VN:F [1.9.5_1105]
Jak oceniasz odcinek?
Wynik: 3.3/5 (20 głosów)

Bleach 251

20 sty 20:38:05
Kategoria: Bleach | Napisane przez Dino

W środku bonus gratis! Dwa w jednym, tylko teraz!

Po tym jak Kouga pchnął mieczem Muramasę, akcja znów zabiera nas w przeszłość. Po ucieczce z aresztu Kouga zgładził Shinigamich, którzy go wrobili. Informacja o tym zdarzeniu niezwłocznie dotarła do Ginreia, który następnie spotkał się ze swym zbuntowanym podwładnym. Gdy tłumaczył mu, jak źle postąpił, Kouga wściekł się na kapitana i postanowił zabić także jego, jednak Ginrei w porę roztoczył wokół siebie barierę nie do sforsowania dla Muramasy. W tej sytuacji Kouga odszedł, zaślepiony swą mocą, zabijając kolejnych Shinigamich, którzy stanęli mu na drodze. Dodatkowo odsuwał się coraz bardziej od Muramasy, gdzieś mając jego dobre chęci i traktując go czysto przedmiotowo. Muramasa zaczął mieć problemy z usłyszeniem głosu swego pana. Tymczasem w siedzibie pierwszego oddziału Gotei 13 Ginrei stwierdził, że jest w stanie powstrzymać Kougę, potrzebując do tego jedynie czyjejś pomocy. Tak oto do walki z oszalałym Shinigamim stanął zarówno jego własny dowódca, jak i sam kapitan pierwszego oddziału, Yamamoto. Kouga z chęcią rzucił się w wir walki, jednak gdy chciał przyzwać Muramasę, ten nie odpowiedział. Pozbawiony mocy swego Zanpakutou, Kouga został zapieczętowany przez dwóch kapitanów. Z powrotem w teraźniejszości, przebity mieczem Muramasa nie mógł uwierzyć w zachowanie Kougi. Jego pan powiedział mu, że to zemsta za niepojawienie się przed laty, gdy go wzywał, jednak Muramasa stwierdził, że wcale nie słyszał wtedy jego wołania. Mimo tłumaczeń, Kouga postanowił zabić swojego Zanpakuotu. Jego cięcie zostało zatrzymane przez Byakuyę.

No cóż, wszystko fajnie. Wiemy już dokładnie co zaszło dawno, dawno temu, i dlaczego Muramasa i Kouga znaleźli się w takim a nie innym położeniu. Do tego jest też kilka fajnych scenek, jak choćby rozmowa Kougi z Ginreiem na schodach czy ostatnia część odcinka, ta w teraźniejszości. Cóż jednak z tego, gdy cały epizod zdominowany jest przed jeden poważny zgrzyt. Otóż Kouga przed oszaleniem był naprawdę fajną postacią. Po oszaleniu wciąż był niezły, osobiście może go takim nie polubiłem, ale na pewno może sobie fanów znaleźć. Zabrakło jednak jeszcze jednego Kougi, tego pomiędzy. Niestety, Pierrot popisał się tutaj kompletną cienizną w umiejętności budowania postaci. Mamy dobrego Kougę i złego Kougę ale przemiana jednego w drugiego jest straszliwie sztuczna i kreślona w bardzo, bardzo dużym pośpiechu. Naprawdę, nie wiem jak Wy, ale ja po prostu tego nie kupiłem. To tak, jakby reżyser za sceną pstryknął palcami, na znak by aktor zaczął inaczej grać. Można było się pokusić o pociągnięcie tych wspomnień choćby przez jeszcze jeden odcinek, pokazanie nam czegoś więcej, mocniejsze zbliżenie się do Kougi. Niestety jednak, epizod prezentuje się trochę tak, jakby wywalono z niego połowę scen, a zostawiono tylko te, które akurat wydały się ważne żeby posunąć akcję do przodu. I niezbyt to, moim zdaniem, fajne. Bo akcja akcją, toczyć się musi, ale dobrze by było, gdyby miała jakieś zaplecze. No i, tak z innej beczki, dlaczego Kouga nie ściągnął z twarzy tej dziwnej maski? Przywiercili mu ją? Ech, no nic, jak już wspomniałem jest przynajmniej kilka niezłych momentów no i nadzieja na dobrą akcję już w teraźniejszości. Oby. A za ten odcinek wystawiam 2/5. A szkoda.

TV Animation Bleach Original Soundtrack 4

Tak, tak, płytka pojawiła się już jakiś czas temu, ale jako że miałem opóźnienie z opisami odcinków, nie miałem nawet kiedy o niej wcześniej wspomnieć. Mniejsza jednak z tym, oto jest czwarty już soundtrack do serii TV Bleach i… nie podoba mi się. Bardzo mi się nie podoba. I nawet nie chodzi o to, że jest słaby (chociaż moim zdaniem jest, ale mniejsza o to). Chodzi przede wszystkim o to, że ta muzyka, to nie jest Bleach. Jest tam raptem kilka utworów, po usłyszeniu których rzeczywiście wiem, że to muzyka z Bleacha, ale ogromna większość to dla mnie kompletny random. Wydawało mi się, że na soundtracku będzie muzyka z fillera, no i chyba jest bo jest tam nawet track zatytułowany „Muramasa” ale… ja żadnego z tych kawałków nie poznaję. A filler twardo oglądam, i to nawet dokładniej niż bym chciał, ze względu na opisywanie odcinków. Tak naprawdę, jedynymi kawałkami, które w ogóle jakkolwiek zadzwoniły mi w głowie, są oba „Bleach Jingle” no i „Karakurizer”. Tyle, że o ile wiem doskonale, skąd kojarzę „Karakurizera”, o tyle jingle nie mówią mi już nic. Podobnie, jak prawie cała reszta płyty. Ależ ślepa muzyka! Bardzo, bardzo cenię kunszt kompozytorski Shiro Sagisu, ale przyznać muszę, że Bleacha to on sobie chyba trochę olał. Albo przynajmniej fillera, bo to muzyka z niego jest taka bez wyrazu. Cóż, w takim wypadku, nawet mu się nie dziwię… Inna sprawa, że muzyka do takiego fillera Bounto jest jak najbardziej charakterystyczna, dziwne więc, że ta taka być nie może. No ale jak wspominałem, część utworów wybija się jednak ponad resztę. Są to dwie wersje instrumentalne „Numer One”, wersja instrumentalna „Nothing Can Be Explained”, „Power To Strive” (motyw towarzyszący resurreccion Grimmjowa), „Pleasures Of Combat” oraz, choć to kawałki, których także nie potrafię za nic skojarzyć, „The Other Tales Of Zanpakuto” i „Battle For Justice”. Nie licząc dwóch ostatnich, wszystko to już dobrze znane fanom tracki i właśnie za umieszczenie ich na płycie jestem jej twórcą wdzięczny, ale pięć kawałków, w których rzeczywiście słychać Bleacha, na całe trzydzieści umieszczonych na płycie? Jak dla mnie to lekki niewypał i mam szczerą nadzieję, że oprócz nowych, kompletnie anonimowych ścieżek do fillerów, dostaniemy za jakiś czas kawał nowej, prawdziwie bleachowskiej muzyki, już do właściwej akcji.

Bleach 251, 3.3 out of 5 based on 20 ratings

Skomentuj

Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.