Pierwsze wrażenie: Baka to Test, Hanamaru Youchien, Durarara!!
Baka to Test to Shoukanjuu
Oczywiście na pierwszy rzut oka jest to po prostu komedia szkolna. Cóż, to prawda. Nie jest to jednak taka zwykła komedia szkolna. Niezwykła jest bowiem sama szkoła. Reprezentuje ona całkiem nowy system nauczania, polegający na umieszczaniu uczniów w klasach o skrajnie różnych standardach, na podstawie ilości punktów jaką zdobędą na egzaminach wstępnych. I tak najwięksi prymusi trafiają tam do klasy A, w której mają do dyspozycji mnóstwo różnorakich wygód, za to szkolni idioci muszą gnić w klasie oznaczonej literką F, gdzie ławki się łamią a wiatr przez ściany wieje. I właśnie w tej klasie F znajduje się nasz główny bohater, Akihisa Yochii, a wraz z nim gromadka jego zwariowanych kolegów i koleżanek. Wszyscy oni nie chcą jednak męczyć się w spartańskich warunkach, a zamiast tego wolą walczyć z innymi klasami by zamienić się z nimi na miejsca, za ostateczny cel mając siedzibę grupy A.
Muszę przyznać, że jest to jedna z zaledwie dwóch serii, które zainteresowały mnie po kaziowych zapowiedziach na ten sezon (no, trzech, ale trzecia zainteresowała mnie z innego powodu). I, ku swej wielkiej uldze, nie zawiodłem się. Wręcz przeciwnie. Myślałem, że będzie to dla mnie po prostu seria jakoś tam wybijająca się poziomem ponad resztą, zapowiadającą się bardzo licho. Tymczasem zaś, okazało się, że Baka to Test to naprawdę fajna komedia. Pierwszy odcinek zapewnił mi ponad dwadzieścia minut przedniej rozrywki, podczas których kilka razy dobrze się pośmiałem. Zwłaszcza przypadły mi do gustu dwie sceny, a mianowicie scena „konania” jednego z bohaterów, tego z aparatem, oraz, oczywiście, parodia sekwencji przemiany Usagi i jej przyjaciółek z Czarodziejki z Księżyca. Mówię Wam, to trzeba zobaczyć. Sama fabuła, choć prosta, jest bardzo fajna. Specyficzna, wręcz nierealna wizja szkoły, to ciekawy pomysł, a i bohaterowie temu pomysłowi towarzyszący są sympatyczni. Co do oprawy, jest bez zarzutu. Na muzykę nie zwróciłem raczej uwagi, ot jest i gra przyjemnie w tle, spełniając swoją rolę. Bez fajerwerków, ale nie są tu potrzebne. Za to grafika to już inna para kaloszy, bo uwagę naprawdę przykuwa. Kreska jest ładna, kolorki przyjemne a animacja na bardzo dobrym poziomie. Trzeba tu też wspomnieć o zestawie klipów. Opening jest świetny. Żywy, kolorowy i ogląda się go świetnie. Również ending jest bardzo fajny, niczego nie mogę tu twórcą zarzucić. Tak więc, podsumowując, seria jako zwariowana komedia jak najbardziej spełnia swoją rolę. Chcecie mieszanki dobrej parodii, zwariowanego pomysłu i ślicznej grafiki? Odpalcie pierwszy odcinek i dobrze się bawcie. Na koniec dodam jeszcze tylko, że sam zajmę się opisywaniem tej serii na AC. Opis pierwszego epizodu już wkrótce.
Hanamaru Youchien
Pisałem wcześniej o serii, która zainteresowała mnie z pewnego konkretnego powodu, i oto ona. A powód? Jeden, acz bardzo dla mnie istotny. GAINAX. Jestem wielkim fanem tego studia, od Evangeliona, przez FLCL do Gurren Laganna, zahaczając o wszelkie Nadie czy Bustery. Nie mogłem więc przejść obojętnie obok najnowszej serii GAINAXu, nawet, a może właśnie dlatego, jeśli opowiada ona o przygodach przedszkolaków. Wiedziałem już od jakiegoś czasu, że ta seria ma się pojawić, więc przygotowałem się psychicznie. W końcu jednak trafił do mnie trailer i… bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przedszkolaki pokazały się tam jako zabawne i bardzo kjutne, jednak prawdziwy sprawdzian przyszedł wraz z pierwszym odcinkiem. Czy GAINAX będzie potrafił wycisnąć jakkolwiek ciekawe anime z takiej tematyki? Czy naprawdę będzie się to dało oglądać? Odcinek odpaliłem. I wiecie co? Da się oglądać. I to z nieskrywaną przyjemnością. Przez cały seans na mojej paszczy tkwił wielki banan. Nie dlatego, że był jakoś bardzo zabawny, choć i pośmiać się na nim można. Dlatego, że jest absolutnie mega-ultra-super-słodki. Ale nie słodki jak wata cukrowa, po której nadmiarze chce nam się… wiadomo co. Jest on słodki, jak szczeniaczek. Po prostu powoduje, że siedzi się, i się uśmiecha. A to za sprawą trzech małych dziewczynek, które wesoło dźwięczą przez cały odcinek, biegając, skacząc i machając łapkami z nieskrywaną energią. A w tym wszystkim znajduje się nasz bohater, czyli początkujący wychowawca przedszkolny, Tsuchida. Całkiem sympatyczny, choć troszkę ciamajdowaty gość, zewnętrznie będący niemalże klonem Keitaro Urashimy z Love Hiny. Poza nim castu dopełnia kilka atrakcyjnych przedstawicielek płci przeciwnej, i tak przygodę można zacząć. No, może „przygoda” to trochę duże słowo, bo ciężko tu się jakoś ekscytować kiedy akcja skupia się na dziewczynce, wchodzącej na drzewo by odzyskać porwaną przez wiatr wstążkę, ale i tak ogląda się to miło. Muszę tu jeszcze wrócić na chwilę do wspomnianych pań, wśród których znalazł się nasz bohater. Nie jestem fanem haremów (wiem, że to nie harem, ale chyba każdy widzi jak to wygląda), ale na widok każdej kolejnej z nich z mojego serca coraz niżej zsuwał się wielki kamień, aż wreszcie spadł całkowicie. Zapytacie dlaczego? Cóż, spróbujcie sobie wyobrazić historię o facecie i gromadce słodkich dziewczynek, bez żadnych dorosłych dziewczynek, w rękach znanych ze swej „fantazji” Japończyków. Zwłaszcza tak popapranych, jak Ci z GAINAXu (serio, obejrzycie sobie Oruchuban Ebichu, o NGE nie wspominając, a zrozumiecie co znaczy być równo postrzelonym). Powiedzmy, że mogłoby się to skończyć dość… niewłaściwie. Tak, to dobre słowo. Zresztą już teraz jest dziwnie. Żarty o tym, że mała dziewczynka weźmie ślub ze swoim nauczycielem? Jako żarty, jest to słodkie i urocze. Ale gdy owy nauczyciel zaczyna myśleć, że wszystko jest na serio, przestaje być to słodkie i urocze a staje się jedynie przerażające. A uczennica w mundurku, która jak gdyby nigdy nic obnosi się z ciążą i to będąc żoną swojego nauczyciela? Ludzie, to jest przecież jakaś patologia. Jeżeli ktokolwiek dziwił się, że takie studio jak GAINAX bierze się za anime o przedszkolu, to już wie dlaczego. Żadne inne studio nie ma takich jaj, żeby zrobić coś takiego. GAINAX wie, że jest pochrzaniony, więc robi pochrzanione rzeczy. Oby tylko pamiętali, by nie przesadzić.
Teraz jeszcze słów kilka o stronie technicznej. Jeśli chodzi o muzykę to… eee… Czy w ogóle jest w tym jakaś muzyka? Odcinek obejrzałem wczoraj, a dziś nie pamiętam już ani jednego dźwięku. A skoro tak, oznacza to, że zapewne gra sobie jako tło nie sprawiając większego wrażenia, ale też nie robiąc nikomu krzywdy. Ot, jest i niech będzie. Teraz grafika. Kreska jest, cóż, słodka. Słodka jak cholera. Dzieciaki są narysowane tak, żeby widz cieszył się samym ich widokiem, nawet jeśli tak jak ja, woli raczej gdy na ekranie toczy się hardkorowa akcja lub lekko głębsze kino psychicznego niestabilnościolizmu. Serio, takie istnieje. Serio. Wracając jednak do kreski, mam nieodparte wrażenie, że studio chciało uszczknąć troszkę z panującej aktualnie mody na mainstreamowe komedie i zapędziło się miejscami na wody takiego Lucky Stara. Charakterystyczne kocie mordki, z miejsca wywołujące z pamięci obraz Konaty, i ta dość prosta acz zapadająca w pamięć grafika. Ja kilkakrotnie przypominałem sobie o „szczęśliwej gwiazdce” oglądając ten odcinek. Ogólnie grafika jest tu bardzo przyjemna. Wszystko wygląda milutko i sympatycznie, kolorki są ładne, animacja też. Wszystko gra, tak jak na serię o takiej tematyce przystało. Jedynym moim problemem okazują się tu opening i ending. Tego pierwszego nie ma. W sumie nie mam pojęcia, czy w ogóle jakikolwiek będzie, bo zamiast tego mamy jakąś krótką, bardzo ciepłą muzyczkę, podczas której pokazuje nam się kilka napisów, i to wszystko. Ciężko to nazwać zagrzewającym do zabawy intrem. Całkiem inną sprawą jest tu ending. Ten jest już bowiem pełnoprawnym klipem, z mnogością wzorków, obrazków, kwiatków i czego tylko dusza zabraknie. Jedyne co mi się w nim nie podoba, to dziwny sposób rysowania Anzu i ta żywcem wyjęta z pierwszego, genialnego swoją drogą, endingu Needlessa scena z całowaniem się bohaterek. Wiecie, o ile w Needlessie to przechodziło, bo były to laski, o tyle tutaj mamy przedszkolaki. Czy GAINAX nie boi się, że ich produkcja wpadnie w łapska co bardziej popapranych typków? Chyba nie. Ja natomiast nie boję się polecić Wam sprawdzenia pierwszego epka tej serii. Na pewno nie jeden otaku dostanie świra na jej punkcie.
Durarara!!
Oj tak! Oto główne danie, które zostawiłem na koniec. Nietrudno było zauważyć, jak wiele osób napaliło się na to anime po obejrzeniu trailera. Ja jestem właśnie jedną z tych osób. I tak oto seria, która zapowiadała się bardzo smakowicie, trafiła wreszcie na mój stół. Po posiłku wiem jedno. Coś takiego mogę jeść co tydzień! Póki co nie mamy wprawdzie nakreślonej żadnej linii fabularnej z prawdziwego zdarzenia, a jedynie obserwujemy jak nasz młody bohater stawia swe pierwsze kroki po ulicach Tokio, poznając przy tym różnorakie postacie. Nie przeszkadza to jednak całkowitemu wciągnięciu się w odcinek już od pierwszych chwil. A co konkretnie w nim widzimy? Jak wspomniałem, nasz nowy znajomy, Mikado Ryuugamine, przybył właśnie do stolicy Nihonu gdzie spotkał się ze swym dawno nie widzianym przyjacielem, Masaomim Kidą (mówiącym głosem Lighta od Notesu, to tak na marginesie). Kida oprowadza Mikado po mieście, zapoznając go ze swymi znajomymi i jednocześnie przestrzegając przed niebezpieczeństwami czającymi się dookoła. Opowiada mu także o pewnym dziwnym osobniku, którym jest tajemniczy motocyklista bez głowy. I to właściwie tyle na teraz. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o świetny początek. Z miejsca dostajemy po oczach całą plejadą przeróżnych postaci i mimo ich krótkich występów, możemy z powodzeniem rozpoczynać już poszukiwania swoich ulubieńców. Charaktery każdej z tych osobistości zostają bardzo jasno nakreślone i nie raz można złapać się na myśli „kurczę, chcę zobaczyć więcej scen z tą postacią”. Oczywiście, poza Mikado i Kidą, nasza uwaga skupia się głównie na bezgłowym motocykliście o kobiecych kształtach, który jest po prostu wypaśnicki. Mknie przez Tokio na swej maszynie zapierając nam dech w piersiach, tylko po to, by po chwili powalić gościa walcząc za pomocą samego motoru, a potem na dodatek w jakiś przedziwny sposób wykreować w miejscu nieobecnej głowy wielką, czarną kosę, którą wymiata niemalże jak Chuck Norris swoją brodą (niemalże, jedynie niemalże). Aha, a jego kask posiada parę kocich uszu. Jeśli to nie jest opis zajefajnej postaci, to ja nie wiem co nim jest. W każdym razie, ogólnie wszystkie wydarzenia z tego odcinka ogląda się z niebywałym zacięciem i naprawdę, naprawdę aż chce się więcej.
Teraz jeszcze technikalia. Wspomniałem wcześniej, że motocyklista przemyka przez Tokio. To nieprawda. On (ona?… ono?! (żart inspirowany : ))) przemyka przez genialnie narysowane Tokio. Miasto wygląda świetnie. Obserwujemy je w nocy, której mrok przeplata się z mnóstwem świateł bijących najróżniejszych kolorów blaskiem z ogromnej metropolii. Robi to wrażenie. I to jeszcze jakie! Do tego postacie narysowane są w bardzo fajny sposób. Kreska jest specyficzna i niezwykle przyjemna. Zarówno bohaterowie jak i otoczenie, w którym się poruszają, zasługują na bardzo wysoką notę za wykonanie. Również animacja jest bez zarzutu. Ba, potrafi zrobić spore wrażenie. Do tego warto także wspomnieć o seiyu. Wspomniałem już o obecności głosu Lighta Yagamiego z Death Note’a. A teraz wyobraźcie sobie, że w kolejnych epizodach będzie mógł on konwersować z głosem Leloucha z Code Geassa. Po obejrzeniu odcinka będzie można włączyć go jeszcze raz, przewinąć do takiej rozmowy, zamknąć oczy i wyobrazić sobie spotkanie tych dwóch postaci. Chyba nie pomylę się stwierdzając, że takowe spotkanie jest marzeniem mnóstwa fanów na całym świecie. Teraz, skoro jesteśmy już przy dźwięku, pora przejść do kolejnego aspektu tego anime, który bardzo zaciekawił mnie podczas oglądania trailera. Do muzyki. Muzyka w tej serii, a przynajmniej w jej pierwszym odcinku, jest po prostu super. Czasem delikatna, czasem bardzo energiczna mieszanka najróżniejszych instrumentów, spośród których na pierwszy plan wyraźnie wychodzi trąbka, nie robi jedynie za zwykłe tło jak w przypadku dwóch serii, które opisuję powyżej. Nie. Słuchając muzyki z „Durarary!!” z miejsca ma się ochotę przesłuchać w spokoju calutki soundtrack. Ja wiem już, że gdy tylko będę mógł dorwać go w swoje szpony, nie omieszkam tego zrobić. Wam radzę postąpić podobnie. Ta muzyka ma styl. Wszystko, co do tej pory widziałem w tym anime, ma styl. A co lepiej pokazuje styl serii, niż jej opening? Otóż to, trzeba przysiąść na chwilę nad openingiem. Nie jest to kolejna mieszanka randomowych scenek, jakie często widujemy na początku kolejnych odcinków wielu serii. Nie, ten opening wyraźnie wie czego chce i swój plan realizuje. W bardzo przyjemny i przystępny sposób przedstawia nam wszystkie istotne postacie, nie szczędząc przy tym świetnej grafiki i muzyki. Oj tak, z pewnością nie raz będę odsłuchiwał sobie tego utworu. Z pewnością nie tylko ja. Również ending jest bardzo fajny. Ponownie oglądamy naszych milusińskich, tym razem już w postaci jednego, wielkiego, przewijającego się w dół obrazu. A towarzyszy mu bardzo sympatyczny utworek. Może nie tak fajny, jak ten z openingu, ale gra ładnie. A gdy w zapowiedzi kolejnego epizodu przygrywa nam jeszcze ta świetna muzyka z trailera, wiadomo już, że dobrze trafiliśmy. To jest anime przez duże „A”. To jest bardzo dobry początek, bardzo dobrego, miejmy nadzieję, anime. Każdy kto jeszcze nie skusił się na jego sprawdzenie, powinien to czym prędzej zrobić. Wierzcie mi, to warto zobaczyć i usłyszeć.
Openingi:
Baka to Test to Shoukanjuu
Asou Natsuko – Perfect-area complete!
Durarara!!
Theatre Brook – Uragiri no Yuuyake

























12 stycznia, 2010 o 16:57:17
Miałem nie oglądać Hanamaru Kindergarten, obawiałem się że jest to kolejne Kodomo no Jikan, a to klimaty zdecydowanie nie dla mnie. Jednak seria okazała się być „cute, not pedo”, i nie bierze siebie na poważnie.
Takie to słodkie i troszkę zabawne, coś takiego mogę sobie dla rozluźnienia spokojnie obejrzeć ; )
[Odpowiedz]
12 stycznia, 2010 o 19:25:00
Durarara to masakra. Zajarałem tym anime i na 101% będe to oglądał.
Genialna grafika, nie pomijają szczegółów a seansik to uczta dla oczu. Fajne zagranie jest z szarymi postaciami w tle. Świetny jest też screen z tytułem odcinka, te Keep Outy kojarzą mi się z Mifune, super sprawa. Postacie są bardzo fajne i nie ma czego im narazie zarzucić. OP i ED przyjemne i raczej nie będe ich przewijał L-:
Ale najlepszy jest z tego czarny motocyklista. śmierć bez głowy, na motorku, jeszcze wymiatająca kosą (uwielbiam kosy) a jak przejeżdża słyszy się taki jęk. No poporstu mega uber wypas. Teraz dwie rzeczy mnei zadowolą – następny odcinek i komunikat o conajmniej 24 epkach (to by było straszne marnotrawstwo tak świetnie zapowiadającej się serii L-:< )
[Odpowiedz]
12 stycznia, 2010 o 19:33:46
Ja również jestem pod pozytywnym wrażeniem Hanamaru Kindergarten
Bardzo to przyjemne, niewinne i zabawne
[Odpowiedz]
12 stycznia, 2010 o 20:40:32
@Barnik
!
Tak, seria będzie miała 24 odcinki! Jest to potwierdzone min. na MAL bądź anidb
[Odpowiedz]
12 stycznia, 2010 o 21:02:21
Całe szczeście, chociaż ja bym i tak wolał żeby było coś powyżej ^^
[Odpowiedz]
12 stycznia, 2010 o 21:41:06
I nie jesteś w tym osamotniony : ] Zgadzam się też co do tego „jęku” słyszalnego gdy przejeżdża. Super sprawa.
[Odpowiedz]