VN:F [1.7.2_963]
Jak oceniasz odcinek?
Wynik: 4.3/5 (17 głosów)
Bleach – rozdział 387
26 gru 2:43:31
Kategoria: Bleach (manga) | Napisane przez Dino

387. „Ignited”

Podczas gdy Tousen padł, śmiertelnie raniony przez Hisagiego, Shinji ukazał Aizenowi moc swojego miecza. Aizen początkowo nie docenił miecza Hirako, stwierdzając, że nie spowodował u niego żadnej zmiany. Mocno się jednak pomylił. Okazało się, że moc Zanpakutou Shinjiego polega na odwracaniu pojmowania kierunków przeciwnika. Tył jest dla niego przodem, lewo to prawo itd. Wciąż nie robiło to jednak większego wrażenia na Aizenie, jednak tylko do czasu, gdy Sakanade okazał się odwracać także kierunek, w którym patrzy przeciwnik, z kierunkiem ataku. Shinjiemu udało się ranić swego byłego porucznika, jednak po tym jednym ataku, Aizen zdołał pojąć dokładnie i przyzwyczaić się do mocy Shinjiego. Tousen tymczasem, powróciwszy do zmysłów, a także do postaci Shinigami, leżał przy Hisagim i Komamurze, kurczowo podtrzymywany przy życiu dzięki mocom Hollowa. Udało mu się odzyskać spokój, żegnając się ze swymi przyjaciółmi. Nie dane było mu jednak skoczyć, gdy jego ciało zostało rozprute uwalniając fontannę krwi. Jego żywot zakończył Aizen. Ten sam Aizen, za którego plecami pojawił się właśnie zastępczy Shinigami, Kurosaki Ichigo!

Znacie serial „Przyjaciele”? Uwielbiam go. To jeden z moich trzech ulubionych seriali w historii. Jest tam taka postać, imieniem Janice. To ciągle powracająca, była dziewczyna Chandlera, jednego z tytułowych „przyjaciół”. Owa Janice znana jest wszem i wobec z bardzo specyficznej wymowy pewnej kwestii. Otóż i ona, dla niewtajemniczonych.
Link
Chyba już rozumiecie, do czego zmierzam. Po zakończeniu lektury najnowszego rozdziału Bleacha, na usta automatycznie rzuciło mi się „Oh-My-God!” a’la Janice. I wydaje mi się, że to najlepsze podsumowanie emocji, które ten rozdział we mnie wywołał. Ten rozdział, to, moim skromnym zdaniem, jedno wielkie „Oh-My-God!”. Jest świetny. Ma mankamenty, ale jest świetny. A dlaczego? Otóż…

Zaczynamy, nie licząc miłego bonusu na wstępie, o którym później, od tego, na co wszyscy czekali. Napięcie budowane od dziesiątek, i to wielu, rozdziałów. To wyczekiwanie. Ta chęć zobaczenia walki dwóch bardzo wyjątkowych postaci. Ostatnio, w kilku już rozdziałach, owo napięcie uzyskało punkt kulminacyjny. Walka miała się rozpocząć. Walka, która była im przeznaczona. Walka, która była nieunikniona. Walka, na myśl o której wielu fanom, w tym mi, parowało z uszu. Przed dwoma tygodniami Hirako Shinji, były kapitan piątego oddziału Gotei 13, postanowił ukazać moc swego miecza Aizenowi Sousuke, byłemu porucznikowi piątego oddziału Gotei 13. A teraz mamy tego kontynuację. Oto się zaczyna! Oto jest! Oto właśnie! Starcie pomiędzy Shinjim i Aizenem! Starcie pomiędzy przywódcą armii masek, a samym mistrzem złych mocy, zdrajcą Soul Society, panem Las Noches. Właśnie w tym rozdziale pojedynek tych dwóch się zaczyna. I również w tym rozdziale się kończy… Ale nie uprzedzajmy faktów. Najpierw mamy pokaz umiejętności Hirako. Nie wiem jak Wy, ale ja liczyłem na coś super extra. Nie wiem jak Wy, ale ja ani trochę się nie zawiodłem. Już sam miecz wygląda całkiem fajnie, ale jego możliwości… Coś pięknego! Patent z odwracaniem kierunków wyszedł świetnie, zwłaszcza, że pięknie nawiązał nam do początków Shinjiego w serii, gdy pojawiał się wisząc w powietrzu do góry nogami. Zawsze bardzo mi się to podobało, a teraz, gdy znowu tak zawisł, tym razem ze swym shikai, przed oczyma Aizena, wyszło to po prostu pięknie. Równie pięknie, jak to, co możemy zobaczyć później. Bo przecież nieczęsto zdarza się widzieć Aizena nie tylko zaskoczonego, ale także, co całkiem mnie zniszczyło, rannego. Shinji go ciachnął. Shinji ciachnął Aizena. Shinji jest moim nowym bogiem, idę budować ołtarzyk i składać mu w ofierze kaszkiety. Ale najpierw skończę swoje „ochy” i „achy”. Nie trwało bowiem długo, by Aizen zdołał odpowiedzieć atakiem na atak. Mimo wszystko, choćby nie wiem jak wielki i potężny Shinji nie był, to jednak Aizen wciąż jest największym koksem tej serii. I chwała mu za to. Po tej wymianie ciosów w napięciu przechodziłem do kolejnej strony, tylko po to, by odnaleźć tam… Tousena. Zaraz, Tousena? Tousena?! Co ten ledwie żyw idiota robi w moim super mega duper hyper chapterze?! Nikt nie chce oglądać tej muchy, wszyscy chcą Shinjiego i Aizena! No ale cóż, jest już ten Tousen. Może mimo wszystko nie będzie to takie złe.
Karmiłem się taką nadzieją, czytając kolejne dymki. I z każdym takim następnym dymkiem, moja nadzieja wygasała sycząc rozpaczliwie niczym płonąca pochodnia rzucona w śnieżną zaspę. Oto Tousen, powróciwszy do postaci Shinigami (tyle dobrego, jeszcze kilka panelów z muchą i zacząłbym bzyczeć), wciąż widzący (też fajnie, całkiem ciekawie było go takim zobaczyć), leży (i tu właśnie zaczynają się schody) w cieniu pochylających się nad nim Komamury i Hisagiego. Łat da fak, rozdziale? Łat-da-fak?! W tym momencie na mojej pochodni pozostało już ledwie kilka czerwonych iskierek. Jakim cudem Komamura wstał?! Przecież ma w ciele dziurę, przez którą z powodzeniem można by przelecieć Boeingiem 737. I drugim, lecącym obok. No ale cóż, skoro przecięta w pół Hiyori może konać przez kilkanaście już, chyba, rozdziałów, najwidoczniej równie dobrze możemy zobaczyć zmartwychwstanie żywego hangaru. Prawdziwy dramat miał dopiero nadejść. Oto nasz ulubiony protestujący przeciwko produkcji muchozolu bohater, rozpoczął swoje wielkie nawrócenie. Nie. Po prostu NIE! Tak nie może być. Ten gość, w istocie rzeczy, to największa menda tej serii. Aizen przy nim jest porządnym facetem. Bo ma klasę i nie zgrywa się na wielkiego sprawiedliwego pod przykrywką zarzynania „najbliższych”. Nie, Aizen zgrywa się na boga, zarzynając „najbliższych”. Jest fajny. A Tousen nie jest. I teraz mu się odwróciło. Zaczął toczyć piękne słowa do swoich przyjaciół, niewymownie wręcz naiwnych tak swoją drogą, a nawet ronić łzy. Moja pochodnia nie tylko całkiem zgasła, ale też w ułamku sekundy rozpadła się na atomy i całkowicie wyparowała. Tousen był taki wspaniały, taki głęboki, taki do rany przyłóż, taki… przemieniony w plamę krwi?! Przez… Aizena?! Przez wymownie uśmiechającego się Aizena?! Moja pochodnia zmartwychwstała, urosła do rozmiarów świętego drzewa, Flagoonu, z Sairaag, i spaliła doszczętnie kilka pobliskich miast. To co zaczęło się koszmarnie, zakończyło się wspaniale. Aizen owni. Tousen owned. Totalnie. To było piękne. Genialne. Uber. I otwiera się Garganta. Przyznam, że nie pomyślałem o Ichim, gdy ją zobaczyłem. Myślałem, że to ktoś od Aizena. Może nawet tajemnicza grupa Vasto Lorde. Ale jednak to Ichigo. I to wywołało u mnie mieszane troszkę uczucia. Z jednej strony się cieszę, że Truskawa wreszcie wpadał na rozróbę z Żelmenem, ale z drugiej chciałbym jednak popatrzeć trochę dłużej na pojedynek 1 na 1 w wykonaniu Shinjiego i Aizena. No ale nie narzekam, i tak jest bardzo fajnie i jestem jak najbardziej na tak. Rozdział, co podkreślam raz jeszcze, jest imo świetny, i chyba nie muszę nawet mówić, jaką wystawiam mu ocenę. Nawet jeśli ma mankamenty, a ma, są z miejsca przekreślane przez wszystkie plusy, których jest sporo. A dodatkowo, o czym zacząłem już wcześniej, mamy też na początku bonus w postaci dwóch kolorowych stron.
Pierwsza pokazuje Tousena-muchę, z czego jestem w sumie zadowolony, bo nie tylko my wiemy jak prezentuje się w kolorkach, ale też, na całe szczęście, wiedzą to także goście od anime, więc nie grozi nam raczej atak ich dziwnego pojmowania estetyki. Nie chcę kolejnego, zielonego mamuta. A raczej muchy. Druga kolorowa strona, to okładka. Zimowa. Miły prezent od Tite na święta. Mógłbym w tym miejscu, ale nie będę, ponarzekać na to że nieodpowiednia postać wyeksponowana jest na pierwszym planie, podczas gdy ta, która winna tam być, jest gdzieś w tle, i to tyłem. Mimo to, to wciąż jest to miły prezent (swoją drogą cały rozdział nim jest, bo w tym tygodniu miało go nie być z powodu świąt. A tu nie tylko jest, ale jest też TAKI). Ale moją tapetą nie będzie. Mógłby, ale mając za konkurencję podwójną stronę z Ichigo i Aizenem, jest niestety skazany na porażkę. Na koniec, choć ten opis i tak jest przerażająco wręcz długaśny (sorki, jakoś tak wyszło) pomyślałem, że winienem jednak dorzucić do niego jakiś akcent świąteczny, bo koniec końców są przecież święta. W ramach tej idei pozwolę sobie więc na bardzo świąteczne zakończenie. Choinka.

19 odpowiedzi dla “Bleach – rozdział 387” RSS icon

  1. chapterek fajny, tylko nawrócenie Tousena mnie rozczarowało.

    [Odpowiedz]

  2. mam podobne odczucia jak dino, ale od początku. Okładka wyszła fajnie, szczególnie spodobało mi się kimono Ichigo a w zasadzie ta narzuta (?). No i w końcu mamy shikai Shinjiego. Sam miecz wygląda odjazdowo (jak dla mnie 1 z najlepszych shikai z wyglądu tuż obok kazeshini, Katen Kyokotsu i Sode no Shirayuki).Jego zdolności są również niczego sobie, z pewnością jedna z najoryginalniejszych. A najlepsze jak dla mnie w tym chapie jest mina aizena gdy zostaje zraniony. A miał nawet palcem nie kiwnąć a już zostaje zraniony. Co prawda później pokazuje swój geniusz szybko rozpracowując „przywódce armii masek” (kurcze świetnie to brzmi) ale jego wizerunek nietykalnego mocno zbladł, shinji nawet nie miał założonej maski. No i jak zwykle pogaduchy tych dwoje należą do najlepszych w tej mandze. Szkoda że prawdopodobnie ta walka tak szybko się skończy, nie miałbym nic przeciwko aby zobaczyć kilka a nawet kilkanaście chapów konkretnej naparzanki takich szych. No i 2 część jak dla mnie rozczarowanie, miałem nadzieję że nie dojdzie do „Friend no jutsu” ale cóż trudno. No ale trzeba myśleć pozytywnie na święta – podobało mi się jak Tousen zamienił się w kałuże krwi i te spojrzenie Aizen’a tak jak wtedy gdy umierał Barragan, zero przejęcia się losem kompana tak jakby był tylko zwykłym pionkiem do osiągnięcia celu, i to lubię w Aizenie najbardziej. Wejście Ichigo cóż nie miałbym nic przeciwko gdyby pojawił się później, wiem że to gł. bohater ale skoro tylu bohaterów nie pokazało jeszcze swych możliwosći w FK to jak dla mnie mógłby im więcej czasu poświęcić Tite (np. Yamamoto to już nieporozumienie, sam jestem ciekaw co porabia nie wspominając o Ginie), Truskawek jeszcze nie raz pokaże na co go stać. No ale nie mogę wybaczyć Tite braku konsekwencji, Komamura sobie wstaje z wielką dziurą w brzuchu, Hisagi przebity przez Tousena, wyczerpany po walce z Allonem zabija swego byłego kapitana, Hiyori powinna zaliczyć natychmiastowego deada będąc przeciętą w pół, nieśmiertelność tych dobrych trochę wkurza, ktoś powinien zginąć, zaraz pojawi się kolejny arc dojdą nowe postacie i jak dla mnie może się zrobić trochę za tłoczno.

    [Odpowiedz]

  3. Yeah! Takie chaptery lubię! ^^ Było co prowda potem nieco niekonsekwencji tu się zgadzam ale miał ogromne zalety tak jak Shikai Hirako (genialny kształt, nie wiem czemu ale skojarzył mi się rochę z 1 sezonem), minę Aizena gdy go cięło (świetne) kadr gdy Shinji zostaje zraniony (co jak co ale on zawsze jest genialnie narysowany). Co do Hisagiego i Whiskasa to było to trochę przesadzone, nie powinni się móc ruszać ale rozchlapujący się Tousen i prefidna mina Aizena skutecznie pozwoliły mi o tym zapomnieć.
    Wbrew pozorom jedna rzecz mi tu nie pasuje – nieoczekiwane pojawienie się Ichigo – nie nie i jeszcze raz nie, toż to zupełnie nie odpowiedni moment! Jak zobaczyłem podwójną stronę to zacząłęm szukać na poprzedniej czy czegoś nie ominąłem (skąd on się tu nagle wziął?).

    Ogólnie chapter dostaje mocne 5/5 bo zalet mnóstwo a wejście Ichigo, mimo że za wczesne, też było przezemnie wielce oczekiwane.

    [Odpowiedz]

  4. Jeśli zacząłeś szukać na poprzedniej stronie, to zobaczyłeś Gargante. Z niej się wziął ; ]

    Co do kształtu shikai Shinjiego, to mi skojarzył się trochę z mieczami aniołów (a może archaniołów?) z Heroes 5. Ale jedynie ze względu na to kółko w rękojeści ^^

    Btw, rozwalasz mnie tym Whiskasem Barnik, nie mogę się powstrzymać żeby nie parsknąć śmiechem xD

    Też myślę, co napisałem w opisie, że wejście Ichigo było troszkę za wczesne, ale co tam, lubię chłopaka, bardzo wręcz, więc nie mam w sumie nic przeciwko ^^

    I zgadzam się z Szuliniem. Rozmowy Shinjiego i Aizena należą do najbardziej smakowitych w całej serii. Każdy ich konwersacja, czy to w czasie teraźniejszym czy też z czasów Gaidena, wręcz połyka, wciąga i pożera. Takież są super ^^

    [Odpowiedz]

  5. No wiem znalazłem gargante, tak byłem nakręcony że nie zauważyłem na początku. Mnie się podobała Sakanta ze wzgędu na prosty, niemalże surowy kształt ostrza, no i na dodatek te otwory w nim, wygląda to genialnie, a jak jeszcze dołożyć to koło to już total. A co do obrazka na początku też pierwsze co zwróciłem uwagę to to że to raczej Orihime powinna być w tle biegnąca, a NEE-SAAAAN! na 1 planie. Zawsze mi się kojarzą te obrazki z 1 sez. gdy przed każdym odcinkiem były jakieś fajne (Matrix style, czy inne takie luzaki)

    Dino, twoje recenzje bardziej mnie rozwalają: ^^

    Aizen zgrywa się na boga, zarzynając “najbliższych”. Jest fajny.

    Aizen owni. Tousen owned.

    [Odpowiedz]

  6. Hehe, dzięki ^^ Prawdę mówiąc, zawsze staram się w tych opisach trochę pożartować, więc cieszę się, że mój wątpliwej jakości humor w ogóle do kogoś trafia xD Przyznać tu muszę, że najłatwiej jest mi robić sobie żarty właśnie z Bleacha. Pewnie to dlatego, że jestem takim strasznie niepoprawnym bleachardem, i łatwo mi się wczuć w gadanie/pisanie o tej serii ^^

    Co do okładek, to ja najbardziej lubię ich dwa typy w Bleachu. Po pierwsze, te proste, z daną postacią i jej imieniem wypisanym na białym tle. Nawet zrobiłem sobie na kompie oddzielny folder, gdzie mam właśnie te okładki. Każda postać dostaje taką tylko jedną i zawsze cię cieszę, kiedy do kolekcji dochodzi kolejna ^^ Ciekawe jest też ich zróżnicowanie, w postacie różnych wzorów pisania imion. Shinigami mają agresywnie maźnięte na czarno, niby farbą, krzaczki. Vizardzi mają imię i nazwisko pisane inaczej. Jedno jak Shinigami, a drugie białymi, spokojniejszymi krzaczkami. Truskawa Team ma swoje napisy dopasowane do poszczególnej postaci a Arrancarzy mają czarne, proste litery w naszym alfabecie. Podoba mi się to bardzo ^^
    Drugim rodzajem okładek, które szczególnie lubię, są te, na których Tite wbija różne postacie w totalnie odjechane, wymyślone przez siebie ciuszki. Najwięcej takich okładek było na początku. Teraz nie ma ich prawie w cale, przynajmniej na ile dobrze pamiętam. A szkoda.

    [Odpowiedz]

  7. No właśnie te ostatnie są najlepsze, chociaż ja sobie zapisuję też najbardziej epickie dwu-strony z Bleacha, no i oczywiście okładki tomów Mangi L-:

    [Odpowiedz]

  8. Poszczególnych stron to nie zapisuję, bo mam na dysku wszystkie rozdziały, więc nie muszę ^^ Ale okładki tomików też mam zabunkrowane po folderach ^^

    [Odpowiedz]

  9. Ło, nieźle wszystkie strony? Ja tam bym już nie miał miejsca, za dużo anime na dysku trzymam [-:< Na onemanga.com oglądam zawsze

    [Odpowiedz]

  10. Ja sobie sprawiłem dysk zewnętrzny (wewnętrzny odpada – laptop) 750GB tylko na animki (no i mangi) i tam trzymam. No, ale teraz zostało mi na nim ok. 60 GB, więc szaleństwo się kończy ^^ W lutym planuję zakup drugiego, też 750, no chyba że znajdę 1TB w odpowiedniej cenie.

    [Odpowiedz]

  11. Ja szukam juz 1tb bo mój zewnętrzny 320gb pęka w szwach od anime a tego na kompie potrzebuję mieć wolnego żeby szybko działał.

    [Odpowiedz]

  12. Heh, w lapku też mam dyski zapchane jak tylko się da. Jeden, z całym systemem i wszystkimi perdołami, zawsze oscyluje w okolicach jakichś 3GB wolenego miejsca xD Drugi, większy, na muzykę, ma z jakieś 6/7BG wolnej przestrzeni, która służy mi do ściągania serii xD A w sumie oba mają 120GB. Do tego jest jeszcze zewnętrzna 80GB ale to to jest zapchane tak, że mało się nie wylewa xD Będę musiał go trochę oczyścić, bo tak zapełniony już nie może mi służyć za pendrive xD

    [Odpowiedz]

  13. ja mam narazie 320 w lapku i 320 na oddzielnym ale zostawiam sobie ze 100gb wolnego dla szybkości photoshopa i 3ds maxa ^^

    [Odpowiedz]

  14. Dino rewelacyjny, przezabawny opis; idę budować ołtarzyk i składać Ci w ofierze kaszkiety:)
    Dobrze że Aizen skończył z Tousenem, widać nawet on miał już go dość i jego gadek o sprawiedliwości. I tak długo w sumie z nim wytrzymywał, pewnie na każdą herbatę mu się wpraszał, całego earl greya wypijał no i przebrała się miarka.
    Chciałbym zobaczyć minę Hirako gdyby Ichigo przybył bez nikogo do leczenia.
    Liczę teraz na walkę Gin vs Ichigo i mam nadzieję że Gin go pojedzie. Za bardzo nie ma tam kto walczyć w FK z Ichigo jeżeli nie Gin. Aizen niech się jeszcze pomęczy trochę z Hirako w końcu czekamy na bankai tego drugiego.

    [Odpowiedz]

  15. No niby mógłby się lać z Ginem ale jakby to teraz fabularnie uzasadnić? Jedyny ich kontakt ograniczył się do „Bye bye” pod bramą w sereitei. A w sumie to Ichigo rzeczywiście nie wziął ze sobą nikogo od leczenia. Unohana co prawda w tym fachu jest masterem ale w cudotwórczynie jak Orihime to się pobawić nie może.

    [Odpowiedz]

  16. Uzasadnie fabularne walki Ichigo i Gina? Choćby takie, że Gin będzie chciał powstrzymać Truskawę przed przeszkodzeniem w walce Aizena i Shinjiego. Jak dla mnie to w pełni wystarczające i jak najbardziej satysfkacjonujące uzasadnienie. I też chciałbym, żeby póki co Truskawę wziął na siebie Gin, i żeby Aizen na razie polał się jeszcze z Shinjim. Chociaż 2 na 1 z Aizenem też byłoby fajne ^^

    Też się przez chwilę zastanawiałem, jak zareaguje Shinji widząc Ichigo bez nikogo do leczenie (Inoue) ale zaraz przypomniałem sobie o Unohanie. Barnik, o ile zakład że pani kapitan okaże się cudotwórczynią i wyleczy nawet przepołowaną Hiyori? : P

    No i jeszcze wielkie dzięki Sirpeter, bardzo przyjemnie czytać takie komenty ^^

    [Odpowiedz]

  17. No może może… w sumie jest najmocniejsza po dziadku.
    Wiecie ja nie mam nic przeciwko ich walce – wręcz umieram ciekawości jak by to wyglądało, Ichigo chce zaatakować Aizena a tu nagle Ichimaru wyskakuje. A Ichi do niego: … coś ty za jeden? Widzieli sie w końcu raz czy dwa w całej serii to bym sie nie zdiwił a i śmiesznie by było.
    Mam nadzieje że go Gin pojedzie jeśli do walki dojdzie (rzecz jasna tylko shikai i bankai). Trzeba wreszcie dobrym dokopać. L-:<

    [Odpowiedz]

  18. Dziwi mnie trochę że Kubo w ogóle nie wykorzystuje postaci Yamamoto podczas walk w FK. Ichigo jeszcze się dobrze nie wyleczy, a już gania od jednego przeciwnika do drugiego, no ja rozumiem że to główny bohater, ale mamy bohaterów którzy od dobre pół roku są w zawieszeniu. Już nie chodzi mi nawet o Uraharę i jego ekipę których chyba z rok nie widziałem, ale skoro już są kapitanowie na miejscu by walczyć to niech to robią.
    Powoli zaczynam się też bać że Kubo zapomniał o Ukitake. Gdy zobaczyłem Ukitake przebitego, a Kyōraku rannego pomyślałem- dobra dwa/ trzy chaptery i dalej będą walczyć, a tu Kyōraku wrócił do akcji dawno temu, a z gruźlikiem dalej nie wiemy co i jak.

    [Odpowiedz]

  19. jeszcze, a pro po Unohany to pewnie wyskoczy z taką techniką leczącą że nie dość że poskłada Hyori to jeszcze jej zmarszczki wygładzi i cerę nawilży. Nie ma co sobie robić nadziei Hyori niestety przeżyje.

    [Odpowiedz]

Skomentuj

Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.

Jeśli chcesz mieć swój własny awatar na stronie, zarejestruj się w portalu Gravatar.