Uważasz że Twoja szkoła jest dziwna? Najwyraźniej nie znasz jeszcze tej.
Akademia Fumizuki to szkoła prezentująca całkowicie nowy system nauczania. Jej uczniowie dzieleni są na grupy od A do F, przy czym ci, którzy znajdą się w grupie A, będą mogli korzystać z mnóstwa wspaniałych wygód, a Ci z grupy F będą musieli zadowolić się iście niezadowalającymi warunkami, niczym po przejściu co najmniej kilku kataklizmów, jak tornado czy atak korników. W jaki sposób uczniowie są przypisywani do odpowiednich klas? Oczywiście na podstawie ilości punktów uzyskanych na egzaminach wstępnych. I właśnie na takim egzaminie spotykamy naszego głównego bohatera, Akihisę Yoshiiego. Podczas egzaminu ma jednak miejsce przykre zdarzenie – jedna z dziewcząt nagle omdlewa. Akihisa decyduje się jej pomóc, tym samym tracąc jednak szansę na osiągnięcie dobrego wyniku na egzaminie. Trafia do klasy oznaczonej literką F. Szybko zauważa zarówno jej niewygody, jak łamiące się ławki czy też wybite okna, jak również gromadkę swoich znajomych – charyzmatycznego Yuujiego Sakamoto, pełną energii Minami Shimadę, zboczuchowatego Koutę Tsuchiyę oraz niezwykle dziewczęcego Hideyoshiego Kinoshitę. Dodatkowo okazało się także, że do tej samej klasy trafiła pechowa dziewczyna z egzaminu, słodka i różowa Mizuki Himeji, będąca przy okazji obiektem westchnień naszego bohatera. Wszyscy razem, pod wodzą Yuujiego, postanawiają wyzwać inną klasę na pojedynek, którego stawką ma być zamiana sal, tzw. Exam Summoning Battle. Podczas takiej walki uczniowie używają swoich zminiaturyzowanych karykatur, które naparzają się aż miło, a których poziom mocy zależny jest od ilości punktów, jakie właściciel uzyskał na testach. Niestety, gdy już doszło do starcia, klasa E zdobyła wyraźną przewagę nas naszymi milusińskimi, ostatecznie przypierając do muru samych Akihisę i Yuujiego. Wtedy jednak ten ostatni zabłysnął swym strategicznym geniuszem, doprowadzając swój plan do ostatniej fazy. Mizuki, która wcześniej zamiast walczyć nadrabiała punkty na kolejnym egzaminie, przybyła z wynikiem godnym prymusa i rozniosła wszystkich przeciwników. Klasa F zwyciężyła, jednak wyrobiła sobie teraz bardzo potężnego wroga w postaci klasy A.
Pisałem już o swoich wrażeniach co do tego odcinka w swoim Pierwszym Wrażeniu, więc będzie dość krótko. Ogólnie nowa seria nieznanego mi, prawdę mówiąc dopiero zaczynającego (bo jest to dopiero ich druga produkcja po niejakiej „Tayutamie”) studia Silver Link, wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie swoim początkiem. Historia wydaje się całkiem przyjemna. Kompletnie odrealniony pomysł z różniącymi się standardami klasami jest bardzo fajny, tym bardziej, gdy do tego dołożymy jeszcze bardziej odrealnioną walkę pomiędzy uczniami o polepszenie warunków w jakich przyjdzie im się uczyć. Postacie, które spotykamy w tej zwariowanej rzeczywistości także są sympatyczne i przyjemnie się ogląda ich wygłupy. Może troszkę się zawiodłem tym, że jedną z głównych ról ma tu odgrywać wspomniana już słodka i różowa dziewoja, bo słodkie i różowe to raczej nie jest mój typ bohaterki, ale to w końcu tylko lekka komedia, więc niech im będzie. Co do seiyu, najlepsze wrażenie zrobił na mnie głos głównego bohatera, którego gra Hiro Shimono. Ma on już na koncie sporo ról, a ja osobiście pamiętam go dobrze z Basquasha, gdzie również grał głównego bohatera, Dana JD. Muzycznie anime nie przedstawia się jakoś wyjątkowo, muzyka robi tu bowiem jedynie za tło i nie ma co wymagać od niej większych fajerwerków. Graficznie jest dużo ciekawiej, bo zarówno kreska jak i animacja stoją na bardzo dobrym poziomie, a wszelkie zabiegi, vide zmiana wyrazu twarzy Kouty gdy zajrzał pod spódniczkę Minami, są jak najbardziej udane. Do tego muzyka i grafika dają pokaz wzorowej kolaboracji w openingu i endingu. Oba są naprawdę fajne, zwłaszcza opening, tak więc oprawę mogę ostatecznie uznać za bardzo dobrą. Jako jednak że jest to komedia, ważna jest jeszcze jedna rzecz, a mianowicie jej zabawność. Cóż, jest zabawnie. Podczas oglądania dobrze się ubawiłem, a moją uwagę przykuły przede wszystkim dwie sceny. Po pierwsze, scena „śmierci” Kouty po tym jak zajrzał pod spódniczkę Minami. Nie dość, że już sama przemiana jego twarzy, wspomniana już wyżej, rozłożyła mnie na łopatki, to potem zostałem jeszcze dobity genialną parodią dramatycznej sceny konania. A skoro już o parodiach mowa, mogę zręcznie przejść do drugiej ze wspomnianych scen, czyli do parodii sekwencji transformacji z Sailor Moon (aka Czarodziejka z Księżyca) w wykonaniu Hideyoshiego. Ta akcja jest bezcenna i po prostu trzeba ją zobaczyć. Mam nadzieję, że seria do samego końca nie przestanie być tak genialnie prześmiewcza, oraz że w ogóle utrzyma dobry poziom początku. Poza tym muszę pochwalić twórców za nie zdecydowanie się na wypełnienie swojego dzieła głupim fanserwisem. Prawdę mówiąc, fanserwisu w tym odcinku nie dostrzegłem w ogóle. Oczywiście jest Kouta, który lata z aparatem za wszystkimi dzięwczęciami i stara się co nieco podejrzeć, ale jest to motyw czysto komediowy, a dodatkowo my nawet nie widzimy tego, co widzi Kouta (scena z Minami). I bardzo się to chwali. Czysta komedia, czyste szaleństwo i czysta zabawa. Oby tak dalej panie i panowie z Silver Link, oby tak dalej. A tymczasem za pierwszy epek daję zasłużone 5/5.
4 odpowiedzi dla “Baka to Test to Shoukanjuu 01” 
Skomentuj
Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.
Jeśli chcesz mieć swój własny awatar na stronie, zarejestruj się w portalu Gravatar.















17 stycznia, 2010 o 19:51:58
2 odc – 100% fanserwisu
[Odpowiedz]
17 stycznia, 2010 o 20:29:23
Dwa pierwsze odcinki super jak dla mnie ;p Oby tak trzymali poziom ;]
[Odpowiedz]
18 stycznia, 2010 o 14:00:22
Miłe zaskoczenie. Normalnie nie ciepię fanserwisu, lolit, biuściastych kawai dziewczynek i całego takiego dziadostwa, ale tutaj wyszło nieźle. Bohaterowie naprawdę się spisują, są po prostu fajni i dający się lubić, a jeśli humor ma polegać na relacjach między nimi i innymi klasami to chyba będzie dobrze.
Kropkowe dodatki są super ^^
[Odpowiedz]
19 stycznia, 2010 o 22:23:48
Największe zaskoczenie zimy dla mnie. Z tytułu który miałem oglądać, od tak by sobie było, awansował na miejsce drugie zaraz po Durarara.
Nie ma za bardzo na co narzekać, jest po prostu dobrzę. Animacja jest niezła, z aktualnymi bajerkami, które są bajerkami, a nie w jak w przypadku shafta, które mają zasłonić fakt braku animacji w danym momencie :p
[Odpowiedz]