Bleach 254
Pół epka to usypiacz, drugie pół – żenada.
Okej, a więc na miejscu tak zwanej walki pojawiła się ekipa Shinigamich i Zanpakutou, wszyscy zaczęli gadać, Soifon chciała rozwalić dziwne czerwone coś ale jej nie pozwolili, wszyscy zaczęli walczyć z Menosami ale tylko udawali i tak naprawdę dalej tylko stali i gadali, nagle na niebie zrobiła się dziwna dziura, w której siedziało od zawalenia Menosów, więc wszyscy zaczęli się świecić i krzyczeć żeby tą dziurę zamknąć. Teraz muszą coś zrobić z dziwnym czerwonym czymś.
Tak oto przedstawia się to coś co jest w 254 odcinku. Początkowo chciałem napisać że tak przedstawia się akcja tego odcinka, ale serio, jeśli gdzieś tutaj jest akcja, to ja jestem żółw ninja. Pamiętacie, jak nazwałem poprzedni odcinek najgorszym jak do tej pory? Cóż, jak widać Pierrot nie osiada na laurach, bo już następny epizod jest dla niego bardzo poważną konkurencją. Kurde, wiecie co? Tak naprawdę, to ten odcinek jest jeszcze gorszy. Jasne, poprzedni odcinek był tak debilny i niedorobiony że aż się to w głowie nie mieści. Ale z drugiej strony, coś się w nim przynajmniej działo. Działo się szajsowato, prawda, ale jednak się działo. Tymczasem w tym odcinku nie dzieje się absolutnie nic. Podejrzewam, że nawet gdybym pruł Bugatti Veyronem na maksymalnych obrotach, a z głośników sączyłby się “One More Time” Daft Punku bądź też “Chop Suey” Systemu, i tak bym usnął oglądając jednocześnie ten odcinek. To jest po prostu jedna wielka nuda. Koszmar. Zaczyna się od tego, że postacie gadają. Oczywiście nie mam nic do gadania, wręcz przeciwnie, ciekawe dialogi to jest to, co diny lubią najbardziej. Tylko niestety, właśnie tej ciekawości tu zabrakło. Cały czas słuchamy totalnych głupot, a potem jeszcze widzimy totalne głupoty. Najpierw Ishida stwierdza, że rozwalenie dziwnego czerwonego czegoś spowoduje wybuchnięcie całej okolicy, chociaż nie mam pojęcia jak na to wpadł, a potem jeszcze twórcy za wszelką cenę starają się zrobić skończoną idiotkę z Soifon. Wystarczy, że jest tam Inoue, nie trzeba sprowadzać do jej poziomu fajnych postaci jak Soifon. No nic, w końcu zaczyna się akcja! Teraz będą emocje, prawda? W końcu coś będzie się dziać, prawda? Nie. Miało być rzeźnienie Menosów a tymczasem wszystko sprowadza się do stania i gadania. Najpierw wszyscy stoją i gadają, potem wszyscy stoją i gadają a potem, żebyśmy się nie nudzili, wszyscy stoją i gadają. W końcu gadanie zostaje na chwilę przerwane, by wyrżnąć kilka Menosów, ale wcale nie znaczy to, że jest lepiej. Wręcz przeciwnie. Co chwilę ktoś bez najmniejszych problemów rozwala potwora jednym hitem, by zaraz potem zacząć jęczeć o tym, że przeciwników jest zbyt wielu i mogą nie dać rady. No do cholery jasnej, przecież właśnie zabiliście kilku ledwie ich dotykając! Gdzie w tym jest cokolwiek trudnego?! Ludzie, jakie to głupie. I pomyślelibyście, że nie może być gorzej, co? … Ha… Haha… Hahaha… Hahahahahahahaha! Hahahahahahahahahahaha! Buahahahahahahahahahahaha! Muahahahahahahahahabuahahahahahahahahahaha! Uhahahahahaha! O kurde, ależ z nas optymiści! Jasne, że może być gorzej! I to o wiele gorzej! Dlaczego ja w ogóle miałem nadzieję, że będzie inaczej? To wszystko to jest jeden wielki absurd! Kurde, sory, przepraszam najmocniej jeżeli ktoś nie może znieść mocnych słów. Naprawdę przepraszam. Po prostu muszę to powiedzieć. Muszę. To jest gówno. Jedno wielkie, śmierdzące, ohydne, rozbryzgujące się gówno. I nic więcej. Bo oto nagle na niebie tworzy się dziura, w środku siedzą Menosy, mnóstwo Menosów, a nasi bohaterowie najpierw znowu gadają, a potem prezentują nam najbardziej żałosną scenę w historii kinematografii wszelakiej. Najpierw wszyscy stoją i świecą się na kolorowo. Po chwili nawet, najwyraźniej z nich, strzelają w niebo różnokolorowe promienie. W tym momencie zacząłem się zastanawiać, kto się teraz pojawi. Czy Kapitan Planeta, czy Megazord. W sumie wprowadzenie na scenę któregokolwiek z nich, byłoby po stokroć lepsze, niż to co się dalej stało. Nagle, zamiast świecić się na kolorowo, wszyscy zaczęli świecić się na biało, aż wreszcie poziom żenady sięgnął szczytu. Wszyscy ustawili się w rządku i, nadal świecąc, zaczęli wrzeszczeć w niebogłosy. Ależ ***** ****** ********** ścierw! Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, czy dalej spać, jak przez całą pierwszą część tego pożal się boże odcinka, ale wiem jedno. Czegoś tak żałosnego to już dawno nie widziałem. Chyba zacznę oglądać gwiazdy tańczące w cyrku na lodzie. Zawsze to podskok o klasę wyżej. A minusów można się tu dopatrzeć dużo więcej i wcale nie trzeba się przy tym starać. Że wspomnę chociaż o Ishidzie, próbującym rozwalić dziwne czerwone coś, choć jeszcze przed chwilą sam zabronił tego robić, obawiając się, niewiadomo dlaczego, eksplozji. Lub o wszystkich tych nieziemsko denerwujących Zanpakutou, które znowu powodują, że ma się ochotę zamienić na miejsca z Syzyfem bądź Prometeuszem. Albo o tym, że przez większość czasu nikt nie robi sobie nic z tego, że wokół łazi stado Menosów. Wszyscy tylko stoją i gadają. I to jeszcze w lwiej części o tym, jakie to te Menosy są niebezpieczne. Jasne że są, do jasnej ciasnej, skoro nic z nimi nie robicie! Ech, to chyba tyle jeśli chodzi o to, co dzieje się w tym odcinku. Skupię się jeszcze jednak na dodatkowej kwestii. Na muzyce.
Po prostu oł maj gat. Nie licząc najnowszego soundtracka, a przynajmniej jego większej części, Bleach może się pochwalić kawałem naprawdę wypaśnickiej ścieżki dźwiękowej. Wydawałoby się więc, że nawet jeśli odcinek jest do bani, przynajmniej na muzykę można liczyć, prawda? Hahaha… Hahahaha… Muahahahahaaaahaaaaahaaaaaahaaaaa! HAHAHA! HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!! HA! Nie można! Kurcze, nie można! Ale po kolei. Skupię się na trzech kawałkach, które przykuły moją uwagę. Pierwszy, jeden z nielicznych pozytywów na nowym soundtracku, zaczyna się gdy odliczacz Waszego odtwarzacza pokazuje czas 03:45 (przynajmniej w wersji raw, jeśli ktoś ma Dattebayo to pewnie z 10 sekund później). Fajny kawałek, miłe gitarki, zmarnowane staranie. Muzyczka tak pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, jak pięść do nosa. Z drugiej strony i tak dużo lepiej, niż kolejny utwór, który mnie zainteresował. Otóż kiedy wszyscy, tu Was zadziwię, stali i gadali, lamentując o tym, jaka to dziura z Menosami jest straszna, a Byakuya i Senbonzakura strzelali w nią idiotycznymi, różowymi promieniami (które nie wiem skąd się wzięły, bo niby były to płatki Senbonzakury, ale te przecież nie są nieskończone. Jest ich tyle, na ile rozpadnie się miecz, nie powinny więc wylatywać ot tak bez końca), w tle przygrywał utwór “Never Meant To Belong”. Jeden z najpiękniejszych utworów jakie słyszałem w życiu i to nie tylko licząc jedynie te z anime. W takim odcinku. W takiej chwili. Wyobraźcie sobie, że jesteście teraz na Haiti i spuszczacie w toalecie 50 litrów zupy pomidorowej. To mniej więcej ten sam poziom marnotrawstwa. Ostatnim utworem, o którym chcę napomknąć, jest rozbrzmiewający jako kolejny “Fade To Black (B13a)” z osta do trzeciej kinówki. Kolejne marnotrawstwo, tyle że tym razem chociaż troszkę dopasowane do wydarzeń na ekranie. Na koniec, skoro już jesteśmy przy dźwięku, to czym jest to dziwaczne jęknięcie Rukii w 18:35 (przypominam – czas podaję na podstawie wersji raw)? Dlaczego wydając ten odgłos porusza ustami, jakby mówiła, i dlaczego mam wrażenie, że jęczy głosem Ishidy? Ech, dosyć, 1/5. Co do pozytywów, fajny jest moment kiedy bankaie Renjiego i Komamury rozrywają Menosy. Niezły jest też Golden.


















07 lutego, 2010 o 19:43:09
Co prawda widziałem już kolejne, ale ten był po prostu marny. Nic więcej chyba nie muszę pisać : )
07 lutego, 2010 o 20:17:40
Chyba nie ^^ Prawdę mówiąc, opis 255 miałem zrobić także dzisiaj, ale problem jest taki, że musiałbym najpierw obejrzeć odcinek. A że również dzisiaj widziałem 254, zwyczajnie sił nie mam na kolejną dawkę tego czegoś. Może jutro : ]
07 lutego, 2010 o 23:08:10
Mi się najbardziej podobał Ishida upominający Soifon, a potem robiący to samo co ona, oraz Byakuya i spółka “spawający” niebo.
“o mój Boże, o mój Boże, tych menosów jest tak dużo co my zrobimy, co my zrobimy” inna sprawa, że chodzą wokół głównych bohaterów niczym stado cielaków i padają od samego podmuchu raitsu bohaterów, ale “co my zrobimy, co my zrobimy”.
07 lutego, 2010 o 23:50:29
Aktualnie tego bleacha oglądam tak, że przesuwam suwak postępu co chwile.. tak źle to nigdy nie było
. I w ogóle bez jaj.. dalej będzie to samo X/