


Nyan, nyan, nyan, nyan, nihao nyan…
Zaczynamy! 01. Brzydkie kocisko kontra pechowy uczeń.
Witajcie. Nazywam się Jyunpei Kosaka i ostatnio wpakowałem się w naprawdę niezłe tarapaty. Ech, wszystko przez te cholerne koty… Ale po kolei, po kolei.
Na początek wyjaśnijmy sobie jedno. To nie jest tak, że ja nienawidzę kotów. Po prostu jako jedyny z rodziny wyrodny syn mam na nie alergię. Naturalnym jest, że człowiek walczy o przetrwanie, a ja, żeby przetrwać, muszę oddychać. Co w towarzystwie kotów jest wysoce utrudnione. Staram się zatem trzymać z daleka od podstępnych alergenów. Nie pomaga mi w tym Nyamsus – ulubienica mamy i siostry. Jednak to wszystko było do zniesienia, do pewnego pięknego ranka, kiedy to obudziłem się i stwierdziłem, że doskonale rozumiem Nyamsus. Nie, to nie żadna przenośnia, nie chodzi mi o empatię i tym podobne, po prostu i najzwyczajniej rozumiałem, co kotka mówiła…
Ciężko spanikowany, próbowałem znaleźć oparcie wśród kumpli w szkole. Oczywiście nic z tego. Dopiero w drodze powrotnej rzucono nieco światła na moją udrękę. Otóż dnia poprzedniego spotkałem na drodze porzuconą puszkę. Aż głupio było się nią nie zaopiekować, toteż eleganckim kopnięciem posłałem ją do kosza na śmieci. Puszka jednak miała wobec mnie własny, potworny plan. Podstępnie skręciła, trafiając miast do kosza – do małej świątynki obok, pozbawiając głowy siedzącą w niej figurkę kota. Jak po chwili wyjaśnił mi przemiły opiekun tegoż miejsca, koci bóg, którego figurka sobie tu stoi, jest bardzo wrażliwy na punkcie sprawiedliwości. Jeżeli zrobisz coś dobrego, na przykład złożysz puszkę kociego żarcia w ofierze, odwdzięczy ci się. Jeżeli jednak zrobisz coś złego (na przykład zdekapitujesz jego figurkę), zostaniesz obdarowany klątwą. Swoje trzy grosze do mojego nieszczęścia dorzucił jeszcze Tama, świątynny (dla odmiany żywy) kot. Po pierwsze, i całkowicie nie związane ze sprawą, opiekun świątyni grywa w kabaretach. A po drugie, w przypadku tej klątwy, muszę zadośćuczynić za szkodę, inaczej zamienię się w kota (i umrę, dławiąc się własnymi kłaczkami).
I to tyle, jeśli chodzi o spokojne życie zwyczajnego ucznia Kosaki.
Żeby odkupić swoje winy, muszę pomóc kotom. Przylazły do mnie do domu (!) z jakimiś dwiema przerażonymi kulkami futra, które podobno są terroryzowane przez kogoś z okolicy. Nie mając większego wyboru Kosaka, obrońca słabych, bezbronnych i miauczących, musiał przyjąć zadanie. A po drodze musiał zrobić zakupy… Dobrze, że miłe zbiegi okoliczności nie zapomniały o mnie. Wychodząc ze sklepu spotkałem Mizuno – moją prześliczną i uroczą koleżankę z klasy (i wielką miłośniczkę kotów). Szliśmy sobie w stronę mojego domu, niczym zakochana para, wszystko pięknie i ładnie, aż tu nagle wyrósł przed nami jakiś dziwny koleś, wpadł na Mizuno i zachlapał sobie marynarkę. Gość się zdenerwował, Mizuno już miała łzy w oczach, stanąłem więc dzielnie w jej obronie. Szykowałem się już do efektownego upadku po tym, jak gość przywali mi prawym sierpowym, ale ku powszechnemu zaskoczeniu nieznajomy nagle przeprosił i uciekł. Dziwne. Poza tym kogoś mi przypominał… Ale mniejsza o to, kontynuujemy przemiły spacerek, tylko we dwoje.
Znaczy miałem nadzieję, że we dwoje, ale przyczepiły się do nas koty. Okrutna prawda spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, kiedy ujrzałem mój obiekt westchnień tarmoszący jednego z futrzaków. Aah, ja biedny nieszczęsny! Cóż mam począć? Musiałem ratować swoje życie, zagrożone przez podchodzące coraz bliżej alergeny. Przeżyłem, ale kosztem przerażonej miny i szybkiej ucieczki Mizuno z miejsca zbrodni. Pewnie już się do mnie nie odezwie… No, ale przynajmniej pozbyłem się klątwy.
Zatem wracamy do normalności – tak sobie pomyślałem następnego ranka. O ja głupi optymista. Mizuno co prawda nie przestała się do mnie odzywać, ale ten cudowny fakt został przyćmiony przez dwa inne. Po pierwsze, wciąż rozumiałem koty. A to dlatego, że, jak Tama był uprzejmy mi wyjaśnić, klątwa jeszcze nie została zdjęta. Żeby się jej pozbyć muszę… uważajcie, to będzie mocne… muszę jeszcze 99 razy pomóc kotom. Dziewięćdziesiąt dziewięć dobrych uczynków! Dla kotów!
Tak więc, jak już wspomniałem, mam przemiauczane. Tfu! Zaczynam gadać, jak futrzaki. Aaah, ratunku…




















