Bleach – rozdział 388

388. „Eagle Without Wings 2 [Extreme Battlemasters Mix]„
Ichigo szczęśliwie wypadł z Garganty tuż za plecy Aizena. Niestety, nie udało mu się wykorzystać efektu zaskoczenia a jego atak chybił, ponieważ… nie było żadnego efektu zaskoczenia. Okazało się, że Aizen odpowiednio zabezpieczył swoje tyły, by właśnie tego typu ataki nie mogły mu zagrozić. W tej sytuacji Ichigo stwierdził, że zawalił sprawę nie atakując w formie Hollowa, bojąc się utraty kontroli nad swoją mocą. Aizen przekonał go jednak do założenia maski. W tym stanie Ichigo zaatakował Aizena potężną Getsugą, jednak Sousuke nie miał najmniejszych problemów z uniknięciem jej. Ichigo przytomnie starał się trzymać jak najdalej od swego przeciwnika, jednak ten uświadomił mu, że jest to bezcelowe, a następnie spytał go, dlaczego w ogóle chce z nim walczyć. Rozwścieczony w pewnym momencie Ichigo chciał rzucić się z kolejnym atakiem, jednak został zatrzymany przez Komamurę. Po chwili poza kapitanem siódmego oddziału Gotei 13 przed Ichigo stało także ośmioro innych wojowników. Wszyscy razem postarają się pomóc mu w pokonaniu Aizena.
Chyba wszyscy zgodzicie się ze mną, drodzy fani Bleacha, że całe dwa tygodnie posuchy były istną torturą. Kto przetrwał tą przerwę, może czuć się hardkorem. A kto hardkorem jest, może rzucać się w wir kolejnej, z dawna oczekiwanej walki. Kolejnej, bo przecież zaledwie przed chwilą, o przerwie już zapominając, mieliśmy początek starcia Shinjiego i Aizena. Szybko zostało ono jednak przerwane pojawieniem się Ichigo i tak oto, w tym rozdziale, to właśnie Truskawa, jako ostatnia nadzieja, staje do walki z Żelmenem. No, może póki co wielkiej walki z tego nie ma, ale tego chyba wszyscy się spodziewaliśmy. Nim Ichigo będzie w stanie skrzyżować miecze z Aizenem, będzie jeszcze potrzebował jakiegoś odpowiednio silnego impulsu. Albo sprawnej jednostki Eva, ewentualnie Włóczni Longinusa, bo bez tego raczej nie przebije się przez aizenowe Pole AT (poważnie, skąd Aizen ma AT? O_o). Tymczasem póki co, jest dla Aizena niczym zabawka. Niczym małe dziecko, które trzeba uczyć najprostszych rzeczy. I mnie się ta nauka całkiem spodobała. To „dawno się nie widzieliśmy” Aizena do Ichigo naprawdę fajnie zabrzmiało, a gdy jeszcze widzimy niezwykle przejętego Truskawkowego kombinującego co by tu można zdziałać, i trzymającego się na dystans od przeciwnika, pokazuje to wyjątkowość tej potyczki. To nie jest walka jak poprzednie, z Kenpachim, Byakuyą, Grimmjowem czy Ulquiorrą. Wtedy, nawet wiedząc że przeciwnik jest potężny, Ichigo po prostu rzucał się w wir walki i starał się wygrać. Teraz ma przed sobą samego Aizena i dobrze wie, że taka akcja tu nie przejdzie. Przynajmniej jak na razie. I dlatego też Ichigo bardzo mi się tu podoba. No a poza tym, po prostu nie mogę nie wspomnieć o tym panelu gdy Aizen go dotyka (bez podtekstów…). To wygląda totalnie superowo! I mam gdzieś fakt, że jest to idealna okazja do popisów „kreatywności” wszelkiej maści yaoistek, bo kogo obchodzą te tony zbliżających się, graficznych potworków, gdy przed nami widnieje tak epicki obraz. A epickości nie zabrakło też później, bo oto, licząc z Ichigo, przed Aizenem staje w sumie dziesięcioro chłopa i baby, i to jest pierwsze sensowne posunięcie dobrych bohaterów w tej bitwie od czasu… jej rozpoczęcia. Do tej pory walki prowadziła jedna, dwie, no góra trzy osoby, a ci co się nie załapali po prostu stali z boku jak kołki. Teraz natomiast do Aizena startuje cała wataha i tak właśnie być powinno. Oczywiście wciąż kołków nie brakuje, wspominając chociażby Yamamoto, który chyba już dawno słodko sobie śpi, ale mimo to fajnie, że nareszcie nasi milusińscy poszli po rozum do głowy i postanowili zaatakować kupą (znaczy, nie dosłownie… mam nadzieję). Pozostaje nam teraz tylko poczekać i zobaczyć, czy rzeczywiście spróbują powalczyć grupowo, czy też ta żywa ściana jest tylko na pokaz. A na koniec muszę jeszcze wspomnieć o okładce do tego rozdziału, która prezentuje się wręcz genialnie. Tite znowu dał popis swego talentu, i to między innymi jest przyczyną mojej oceny – 5/5. Oby tylko kolejny chapter zdołał spełnić nasze nadzieje, bo te z pewnością są duże.





17 stycznia, 2010 o 16:21:11
I to się nazywa PRAWDZIWA MANGA. Chapter przeżuł i wypluł na glebe mój stoicki spokój, a jak jeszcze w tle puściłęm sobie Number one a potem nothing can be explained, wrażenia się jeszcze zwielokrotniły. Fragment jak „dotknął” go rzeczywiście jest full wypas. Chlernie mi się podoba że między Aizenem i Ichim jest taka przepaść, to czyni walkę jeszcze lepszą. Może będzie w najbliższym czasie jakaś pogaducha z Zangetsu i Hichigo (no oczywiście jak już truskawa porządnie dostanie) jeszcze ich tylko tutaj brakuje. No i może, skoro też się dołączają do walki pozostali, to trochę ich Aizen wytnie, oby ^^ Ode mnie 6/5 i niecierpliwe oczekiwanie na następny.
[Odpowiedz]
17 stycznia, 2010 o 16:38:34
te tygodnie bez bleacha to była istna udręka, cóż chapter niezły aczkolwiek chciałoby się czegoś więcej, Aizen jak zwykle emanuje swoją epickością, wkurza mnie ciągły brak yamy w akcji, ciekawe czy on tam jeszcze w ogóle jest tak samo jak gin, no i po raz kolejny podziwiam wytrzymałość typów z ss, komamura z wielką dziurą w brzuchu nie dość że wstał to jeszcze zamierza walczyć, no cóż prawdopodobnie ponownie cała ekipa ss przeżyje co mi się bardzo niepodoba, no i + za powrót kyo i soifon do walki, jak dla mnie 4
[Odpowiedz]
17 stycznia, 2010 o 16:55:04
O tych zmawtwychwstaniach dobrych postaci już mi się nawet nie chciało pisać, nie ma co pod każdym chapterem się o to trzepać. Ale głupie to to jest, oj jest.
Też bardzo bym chciał, żeby Aizen zabił paru dobrych, ale o ile przez naprawdę długi czas wiara w możliwość skonania kogoś dobrego mnie nie opuszczała, o tyle teraz już naprawdę tej wiary nie mam. Bardzo się ucieszę, jeśli Tite nas jednak zaskoczny i kogoś, a może nawet kilku kogosiów, zakatrupi, ale jakoś już na to nie liczę.
[Odpowiedz]
18 stycznia, 2010 o 12:35:01
Na śmierc „dobrych” postaci nie ma co liczyc… W 388 chapterach nikogo takiego nie usmiercil to i teraz nie usmierci… Nawet Hiyori pewnie przezyje ;| Co do chapka to dobry ale mogli by wkoncu skonczyc tego arca bo nie ma szans ze Ichigo pokona teraz Aizena wlasciwie to by byla lipa moim zdaniem powinien dac sie owladnac hollowi ten zrobi zadyme i bedzie zabijaj jak i dobrych i zlych to by bylo dobre moim zdaniem xD
[Odpowiedz]
18 stycznia, 2010 o 16:18:48
Ten arc ma się skończyć w połowie roku, potem ma być jakiś krótki a potem kolejny długi.
Co do Hiyori to jasne, że przeżyje. Gdyby miała zginąć, to zginęłaby gdy tylko Gin ją przeciął. Teraz już nie ma na to szans.
[Odpowiedz]
18 stycznia, 2010 o 21:37:42
Co racja to racja, niestety, ehhh
No i to mi się wielce podoba L-:< Rogacz znowu by się pojawił i przy okazji rozerwał na strzępy ze dwóch kapitanów czy cuś, hehe, jeśli ON by się pojawił, to spokojnie można liczyć na shot out dobrych.
[Odpowiedz]
18 stycznia, 2010 o 21:49:50
Pojawił się przy Ishidzie i Inoue, jakoś nie zauważyłem żeby któreś zabił. Ishidę ranił, i pewnie tutaj też na tym by się skończyło.
Aczkolwiek gdyby jednak się udało, to byłoby miło.
[Odpowiedz]
19 stycznia, 2010 o 00:28:09
no wtedy to by pewnie aizen miał do myślenia no może paru dobrych by dostało z jakiegoś rykoszetu, w zasadzie ciekawi mnie co to wogóle jest za forma, no bo przecież hichigo w umyśle ichigo jest przebiegłym i inteligentnym badassem czyli to może oznaczać że hollow w ichigo nie do końca opanowuje ciało truskawka pewnie jest jakąś hybrydą,
co do hiyori to nie znam się na medycynie itp. ale po przecięciu w pół raczej od razu się umiera (swoją drogą to ciekawe co z ukitake w końcu on został „tylko” przebity na wylot), naprawdę nie mam pojęcia co musiało by się stać żeby ktoś z tych dobrych zginął a przydało by się to bo jak narazie w zasadzie to ten wielki aizen nie jest w cale taki super – stworzył espadę która okazała się niewypałem -nie zabili nawet 1 członka ss a na końcu i tak się sam aizen zabił ostatnią z espady i tym samym potwierdził tą smutną prawdę, miał nawet nie ruszyć palcem a został nawet zraniony no i w końcu został sam z ginem i wonderwickiem na całe ss , vaizardów i ichigo coś chyba mu nie poszło chyba że będzie jakiś mega uber epicki plot twist i cała banda dobrych zaliczy zonka, kurde ale się rozpisałem
[Odpowiedz]
19 stycznia, 2010 o 00:48:08
Co do tego czym jest rogata forma Ichigo, to na tą chwilę ja uważam że jest to jego resurreccion. W końcu skoro taki Tousen miał resa, to tymbardziej Ichigo, który jako jedyny ze wszystkich tych połączeń Shinigami + Hollow jest połączeniem naturalnym a nie pędzonym sztucznie, i myślę że samo to przemawia na jego korzyść. Myślę, że on jest jedynym idealnym połączeniem mocy Shinigami i Hollowa i jako taki, przy odpowiednim opanowaniu tej mocy, będzie przepałeraśny. No, w każdym raze rogatego uznaję, póki co przynajmniej, za resurreccion Ichigo.
[Odpowiedz]