No i skończyło się rumakowanie…
Muramasa zbiegł pozostawiając Ichigo i pozostałych w płomiennym więzieniu Ryujin Jakki. Ogień Zanpakutou kapitana dowódcy okazał się być na tyle potężny, że nawet połączone siły kapitanów nie mogły dać mu rady. Muramasa tymczasem zszedł do świata żywych, a konkretnie do Karakury, w towarzystwie Byakui i Senbonzakury. Z powrotem w Soul Society, pośród płomieni, Yoruichi wpadła na pewien pomysł i próbowała przebić się przez płomienie drogą podziemną. Niestety, gdy tylko udało jej się zejść na niższy poziom groty, przejście u góry zostało zasypane. W innej części jaskini Kenpachi walczył z Tenkenem. Zanpakutou porucznika Sasakibe zostało pokonane (Tak!), więc Tenken mógł wreszcie przestać się hamować i zacząć walczyć na poważnie. Uradowany Kenpachi stanął, ponownie, naprzeciw ogromnego bankai Komamury. Również Yoruichi musiała stanąć do walki, gdyż na jej drodze pojawiły Tobiume i Haineko (hurra…). Gdy oni walczyli, Yamamoto opowiedział Ichigo, Kyouraku i Ukitake o planach Muramasy. Okazało się, że jego celem jest uwolnienie swego pana, Shinigamiego, który wbrew kłamstwom Muramasy żyje, jednak znajduje się na Ziemi, gdzie został zapieczętowany po tym jak dopuścił się w Soul Society strasznych zbrodni. Muramasa odnalazł wreszcie miejsce spoczynku swego pana, jednak gdy dzielił go od niego zaledwie krok, pojawiła się Inoue (jej…). Muramasa padł, jak zwykle niedomagając, jednak odzyskał siły dzięki pomocy Orihime. Wtedy na miejsce przybyli Chad i Ishida (Hell yeah!). Również do uwięzionych w ogniu Shinigamich przybyła pomoc, a mówiąc dokładniej, Hitsugaya i Hyorinmaru. Dzięki ich lodowym mocom Ichigo mógł wreszcie przedrzeć się przez płomienie i ruszyć na ratunek swemu miastu.
Chyba wszyscy pamiętamy poprzedni epek. Nazwałem go w opisie bardzo dobrym i piskałem wokół niego niczym skowronek. I wiecie co? Dobrze, że to zrobiłem, bo najwidoczniej znowu czeka nas przerwa od poziomu zwanego „bardzo dobrym”. A nawet po prostu „dobrym”. Odcinek 24 bowiem na pewno dobry nie jest. Nie jest też jednak bardzo zły. Jest na wskroś przeciętny, jak na filler rzecz jasna. Ogólnie mógłby być całkiem niezły, gdyby nie to, że co chwilę pojawia się w nim jakaś kolejna totalna głupota, która psuje wrażenia z oglądania. Np. dlaczego Hitsugaya i Hyorinamaru, gdy przybyli z pomocą, radośnie wlecieli między płomienie i dołączyli do reszty, zamiast pomagać im z tym ogniem od wewnątrz? Zgoda, udało im się, ale jednak wciąż wygląda to co najmniej dziwnie i podejrzewam, że gdyby wszyscy zaatakowali z dwóch stron, mogłoby im pójść lepiej. Dalej, i tu robi się poważniej, czy goście, którzy stali wcześniej na czele Soul Society, byli jakoś opóźnieni? No bo kto przy zdrowych zmysłach pomyślałby sobie „Hm, mamy super duper złego typka, którego uwięziliśmy i teraz musimy go ukryć. Już wiem! Najlepiej schowajmy go na ziemi, w jakimś lesie, gdzie nie będziemy go mieć na oku więc będzie bezpieczny”. No ludzie, przecież dziecko z zerówki wie, że to totalny kretynizm. Dużo bezpieczniej byłoby go schować gdzieś w Seireitei, gdzie byłby pod ciągłą strażą Shinigamich. Albo w ogóle go rozwalić. Nie wmówią nam przecież że taki Yamamoto na przykład albo nawet Soukyoku, gdy jeszcze stało, nie ma dość mocy by pozbyć się jakiegoś zamkniętego w skrzynce gościa. Ale to i tak jeszcze nic, największy cios dla tego epka nadszedł, gdy zjawiła się Inoue. No kurde blaszka! Wiem, że już od dawna było to całkowicie oczywiste, ale przy okazji tego odcinka trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Inoue to największa debilka, jaka kiedykolwiek stąpała po animkowej ziemi. Jak można pomóc głównemu złemu bossowi, który nagle daje ci największy prezent ever i sam z siebie pada przed osiągnięciem swojego celu? No jak?! Sama powiedziała, że Urahara jej o nim powiedział, więc musiał wiedzieć, że ten koleś jest zły. Kto jak kto, ale Urahara zawsze wie o co kaman w Soul Society. A taka Inoue, super mega dobra duszyczka, musiała wszystko wszystkim schrzanić i nie dość że narobiła kłopotów wszystkim na Ziemi i w Soul Society, to jeszcze narobiła ich nam, bo gdyby nie ona, właśnie kończyłby się nasz ukochany filler. Ech! Miło, że chociaż pojawili się Ishida i Sado. Wprawdzie szkoda ich, że muszą brać udział w tym… czymś… ale przynajmniej można popatrzeć na jakieś fajne postacie. Teraz mam jeszcze problem co do oceny. Jak na Bleacha, dałbym góra 2/5. Jak na filer dałbym minimum 3/5. Ech tam, będę miły, dam tą trójkę. No bo jednak ponarzekałem sobie, ale gdy tak się zastanowię to… dlaczego? Czy jest tu w ogóle o czym mówić? W sumie bowiem, wszystko jest jak najbardziej w normie. Filler jak zawsze jest głupi a Inoue jak zawsze jest kompletnie pustą kretynką. Ha! Nie ma to jak tradycja!
4 odpowiedzi dla “Bleach 248” 
Skomentuj
Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.
Jeśli chcesz mieć swój własny awatar na stronie, zarejestruj się w portalu Gravatar.















08 grudnia, 2009 o 20:37:25
Do idiotyzmów tego odcinka od siebie dodam: zamrażanie płomieni oraz dublowanie bankai, z shikai jeszcze można było to przełknąć ale jak widzę równocześnie bankai hobita i jego lodowego pokemona to mam dość. Co to ma być za sposób na podwojenie mocy, oddzielisz zanpaktou od właściciela i masz 2 x bankai, może powinni coś takiego praktykować przed walką z Aizenem i zasypać go swoimi bankai?
[Odpowiedz]
08 grudnia, 2009 o 20:51:32
Oł shit, naprawdę powinienem zacząć robić notatki w czasie oglądania odcinka, bo potem przy opisywaniu zapominam o wielu rzeczach. Tym razem zapomniałem właśnie o tym podwójnym bankai, a też chciałem to zjechać ^^ Co do zamrażania płomieni to niech im już będzie, ot takie podejście typu pokemony xD
[Odpowiedz]
09 grudnia, 2009 o 17:29:05
Żal. oglądać… żal przestawać, bo ma się nadzieje na coś mądrego.
Teraz jak doszli znajomi Ichigo to już będzie totalny misz-masz.
Ocena: 1
[Odpowiedz]
11 grudnia, 2009 o 19:36:40
Hyhy, strach pomyśleć, co napiszesz przy odcinku 249, który tragiczny ^^
A ten ep rzeczywiście słaby, ale na tle kolejnego – całkiem dobry, aczkolwiek przynudzał.
[Odpowiedz]