Bleach 252
Jedna z najlepszych jak dotąd walk Bleacha… w fillerze?!
Byakuya, po tym jak ochronił Muramasę, stanął do walki z jego niedoszłym oprawcą, Kougą. Czuł się w obowiązku go pokonać, jako głowa klanu Kuchiki. Nim zaczęli walkę, Senbonzakura opowiedział Ichigo i Rukii o całym planie Byakui, ujawniając powody jego zdrady, jak się okazało, udawanej. Muramasa, mimo że jego pan chciał go zabić, wciąż chciał mu służyć jako jego Zanpakutou. Kouga nie chciał jednak jego pomocy, zniszczył swój miecz, a sam Muramasa w swej złości nie mógł opanować własnej mocy. Nagle pojawiło się całe stado Menosów Grande (nie mam pojęcia czy Muramasa ich wywołał czy wylazły jakoś z niego… mniejsza). Ichigo i Rukia wzięli je na siebie, podczas gdy Byakuya i Kouga zaczęli wreszcie walkę. Kouga zastąpił swój miecz jedną z halabard (bo to chyba są halabardy?), którymi został wcześniej zapieczętowany. Obaj Shinigami toczyli niezwykle zażarty pojedynek, aż wreszcie Kouga postanowił ukazać swe zdolności oszukiwania zmysłów przeciwnika. Byakuya znalazł się w tarapatach, jednak pomógł mu Senbonzakura. Wreszcie kapitan uwolnił swoje bankai z miejsca przechodząc w formę Senkei. Teraz to on zdobył przewagę w pojedynku. Wreszcie obaj walczący ruszyli na siebie kumulując całą swą moc w jednym ataku, a sam Byakuya przeszedł swoim bankai w formę finalną. Czas na rozstrzygnięcie!
No dobra, poddaję się. Nie mam jak narzekać na ten odcinek, nawet gdybym chciał. Dlaczego? Bo jest świetny. Bo walka Byaka i Kougi jest świetna. Ba! Jest genialna! To zdecydowanie jedna z najlepszych walk, jakie widziałem do tej pory w tym anime. A przecież to filler, i to wyjątkowo głupi na dodatek! Cóż, najwidoczniej cuda się jednak zdarzają, oto Pierrot zdołał poskładać na własną rękę kawał naprawdę najwyższej klasy akcji.
Zanim jeszcze zacząłem oglądać ten odcinek, przeczytałem gdzieś czyjąś opinię, jakoby walka w nim zaprezentowana miała być super, hyper i w ogóle duper. Nastawiłem się więc z góry na dobrą akcję, a przynajmniej miałem na nią nadzieję. Rzeczywistość moje nadzieje przerosła. Zostawmy więc, na razie, Ichigo, Rukię i Muramasę, i skupmy się na tym, co najfajniejsze. Na walce. Od początku do końca wciągnęła mnie ona wręcz niewyobrażalnie. Zamiast skręcać się z nudów lub irytacji, jak to zwykle bywało podczas oglądania tego fillera, wbijałem oczy w monitor, a ze dwa razy nawet zdarzyło mi się zbierać własną szczękę z podłogi. Przyznać jednak muszę, że o ile cała walka jest super, o tyle najlepsza jest jej pierwsza część, czyli bezpośrednia naparzanka na ostrza. Świetna animacja, świetne ujęcia, po prostu coś pięknego. Ostatni raz widziałem tak ładnie prowadzoną walkę w odcinku 219. Sprawdźcie który to, a zrozumiecie jak duże to słowa. Może walka Byakui i Kougi nie jest tak soczysta, tak efekciarska (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i tak akrobatyczna jak tamta, ale wcale nie musi. Wciąż ogląda się ją z wielką przyjemnością. Jak wspomniałem, ta pierwsza faza starcia pojedynku spodobała mi się najbardziej, ale to nie znaczy, że później jest źle. Wręcz przeciwnie. Walka za pomocą kidou także wyszła bardzo fajnie, jak również ta część gdy Byakuya musiał stawiać czoła zmienno-zmysłowemu Koudze. Wciąż nie brakuje tam genialnych ujęć, bardzo dobrej akcji, animacji na mistrzowskim poziomie. Aż wreszcie nadchodzi moment, gdy Byakuya odpala bankai. Ta część walki zawiera kilka obrazów, które mogę określić mianem iście przepięknych. Bankai Byaka, już od pierwszej chwili, został potraktowany przez grafików z ogromną dozą staranności. Pojawienie się rzędów wielkich mieczy, rozsypanie się ich na „płatki” i wreszcie uformowanie się Senkeia. Senkei to moja absolutnie najbardziej ukochana technika (wiem że ciężko nazwać bankai „techniką” ale mam na myśli ogół ataków, form i zdolności w serii, więc niech będzie) w calutkim Bleachu. A tutaj prezentuje się tak wspaniale, jak jeszcze nigdy dotąd. Dodatkowo dostaliśmy też ujęcie całej Sceny z zewnątrz. I to był pierwszy raz, kiedy zbierałem paszczę z podłogi. Drugi nastąpił niedługo potem, w momencie gdy Byakuya pokazał Hakuteiken w pełnej krasie. Nie wiem, czy jeden wspaniały odcinek może wynagrodzić dwadzieścia kijowych, ale samo to, że się nad tym zastanawiam, już coś znaczy. Tak więc, podsumowując, walka Byaka i Kougi to mistrzostwo świata. Niemniej jednak, skoro już wspomniałem o kijowości, nie powstrzymam się mimo wszystko przed kilkoma cierpkimi słowami. Otóż po pierwsze, troszkę wkurzające jest to ciągłe materializowanie się Zanpakutou, w tym wypadku Senbonzakury, podczas walki. We właściwym Bleachu coś takiego nigdy nie miało miejsca, więc trzymanie się przez twórców fillera swojego wymysłu nie jest specjalnie fajne. Po drugie, motyw zemsty Byakui. Okej, kapuję wszystko, jestem wielce wdzięczny za wyjaśnienie idiotycznego zachowania Byaka z wcześniejszych odcinków. Niech będzie, że nie wydają się one teraz już takie idiotyczne. Niech będzie? Nie, niestety, nie będzie. Bo w całej tej historii jest jeden wyraźny zgrzyt. Dowiedzieliśmy się, że Byakuya udawał złego, żeby zabić Kougę gdy ten zostanie uwolniony. Ale… czy nie mógł być po prostu sobą i próbować powstrzymać jego uwolnienie? Rozumiem, że jego obowiązkiem było zabicie Kougi gdy ten się przebudzi, ale sądząc po tym, że ani sam Byakuya, ani najwidoczniej żaden z Kuchich przed nim, nie próbował się pozbyć zdrajcy gdy ten był zapieczętowany, nie stanowiło to dla nich żadnego problemu. Więc gdyby Byakuya razem z resztą pokonał Muramasę, a Kouga pozostałby nietknięty, wszystko byłoby spoko. Wynika z tego, że cała zdrada Byakui, nawet wyjaśniona, jest jednym wielkim idiotyzmem. I wreszcie po trzecie, moce oszukiwania zmysłów Kougi są, no, niezbyt oryginalne. I nie, nie mówię tu o żadnym Aizenie. Ale nie będę spojlerował, więc zostawię tą kwestię niedopowiedzianą. No więc tak, pojęczałem sobie, ale nie zmienia to faktu, że odcinkowi wystawiam ocenę 5/5. Świetne operowanie grafiką, muzyką, świetnie poprowadzona walka a nawet megaśny Golden na zakończenie, zasługują na taką ocenę. Jedna z najlepszych walk w historii anime Bleach? Hell yeah!!! A dla mnie co więcej, jedna z najlepszych walk jakie widziałem w ogóle.
P.S.
Wybieranie screenów do tego opisu było istną mordęgą. Tyle świetnych ujęć, że nie wiadomo za co złapać.
















20 stycznia, 2010 o 21:41:14
Zgadzam się w 100%, już wcześniej na innym forum filmowym chwaliłem ten odcinek, to też byłem ciekawy twojej Dino opinii na jego temat i o dziwo pokrywa się ona z moją.
Co do zgrzytów to dodałbym od siebie założenie, że w Senkei nie działają moce takie jak hipnoza Aizena co nie ma absolutnie żadnego pokrycia z mangą, gdyby to było prawdą to wystarczył by Byakuya na Aizena i po sprawie.
O ile ten odcinek w istocie był świetny to kolejny opatrzony numerkiem 253 myślę, że jest najgorszym w historii całego Bleacha. Nie mogę się juz doczekać twojej opinii na jego temat.
[Odpowiedz]
20 stycznia, 2010 o 21:45:56
Hmm na moje to tu raczej nie chodziło o to, że w Senkei ta umiejętność Kougi nie działa. Chodziło chyba o to, że jako że Byakuya może atakować w jeden chwili ze wszystkich stron, na nie wiele się zda umiejętność mylenia jego zmysłów. Bo co z tego, że Kouga sprawi, że Byakuya nie będzie wiedział skąd nadchodzi atak, skoro sam Byakuya może z każdej strony rzucić mieczem i po robocie. Nie wiem, ja to tak odebrałem podczas oglądania. Ale jak jest, to nie mam pojęcia.
253 powinienem wrzucić jutro. W sumie 254 chyba też ^^
[Odpowiedz]
20 stycznia, 2010 o 21:57:57
odcinek jako jedyny fajny z tych wszystkich filerów. Niestety teraz nie jest za ciekawie.
[Odpowiedz]