The Sacred Blacksmith
Moje przeczucia niestety potwierdziły się. Przez cały odcinek czekałem, aż zobaczę coś, co wyróżni The Sacred Blacksmith od pozostałych serii fantasy. Niestety nie doczekałem się, bo odcinek był typowym schematem. Już rozpoczęcie Tears to Tiara było dużo ciekawsze, a mimo to porzuciłem to anime. Gdyby chociaż pod koniec odcinka pojawił się jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, jakaś drobna scenka ecchi, to może bym spróbował kolejny epizod. Tymczasem The Sacred Blacksmith trafia prosto na moją drop listę.
Letter Bee
Jedna z dwóch serii, której w zapowiedziach wystawiłem ocenę 5. Czy pierwszy odcinek podołał moim oczekiwaniom? Raczej tak, choć zerowy wydawał mi się trochę ciekawszy. Jednak ten epizod był typowym wprowadzeniem, które ukazywało wcześniejsze wydarzenia. Wydarzenia, w których Lag nie jest jeszcze listonoszem, i w których po raz pierwszy spotka Gauche.
Przez cały odcinek z dużym zaciekawieniem patrzyłem na dalsze wydarzenia. Seria posiada bardzo ciekawą i oryginalną fabułę, której towarzyszy spora ilość powagi. Jak dla mnie jest to głównym atutem serii, dlatego na pewno będę oglądał kolejne odcinki. Mam tylko nadzieje, że klimat utrzyma się do samego końca i twórcom nie zachce się w połowie zrobić z tego głupiej nawalanki z tymi trójwymiarowymi potworkami.
Jeśli chodzi o animację, to jak na razie studio Pierrot radzi sobie całkiem nieźle. Pośpiech raczej nie odciska się tak widocznie jak jest to np. w przypadku Bleacha. Jednak wspomniane już trójwymiarowe potworki trochę rzucają się w oczy. Jeśli chodzi o muzykę, to niestety ani opening, ani ending nie zrobiły na mnie porażającego wrażenia. W tle raczej też nic ciekawego nie wyłapałem. Całe szczęście fabuła nadrabia te niedociągnięcia, więc nie będę wybrzydzał.
Ogólnie zachęcam wszystkich do zapoznania się z tą serią, bo przeczuwam, że szykuje się nam mały hiciorek.
Nyan Koi
Nya, nya Neko, nya! xD Ogólnie odcinek zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie spodziewałem się tego… kociego humoru. Główny bohater chciał zadbać o środowisko i postanowił wyrzucić stojącą na chodniku puszkę. Niestety nie trafił do kosza i strącił posążek kota, przez co teraz słyszy głosy tych czworonożnych pupili. Co gorsza, jeśli nie spełni 100 dobrych dla kotów uczynków, to sam stanie się jednym z nich. No i takim oto sposobem rozpoczął się szantaż uczulonego na te stwory Junpeia.
Jak już wspominałem, w tym odcinku urzekł mnie głównie dobry humor. Niejednokrotnie patrząc na biednego Junpeia wybuchałem śmiechem. Jest to prosty, niewymagający myślenia dowcip, wręcz idealny na rozluźnienie. Dlatego ja z przyjemnością będę oglądał przyszłe odcinki, bo przecież nie samymi dramatami człowiek żyje.






















04 października, 2009 o 17:38:55
Blacksmith – fajne panienki („zbroja” głównej bohaterki rulez!), ale nic poza tym.
Letter Bee – dropnięty w połowie zerowego odcinka.
Nyan Koi – poza fajnymi panienkami na razie nic specjalnego, tak jak Blacksmith.
[Odpowiedz]
04 października, 2009 o 18:46:18
ej gdzie tu można założy konto??
bo widzę zakładkę zaloguj się ale nigdzie nie widzę zarejestruj;/
[Odpowiedz]
04 października, 2009 o 18:49:58
Logowanie jest tylko dla redaktorów.
[Odpowiedz]
04 października, 2009 o 20:54:55
Blacksmith – ni chłodzi, ni grzeje , ale k-onowatość przekreśla z góry jakąkolwiek powagę, dobitnie twórcy to pokazali w endingu
Letter Bee – I tu mi Pierrot zabił podwójnego ćwieka , bo raz że trzyma się mangi od samego początku – zwłaszcza detali(„śnieg” przy wspomnieniach) więc wyszedł obronną ręką z pierwszego zetknięcia fana pierwowzoru z przekładem, a dwa niestety trwa 20 minut i ma mieć 13 odcinków.Już wiadomo że nie dogoni mangi ,ale tłumaczę to tak ze studio przywykło do robienia anime z mang 20+ tomów przez materiału było pod dostatkiem.Na dzień dzisiejszy LB liczy sobie ledwie 32 rozdziały ,a twórcy chyba nie chcą psuć wrażeń fillerami
Nyan Koi – Tak powinien wyglądać dobry romcom, zabawny ,nie uwłaczający inteligencji i z wieloma werbalnymi dodatkami w tle. No i Jun Fukuyama jako kiciuś kończący zdania ~nya
[Odpowiedz]
04 października, 2009 o 21:12:02
Co wy macie z tą k-onowatością designów? Zresztą dlaczego niby seria rysowana taką kreską nie mogłaby być poważna? Nie mówię że Blacksmith będzie, bo widać że raczej nie, ale wkurza mnie samo negowanie powagi serii poprzez kreskę.
A Nyan Koi wydaje mi się taki trochę bezpłciowy. Widocznie stary już ze mnie zbol i muszę mieć uwłaczające inteligencji żarty.
[Odpowiedz]
05 października, 2009 o 19:12:57
Sekai no Blacksith: co do tej produkcji (bo tylko ją z tutaj wymienionych oglądałem i zamierzam oglądać) to może mnie nie zachwyciła, ale też w zasadzie nie rozczarowała. Lubię te przeniesione z Zachodniego fantasy japońskie produkcje, oglądając je czuję jakiś emocjonalny związek z przeszłością (stare dobre czasy, kiedy byłem młodszy). Japońska produkcja, dzięki zbieżności wielu schematów może być także w pełni zrozumiała dla zachodniego widza. Wydaje mi się też (po ostatnich wpadkach z ekranizacjami fantasy przez Holywood – Eragon), że konwencja anime jest tutaj znacznie lepsza. I będą oglądał to anime, bo ja po prostu lubię takie klimaty (przypomina mi bądź co bądź swojskie Kroniki wojny na Lodoss). Muszę zwrócić uwagę, iż Luke trochę mi przypomina kreską Vincenta Lav z Ergo Proxy (wszak robi to to samo studio).
[Odpowiedz]
05 października, 2009 o 20:51:09
Pierwszy odcinek Blacksmitha był utartym schematem? Hmm, no nie wiem, może za mało serii fantasy oglądałem ale jak dla mnie panienka w głównej roli i w dodatku chcąca robić karierę zwyczajnego rycerza w lśniącej (oraz jakże interesującej ;>) zbroi to jednak jest pewna nowość. Ciekawa będzie rola w tym tego Luke’a – czy to jego wcisną nam na głównego mastaha, czy też zostanie jakimś prawdziwym senseiem, a może (a nuż) się go kulturalnie pozbędą w połowie serii… dla odpowiedzi na te pytania jestem w stanie póki co oglądać dalej.
Nyankoi – ja tam jestem kociarzem z krwi i kości, ale ten odcinek był tak przeobrzydliwie nudny… w dodatku nie widząc żadnych perspektyw na coś lepszego w przyszłości – rozstaję się z tym anime bez zbędnego żalu z mojej strony
Letter Bee – nie wiem jak oni to zrobili. Naprawdę, to wielka sztuka żeby po połowie zerowego odcinka człowiekowi wybić z głowy jakiekolwiek chęci aby oglądać to dalej. Kompletnie bezpłciowy główny bohater + coś idiotycznego siedzące na głowie
ośmiornicypardon, drugiej bohaterki zmagają się ze straszliwym problemem odnalezienia adresu dostawcy, rozwiązanego przez pojawienie się jakiegoś kolejnego (tym razem zaobrożowanego) stwora… a wszystko to oczywiście w sosie jakiejś wielkiej omg afery… koszmar =/ Niewątpliwie solidny kandydat do złotej maliny tego sezonu.[Odpowiedz]
05 października, 2009 o 22:27:44
Blacksmitha obejrzę bo to Manglobe, tylko dlatego. Bo w zasadzie odcinek nużył, i był strasznie sztampowy. Jednak to manglobe, zaufam im, najwyżej się przejadę na tym.
NyanKoi jest moim wyborem na głupiutką komedie romantyczną w tym sezonie. Ani to wymagające, ani za specjalnie przełomowe. Ot, to taki typowy lekki „odmóżdżacz
Letter Bee podziękuje z góry. Studio Pierrot i wszystko jasne : )
[Odpowiedz]