucam dalsze oglądanie.

The Sacred Blacksmith
Blacksmith1Blacksmith2Blacksmith3

To było… no, mówiąc wprost – żałosne. Nawet nie nudne. Nawet nie przeciętne. Ehh…
Fabuła: fantasy jest fajne, katany są fajne, alchemia jest fajna… let’s combine!
Grafika: design z K-ON jest fajny, design z Monochrome Factor jest fajny, design z Romeo & Juliet (nie) jest fajny… let’s combine!
Postaci: skoro coś jest sztampowe, to pewnie dobre… Bierzemy!
Typowa, bardzo nieporadna dziewoja, której się wydaje, że jest rycerzem. Typowy, niesamowicie zdolny młodzieniec, z nieodłącznym przydupasem w postaci blondwłosej nieletniej. Wszystko typowe, do bólu zębów. Panienka wkurza od pierwszego spojrzenia, młodzieniec nie wzbudza zainteresowania… Nudy.
Muzyka: aah, cokolwiek.
Oprócz tego: superostra katana, przecinająca miecz przeciwnika niczym kostkę miękkiego masła; niesamowicie wyprofilowana zbroja głównej panienki; przyjmowanie ostrych odłamków potwora na klatę; świecące oczko blondwłosej; magiczne wytapianie katan.
Wyrok: uwaga, gryzie! Zachować bezpieczną odległość.

Letter Bee
Bee1Bee3Bee4

Podobało mi się. Łączę tu wrażenia z pierwszego epka jak i ze specjala (czy też odcinka zerowego, jak kto woli). Ładne, nieskomplikowane, przyjemne… Ot, takie sobie sympatyczne anime na ponure jesienne wieczory.
Fabuła: Letter Bee to potoczna nazwa listonoszy. Wędrują oni przez cały świat dostarczając przesyłki, jak to listonosze mają w zwyczaju. Gdzie jest haczyk? Ano w tym, że świat jest niebezpiecznym miejscem i w ciemnych zaułkach czają się zakute potworki. Dlatego każdy LB jest wyposażony w a) broń, b) Dingo. Broń – piękny pistolet, który czerpie moc z Amberu (zatopionych w bursztynie magicznych komarów) i z serca listonosza. A Dingo to bodyguard, czasami jest to zwierzak, czasami nie-do-końca-człowiek. Akcja kręci się wokół młodego Laga, który, z bliżej nam jeszcze nieznanych przyczyn, zostaje wysłany listem poleconym. Doręczyć go ma LB o imieniu Gauche. Oczywiście między tą dwójką zawiązuje się przyjaźń, potem Gauche odchodzi w siną dal a dzielny Lag zostaje listonoszem. Jak mówiłam, nieskomplikowana i przyjemna fabułka.
Grafika: ładniutka, bardzo w moim typie. Na razie wszystko utrzymane w niebieskawej tonacji. Animacja walk pozostawia jednak niedosyt – choć CG na przyzwoitym poziomie, nie ma jakiejś wybitnej płynności czy dynamiczności w walkach.
Postaci: Lag (dawno zaginiony młodszy brat Allena Walkera) na razie nie wykazał się czymś, za co bym go od razu polubiła, jak chociażby Oza z Pandory. Osobiście wolałabym, żeby pierwsze skrzypce grał Gauche, ale jak się nie ma, co się lubi… Tak więc tutaj pojawiła się mała nić sympatii (no, ale Gauche to bisz, a te na starcie dostają +10 w kategorii „Czy lubię daną postać” :]). W odcinku speszalowym pojawia się jeszcze Niche – taka trochę tsundere-Dingo Laga. I to tyle postaci na razie.
Muzyka: ot, nie boli, ale też nie zachwyca. Raczej pasuje do ogółu animca.
Wyrok: sympatyczne, więc póki mnie nie znudzi / mocno nie zawiedzie – oglądam.

Jedna odpowiedź dla “Pierwsze wrażenie: Bantorra, Blacksmith, Bee” RSS icon

  1. Ok czas na moje wrażenia:

    Tatakau Shisho – The Book of Bantorra – Zieew. Klimat jak w powieściach Lovecrafta. Gdyby ta pseudo akcje przerwał atak Cthulhu na statek byłbym zadowolony (cały klimat się mi z tym kojarzył). A tak nuuda. Podoba mi się zamysł z książkami i chyba tylko on, no i klimat „Epoki Industrialnej”.

    The Sacred Blacksmith – No no no. Serią głupot i nielogiczności i ogólnie rzeczy powalających na łopatki twardo konkuruje z Princess Lover, czy wygra? – nie wiadomo (W końcu PL to twardy przeciwnik w temacie głupot, aczkolwiek niezniszczalny napierśnik…). Ale Polubiłem ta serię, może dlatego, że nie jestem wymagającym widzem? Może po prostu lubię takie trywialne historyjki?

    Letter Bee – jeszcze nie oglądałem, ale skoro dużo osób dale [+] to warto spróbować.

    Ogólnie rzecz ujmując narazie żadnego z anime które wymieniłem nie porzucam, bo nie czuję, że marnuje przy nich czas, a mam go dużo. (ach te studia ^_^).

    Ave JA! Pozdrawia Humbak.

    [Odpowiedz]