FullMetal Alchemist: Brotherhood 41
No to się nam hardkorowo zrobiło. Odcinek zdecydowanie nie dla widzów o słabych nerwach, co to na widok krwi omdlewają.
Miles, wraz z dwoma swymi podwładnymi, zaplanował atak na Kimbleya i jego ludzi. Ed był jednak przeciwny odbieraniu życia, nawet komuś takiemu jak Wybuchowy Alchemik. Tymczasem grupa zmierzająca szybem kopalnianym do Briggs, zgłębiała tajniki zapisków brata Scara. Wreszcie udało im się wyjść spod ziemi, by po chwili natknąć się na powierzchni na zakopanego w śniegu Ala. Młodszy z braci Elric przekazał im wiadomość o przejęciu Briggs przez ludzi z Centrali. W tej sytuacji Scar postanowił zaprowadzić wszystkich do znajdujących się w okolicy slumsów, zamieszkałych przez Ishvarczyków. Kimbley nakazał swym ludziom przeszukać kopalnię, podczas gdy sam znalazł się na celowniku podwładnych Milesa. Gdy zjawił się przy nim Ed, Wybuchowy okazał się wiedzieć doskonale o planach zlikwidowania go, więc dzięki swej alchemii przygotował dla siebie zasłonę dymną. Złapał się w nią Ed, następnie zaatakowany przez dwie kolejne chimery. Stalowy zdołał je zwyciężyć, a następnie nawet skutecznie zaatakować Kimbleya, pozbawiając go zarówno kręgu transmutacyjnego jak i Kamienia Filozoficznego. Niestety, tylko jednego. Drugi, do tej pory ukryty, pomógł Kimbleyowi wywołać potężną eksplozję. W jej wyniku Ed odniósł bardzo poważne obrażenia, przebity stalową belką (czy jak to tam nazwać). W tym samym czasie dusza Ala ponownie opuściła jego zbroję. Wraz z Edem w wyniku eksplozji ucierpieli dwaj podwładni Kimbleya, którym Ed zdołał pomóc, by następnie poprosić ich o to samo. Po tym, jak wyciągnęli belkę z jego ciała, użył samego siebie niczym Kamienia Filozoficznego, by utrzymać się przy życiu. Po wszystkim stracił przytomność, trafiając pod opiekę swych nowych znajomych. Co więcej, jeden z nich znalazł bardzo ciekawy przedmiot.
Dopiero co wynosiłem pod niebiosa poprzedni odcinek i wydawałoby się, że lepiej być nie może. Błąd. O ile bowiem poprzedni odcinek bardzo, bardzo mi się spodobał, o tyle w tym znalazła się jedna konkretna scena, która autentycznie poprzestawiała mi układ twarzy. Oczy niczym pomarańcze, zęby zaciśnięte w nerwach i stan ogólnego szoku. Wszystko to na widok Edzia, zwijającego się na ziemi z wystającym z ciała kawałem metalu. Nie spodziewałem się zobaczyć tu czegoś tak hardkorowego. Raz jeszcze muszę więc skłonić głowę przez Arakawą, która raz jeszcze, ot choćby z nudów, postanowiła zabłyszczeć geniuszem. Chociaż, w sumie to zawsze nim błyszczy. No nic, zanim jednak całkiem się rozpłynę na tą sceną, wypadałoby cofnąć się trochę w tył. Muszę przyznać, że dwie kolejne chimery przypadły mi do gustu bardziej, niż Jerso i Zampano. Może nie charakterologicznie, bo wspomniani panowie wyszli jednak na sympatycznych, ale na pewno nowa dwójka dużo lepiej od nich prezentuje się w walce. Jerso i Zampano walczyli bowiem, co już podkreślałem, jak jakieś niedorobione Pokemony. Ich koledzy natomiast sprezentowali nam tłuczkę z prawdziwego zdarzenia, przy tym pozwalając na rozwinięcie skrzydeł Edowi. Ale co tam walka z nimi. Walka z Kimbleyem to jest naprawdę coś. Piekielnie spodobało mi się, jak Ed zdobył przewagę nad zaskoczonym takim obrotem spraw Wybuchowym. Błyskawiczny atak, pozbawienie przeciwnika jego atutów, a to wszystko okraszone świetną grafiką. A, no i kontratak. Drugi Kamień, jedna wielka rozpierducha i tu pojawia się ta scena z rannym Edem, o której piałem na początku. Dramatyzm się z niej wylewa, a ja siedzę jak na szpilkach przed monitorem jak skończony fanboy. Do tego dochodzi jeszcze Al, z którym dzieje się nawet gorzej niż z Edem, poranionym przecież niemal niczym Trinity w „Rewolucjach”. Również scena, gdy Ed leczył się z pomocą obu chimer, jest bardzo fajna, zresztą tak jak zakończenie. Znowu mamy miłe rozwiązanie z zapuszczeniem endingu jeszcze podczas trwania ostatniej sceny, choć muszę przyznać, że ending numer dwa sprawdzał się w takich sytuacjach najlepiej. Przynajmniej jak do tej pory. Kolejną bardzo fajną rzeczą jest też mały hint na temat Hohenheima, podczas rozprawiania o zapiskach brata Scara. A, no i nie można zapomnieć o podrobionym Alu. Podsumowując więc, odcinek jest na wskroś świetny i w pełni zaspokaja apetyt fana serii, za jakiego się uważam. Jednocześnie jednak, mimo że syci, wywołuje ogromny głód na więcej. Nie przeszkadza temu nawet jeden minus, który muszę tu wytknąć. I nie jest to żadna głupota typu głupi głos w przerwie, jak w przypadku poprzedniego odcinka, a rzecz trochę większa. Mianowicie, dlaczego już po eksplozji Kimbley nie pofatygował się by sprawdzić co z Edem? Przecież, mimo iż poważnie skrzywiony, jest to jednak inteligentny facet, a zachował się jak Zarbon po pierwszej walce z Vegetą. Do tego, uważam też że twórcy przesadzają trochę z tymi demonicznie świecącymi się na czerwono oczami bohaterów. W poprzednim odcinku Bradley, w tym Kimbley. Według mnie nie zawsze się to sprawdza i niezbyt jest to potrzebne. No cóż, mimo to, wciąż oceniam ten epizod na pełne 5/5. Przede wszystkim za walkę Eda z Kimbleyem i, oczywiście, wiadomą scenę następującą po niej.
















04 lutego, 2010 o 14:38:59
Jej jak oglądałam te sceny z Edem to nie mogłam oderwac oczu od monitora i trzymałam się dokładnie za ten sam bok co on był ranny… Jej co Alchemik robi z ludźmi:)
[Odpowiedz]
04 lutego, 2010 o 19:46:39
Bardzo fajnie z animowali sceny z rannym Edem, ale to Miles za animacje i głos staje się powoli jedną z moich ulubionych postaci
Jak prawie zawsze: epek pierwsza klasa.
[Odpowiedz]
05 lutego, 2010 o 00:59:00
Oj tak, głos Miles ma świetny. Znam go dobrze z takich ról jak Hijikata z Gintamy, Date z Sengoku Basara, Mugen z Samurai Champloo i, przede wszystkim, Zoro z One Piece’a. No i jeszcze Mogi z Death Note’a ale to już szczegół. W każdym razie Kazuya Nakai, bo tak się owy seiyu zwie, jest naprawdę mistrzem w swoim fachu ^^
A sam Miles to rzeczywiście bardzo fajna postać. Podobał mi się praktycznie odkąd tylko po raz pierwszy zobaczyłem go w mandze. Fajny gość ^^ Zresztą ogólnie obsada z Briggs jest klasowa. Buccaneer (czy jakoś tak, nigdy nie pamiętam jak się go pisze) też jest spoko, a o pani generał to nawet nie ma co wspominać ^^
[Odpowiedz]
06 lutego, 2010 o 16:48:10
Mogi? Zoro? Hijikata? HahAHA ale jestem durny że się do tej pory nie zorientowałem – wszyscy są świetnymi postaciami i do tego ten sam głos xD
Dino mi tak samo wykrzywiło facjatę jak wyciągali ten pręt, naprawde to ostro masakrycznie wyglądało. Mały błąd pod koniec, bo zniknęła ta cała kałuża krwi w której Ed leżał. Ale ogólnie jak zwykle super.
[Odpowiedz]
06 lutego, 2010 o 22:43:01
Kogo jak kogo, ale akurat głos pana Nakai zawsze z miejsca poznaję. Jedynie z Mogim miałem małego zonka, gdy zobaczyłem na MALu że mówi jego głosem, bo jakoś nie zwróciłem na to uwagi. Ale też przyznać trzeba, że Mogi mówi w zdecydowanie inny sposób niż pozostali wymienieni przeze mnie bohaterowie, a i postacią jest od nich skrajnie inną, więc to pewnie dlatego ^^
Co do błędu z kałużą, to nawet tego nie zauważyłem. A nawet jeśli taki błąd tam jest, to można spokojnie przymknąć na to oko. Nie ma co się doszukiwać jednej małej dziurki w wielkim, pysznym kawale sera ^^
[Odpowiedz]