Bleach 253
Nagrodę za największy crap od czasu koreańskiego Armageddonu zdobywa… studio Pierrot, za 253 odcinek Bleacha! Gorące brawa proszę państwa!
O ludzie… Nie no, nie wierzę… Ach, kurde, dajcie mi chwilę.
Uff…
Mówię Wam, tak potężnego facepalma, jakiego właśnie mam, to na oczy nie widzieliście. Uch, jeszcze momencik…
Oddychaj Dino, oddychaj.
Zaraz sobie normalnie skórę z czoła zetrę i brwi przy okazji, jak tak dalej pójdzie. O cholera, wziąć się w garść, byle wziąć się w garść.
Sirpeter, nie sądziłem, że aż tak. Niestety, Twoje ostrzeżenie niewiele dało. Na taki szok to ja się nie przygotowałem.
No dobra, ostatni głęboki oddech i spróbuję… zagłębić się w ten odcinek. Będzie bolało… Chuuu….
Okej! Wciąż jestem w głębokim szoku, ale postaram się jednak co nieco napisać o tym epizodzie. A jest o czym pisać, oj jest. Pamiętacie poprzedni odcinek? Ten z walką Byaka i Kougi? Ja pamiętam zupełnie jakbym obejrzał go wczoraj… W sumie to obejrzałem go wczoraj, ale nie w tym rzecz. Ważne, że pamiętam, jak strasznie mi się spodobał. Taka akcja! Takie napięcie! Taki wypas! I na końcu ten ostateczny atak, pełny dramatyzm i napięcie i wyskakujący nagle napis „To be continued”. Po czymś takim aż śliniłem się na samą myśl o ciągu dalszym. Oj, jakież to było marnotrawstwo śliny. Otóż, i powiem to od razu żeby nie było niedomówień, oto po jednej z najlepszych walk w historii tej serii dostaliśmy, i tak, mówię serio, najgorszy odcinek w jej historii. NAJGORSZY. Mówię Wam, wolałbym zobaczyć połączenie odcinka z gotującym Yumichiką z Lurichiyo i Suzumebachi. Tak denny jest ten odcinek. Powód? Całe mnóstwo.
Już początek jest do kitu. Poprzedni epek skończył się w takim emocjonującym momencie, a tutaj zaczyna się taką nudą. Muramasa coraz bardziej wariuje, a Ichigo i spółka objaśniają nam co się z nim dzieje. Serio, oni chyba sami nie wierzyli w to co mówią. A dalej jest tak samo. Wszyscy bredzą o jakiejś więzi z Kougą, przez którą Muramasa połączył się z Hollowami, które teraz z niego wyłażą, i jeszcze nadlatują kolejne… Dobra, dość! Jeny, co za absurd. A ja myślałem, że Kajon był głupi. Ale czekajcie, dalej jest lepiej. Wpadają Ishida i Chad. Już na wstępie Ishida ubija z setkę Pustych, co jest dość dziwne, bo skoro zabijanie pustych przez Quincy źle wpływa na równowagę świata to… można spokojnie wymordować w sekundę całą armię! Jasne! A potem jeszcze trzeba ustalić genialny plan, polegający na tym, że… musimy pokonać Pustych! Okej chłopaki, zwracam się tu do Ishidy i Chada, strasznie Was lubię, ale jeśli nawet taką głupotę musicie specjalnie ustalać w środku akcji, to ja wam wielkiej przyszłości nie wróżę. No i jeszcze jedno apropo tej dwójki. Że niby jakim cudem Ishida nagle stwierdza, że tracą już siły i nie mogą dać rady paru Menosom? To są goście, którzy rozwalali Privaron Espadę! Do tego Ishida do spółki z Renjim zrobił rożno z ósmego Espady! I co, teraz nagle się tak bardzo męczą, że paru Menosów nie mogą rozwalić? No to moje gratulacje. A Ichigo? Przed nim fruwa milion Hollowów, a on wielką Getsugą wystrzeloną w bankai rozwala raptem kilku? On do jasnej cholery rozbrajał Espadę! Jedną Getsugą to on powinien ściągnąć minimum 1/3 tych Pustych, a nie kilku! A w ogóle to czy Puści nie powinni raczej uciekać, czując zbyt wielkie reiatsu? Wiem, że reiatsu ich przyciąga, ale nie takie, które może ich zmieść z powierzchni Ziemi w sekundę. To się nazywa instynkt przetrwania, wy debile z Pierrota! Uch! Ale wiecie co? Jest jeszcze lepiej. I teraz dopiero przechodzimy do naprawdę fajnych rzeczy.
Oto widzimy, jak Muramasa zmienia się w Arrancara po zaabsorbowaniu Hollowów. Nie pytajcie mnie jak to możliwe, naprawdę nie mam pojęcia i jestem na 100% pewny że goście, którzy to wymyślili, też tego nie wiedzą. Tego nie można wiedzieć. To jest po prostu bezsensu. Ale to, że Muramasa przemienia się w Arrancara, to jeszcze nic. Najlepsze jest to, jak po tej przemianie wygląda. Tak okropnego designu nie widziałem od czasu… eee… nigdy! Wygląda okropnie. Wygląda jak karykatura prawdziwej postaci, a nie sama postać. Aż zacząłem tęsknić, i ciężko mi uwierzyć że to mówię, za starym, dobrym Emo Eskimosem. Bo już normalny Muramasa, choć design miał dość mizerny, prezentował się po tysiąckroć lepiej niż to… coś. Zresztą w ogóle Muramasie znowu się oberwało. Przez cały czas był tak okropną, nudną i denną postacią, że równie dobrze mogłoby go nie być, aż nadszedł tamten odcinek, kiedy w jaskini odbił Getsugę Ichigo i uwolnił nią Yamamoto przejmując jego Zanpakutou. Tamten odcinek był pierwszym, w którym Muramasa zaczął zyskiwać w moich oczach. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż go nie lubię, ale uważam, że przynajmniej od tamtej pory naprawdę zaczął sprawiać wrażenie złego bossa z prawdziwego zdarzenia. Aż do odcinka 252. Tam po raz ostatni sprawiał takie wrażenie. Teraz sprawia wrażenie… zmutowanego, niedorobionego idioty. No, ciut gorsze. A najlepsze jest to, że w pewnym momencie zaczął walczyć z Pustymi w swoim wnętrzu(?!). To po kiego grzyba przez cały czas szwendał się po Hueco Mundo i bujał się wśród Hollowów, jak teraz nagle mu się ich moc nie podoba. To jest głupie. Ale nie! Czekajcie! Dalej jest jeszcze, kur**, lepiej! Inoue przechodzi samą siebie i z kompletnej idiotki przemienia się w jeszcze kompletniejszą! Wiem, że to teoretycznie niemożliwe, ale to święta prawda. Bo oto nasia biedna, śłodka Inołe, zacyna płakać. Bo psecieś Muramasa jest taki biedny. Tak jej żal obrzydliwego potwora, który chce zabić ją i jej przyjaciół. O jakie to do jasnej, ciężkiej cholery, urocze! Zwłaszcza, gdy jeszcze słyszymy te „Muramasa-san!” i widzimy jak Inołe staje tuż przed obiektem swego współczucia, i częstuje go, i nas przy okazji, tak zrytym uśmiechem, że człowiek zaczyna się zastanawiać, ile granatów jej do inkubatora wrzucili. Jejku, jaką miałem nadzieję, że Muramasa chlaśnie ją tymi swoimi szponami i zostanie z niej tylko mokra plama na trawie. Zbudowałbym facetowi pomnik. Przynajmniej by swoim wyglądem jechowych odstraszał i księdza z kolędą. Zwłaszcza księdza. Niestety, nie ma tak dobrze. Bo jest, tak, zgadliście, jeszcze lepiej. Nagle Muramasa, już teraz wyglądający jak wyjdź stąd i nie wracaj, przyjmuje formę wielkiego, czerwonego gluta, i zalewa samym sobą swoich przeciwników. Aż nie uwierzyłem. Teraz jak tak pomyślę, to się zastanawiam, czy to naprawdę jest oficjalny odcinek, czy jakieś Prima Aprilis. Właściwie to by miało sens. Kiedy w Japonii jest Prima Aprilis? Mają tam w ogóle Prima Aprilis? Bo ten odcinek byłby największym dowcipem ever. Dowcipem z fanów, z Bleacha i z Kubo Tite. Gratulacje. Chociaż nie, nie ma co się śpieszyć z tymi gratulacjami, bo, w życiu byście się nie spodziewali, dalej jest jeszcze lepiej! Tak! To możliwe! Niestety, to jest możliwe! Nagle Muramasa-glut formuje się w… nie mam zielonego pojęcia w co. I nawet nie potrafię tego opisać, bo zwyczajnie nie znajduję dla tego czegoś żadnego porównania. Jest wielkie, czerwone, z białymi plamami, jakimś dziwacznymi cosiami i ma kształt grzybowego kapelusza? I jeszcze na dodatek strzela Menosami? Jeszcze chwila i zacznę mieć ochotę na obejrzenie „American Pie Beta House”. Do tej pory myślałem, że fizycznie niemożliwym jest mieć ochotę na obejrzenie takiego syfu. Jak jednak widać, syf syfowi nierówny. Do tego zacząłem nawet, autentycznie, tęsknić za czasami gdy na ekranie śmigały wszystkie te denerwujące Zanpakutou, z Haineko, Tobiume i, oczywiście, Suzumebachi na czele. I, jestem całkowicie poważny, nagle się pojawiły. Wszystkie nasze ukochane, zmaterializowane miecze przybyły z odsieczą do spółki ze swymi właścicielami, prowadzone przez Sode no Shirayuki. Zaraz, zaraz… Czy ona nie została zniszczona? Właściwie z połowa tych mieczy została zniszczona. Ale wiecie co? Mam to gdzieś. Bo na szczęście to wreszcie jest koniec! The end. Finito! Twórcy odcinka uznali, że fani mają dość tortur. Dzięki wielkie!
To jest dno! Dno den! Dno den pod dnem den przykryte grubą warstwą mułu! Pamiętacie taką historię o Willim Fogu, który złaził do wnętrza Ziemi przez 80 dni? Choćby szedł i 80 lat, takiego dna by się nie dokopał! Nie dość, że jeden totalny absurd goni drugi, nie dość, że debilstwo wręcz wylewa się z ekranu, nie dość, że Bleach jest mordowany aż piszczy, to jeszcze oprawa graficzna tego odcinka nie raz i nie dwa woła o pomstę do nieba. Co róż widzimy postacie pokrzywione jak po przejażdżce betoniarką w towarzystwie kowadła. Do tego tak zajebista walka Byakui i Kougi zostaje tu olana bardziej, niż kontakt z mózgiem przez Macieja Giertycha i jego teorię ewolucji. Proponuję wypalić sobie ten epizod na płytę, ale jakąś najtańszą, a następnie ją połamać, zmielić, spalić, ukrzyżować i, tak jak twórcy tego odcinka, olać. Tyle że dosłownie. Bo tylko na to zasługuje. Jedynym, co mi się w tym odcinku podobało (tak, znalazło się coś takiego), był eyecatch z Chadem w przerwie i Golden z Tousenem. Widok niewidomego z lornetką jest genialny. A dodatkowo daje do myślenia. Wydaje mi się, że szefostwo Pierrota uznało, iż skoro niewidomy może gapić się przez lornetkę, równie dobrze ktoś po dekapitacji może napisać scenariusz do odcinka. Cóż, to wiele tłumaczy. I to tyle. Mam dość. Wy zapewne też. Co do oceny, serio, czy ktokolwiek ma jakieś wątpliwości? Jeżeli na tym świecie istnieje osoba, która dałaby temu odcinkowi więcej niż 1, jest, przepraszam za mocne słowa, jego twórcą. Ja najchętniej dałbym mu minus nieskończoność. Jako jednak, że nie mogę, będzie 1. Takie 1, jak jeszcze nigdy.
















21 stycznia, 2010 o 18:12:40
Hihihi, nie oglądam Bleacha ale po tak intrygującym nagłówku nie byłem w stanie się oprzeć aby zajrzeć. Wesoły tekst ci się udał Dino, nie powiem ;D
Aha, zapomniałbym – za taki opis należy się zasłużona jedynka. Tzn, nie dla opisu ale dla odcinka ofcoz :>
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 18:59:02
Odcinek tragiczny, aż dziw, że poprzedni był taki dobry. Oni biorą tych scenażystów z ulicy? I każdy robi po jednym odcinku? Niesamowita wręcz różnica jakości pomiędzy tymi dwoma epami. No, ale nie ma co komentować bo… Ty Dino zrobiłeś to po mistrzowsku! Twoja frustracja wylewa się z tekstu hektolitrami. Poprawiłeś mi człowieku humor i to bardzo! Świetny tekst! Tylko szkoda Twoich i naszych nerwów, niestety. Cóż, napijmy się ziołowej herbatki (zaraz zabieram się za odcinek 254
). Pozdro.
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 19:12:41
Wakabayashi- nie rób tego, szczerze odradzam. W każdym razie nie jednego dnia z 253, no chyba że jesteś masochistą.
Jednak w 253 dostrzegam kilka pozytywów:
pierwszy i najważniejszy to taki że jestem w opisie odcinka:)
drugi bardzo istotny to taki, że wystarczy sobie przypomnieć ten ep by uświadomić sobie że jednak zawsze może być gorzej.
trzeci i ostatni to taki, że opis odcinka w wykonaniu Dino okazał jest bardzo zabawny- pośrednio to zasługa odcinka.
Za ten odcinek powinni jego wykonawców zdegradować (bogatszych zwolnić) i zabronić im maczać palce w czymkolwiek ambitniejszym niż „Malanowski i partnerzy”.
Widziałem już 254, przeczytałem zapowiedź co będzie po wątku z Muramasą i zacząłem się zastanawiać czy to już zmierzch Bleacha, czy jeszcze kiedykolwiek wrócimy do tego co było w Bleachu takie fajne.
Hehe, kto jeszcze wyobrażał sobie, że Muramasa odcina głowę Rudowłosej? Ja też tak miałem.
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 19:51:07
Wielkie dzięki za wszystkie ciepłe słowa. Takie pochwały jak z platyny skały ^^
Co do hektolitrów frustracji, to jest to dokładnie taki efekt, jaki chciałem uzyskać. I muszę nieskromnie przyznać, że mi samemu ta moja pisanina jakoś wyjątkowo się podoba ^^’
Aha, Sirpeter, nie licz na gażę za zagranie epizodu ; ]
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 21:21:14
Hahahaha! Dość Dino dość!
Nie oglądam co prawda tego gówna od 240 epka ale nagłówek mnie nakłonił do przeczytania recenzji. Normalnie powinni dać te twoje cytaty na front strony bo przy czytaniu jeszcze się nie pozbierałem z ziemi xD
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 21:33:33
Hah, dzięki. Tak btw, skoro już nie oglądasz tego fillera, to polecam sprawdzić odcinek 252. Naprawdę kawał świetnej walki a fabuły do tego znasz nie musisz. Myślę, że Ci się spodoba : ]
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 21:53:59
Spróbuję, pozatym nie muszę znać fabuły której praktycznie nie ma xD
[Odpowiedz]
21 stycznia, 2010 o 22:13:56
Dokładnie ^^
[Odpowiedz]
22 stycznia, 2010 o 00:06:23
kurcze Dino.. będę miał problemy z przetłumaczeniem tego na angielski XD użyłeś tylko … różnych słów.
[Odpowiedz]
22 stycznia, 2010 o 00:16:53
Sorki Noli ale nie łapię. Jaki angielski? Jakich różnych słów? ^^’
[Odpowiedz]
22 stycznia, 2010 o 23:21:39
Noli pewnie prowadzi a-c w wersji ang za waszymi plecami xD
[Odpowiedz]
22 stycznia, 2010 o 23:45:23
No właśnie to samo przyszło mi do głowy xD Aż chciałbym się upewnić xD Jak coś to polecę z prawami autorskimi! ^^
[Odpowiedz]