To Aru Kagaku no Railgun 09
Historia zostaje podjęta tam gdzie ostatnio się urwała.
Misaka i Kuroko siedzą w szpitalu, oczekując na rozmowę z miejską legendą rozbierającą się panią doktor. W międzyczasie Uiharu spotyka się z Saten, która rzekomo weszła w posiadanie Level Uppera. Ostatecznie wszyscy lądują w kawiarni. Dyskusja prowadzi do wniosków, że prawdopodobnie używanie Level Uppera niesie ze sobą jakieś niewytłumaczalne efekty uboczne i stąd ostatnio tylu pacjentów z dziwnymi objawami. Zaraz po spotkaniu Misaka wymyka się gdzieś niepostrzeżenie. Odrobinkę wcześniej znika także Saten, która po usłyszeniu rewelacji dotyczących swojego nowego nabytku nieco spuściła z tonu, ale wciąż nie ma zamiaru się go pozbywać.
Kuroko i Uiharu pracują nad listą miejsc, w których najprawdopodobniej nielegalnie sprzedaje się Level Uppera. Jest ich strasznie dużo i nie pozostaje nic innego, jak tylko zacząć sprawdzać je wszystkie po kolei.
Tymczasem Saten zwyczajnie spacerując po mieście i wcale nie szukając podejrzanych miejsc od razu trafia w dziesiątkę. Staje się mimowolnym świadkiem wyłudzania pieniędzy od jednego naiwniaka pod pretekstem sprzedaży wiadomej rzeczy. „Sprzedawcy” tłuką gościa na kwaśne jabłko, każąc mu przynieść więcej forsy. Nie namyślając się wiele, dziewczyna podejmuje decyzję. Decyzję oznaczającą KŁOPOTY. Na szczęście chwilę później pojawia się Kuroko i rozpoczyna się regularna bitwa na umiejętności…
Odcinek rozczarował mnie pod jednym względem. Biorąc pod uwagę panującą w serii pogodę, liczyłem na jakieś fajne, skąpe ciuszki u wszystkich bohaterek. Niestety, jako jedyna przebrała się tylko Saten. Ale trzeba przyznać, że w dżinsach podwiniętych na trzy-czwarte (a potem już w legalnych spodniach trzy-czwarte) wygląda doskonale. Ogólnie mangowe laseczki w dżinsach prezentują się kapitalnie – tylko żałować że tak rzadko je noszą. Zwróciłem na to ostatnio uwagę przez zupełny przypadek.
Poza spodniami Saten podobały mi się także zbliżenia. Mnóstwo zbliżeń na twarze oddające różnorakie emocje. To im się udało. No i walka – kapitalnie rozpisana i przeprowadzona. Żadnych zbędnych dłużyzn, gadania przez pół godziny, praktycznie cały czas akcja. Oby tak dalej, panowie (i może panie…?).
Podsumowując, kolejny bardzo bardzo dobry odcinek. Historia wciąż się jeszcze nie skończyła, więc z tym większą niecierpliwością oczekuję kolejnego.













30 listopada, 2009 o 00:59:50
Dla mnie gwoździem programu była Kuroko wrzeszcząca na panią „ściągnę swoje pończochy” doktor, że tak w ogóle to nie tylko faceci ale i dziewczyny mogą mieć różne zboczone fetysze (ORLY?) LOL
A tak po za tym to świetny odcinek, trzymał w napięciu no i ciągle trzyma – Ruiko-chan, nie rób głupstw @_@
[Odpowiedz]
30 listopada, 2009 o 14:00:01
Nie ma to jak miłe przywitanie xD http://www.anime-chronicle.pl/wp-content/uploads/2009/11/031.png
[Odpowiedz]