Bleach – rozdział 391

391. „The Blazing Glaciers”
Aizen z dziecinną łatwością pokonywał kolejnych przeciwników. Najpierw do zmasakrowanego w poprzednim rozdziale Komamury dołączyli Rose i Love, a potem także Lisa, mimo że do walki stanęła z założoną maską. W końcu przed herbacianym lordem ciemności i żelu stanęła Soifon, by już po chwili sklonować się przed jego oczyma, tworząc zaczątek niezłej armii. Niestety, nawet pomoc ze strony Hitsugai, który zamroził rękę Aizena, a tym samym jego miecz, nie pomogła Soifon skutecznie zaatakować. Aizen zatrzymał gołą ręką jej cios, jednak wtedy został zaatakowany przez Kyouraku, który wykorzystał cień na lodzie Toshirou. Sam Hitsugaya natomiast ruszył zaciekle na Aizena, który w ostatniej chwili spostrzegł Shinjiego, ponownie odwracającego przestrzeń. Pan Las Noches nie zdążył już jednak zareagować. Zimne ostrze Hyorinmaru przebiło jego pierś.
Oł maj supa hypa madafakin hell of łan grejt YEAH!!! Ten rozdział niszczy! Ten rozdział miażdży! Ten rozdział jest jak Bruce Willis w „Die Hard”. Woła do ciebie „jupikajej madafaka” i częstuje serią z karabinu. A zaczyna się tak niepozornie…
Ot, Aizen po prostu kontynuuje to, co zaczął już kilka chapterów temu. Wyciera swoimi przeciwnikami podłogę. A dokładniej, chmurki (podłoga jest o wiele niżej). Jedyną wartą w tej części rozdziału zauważenia rzeczą, jest to, że Lisa jako pierwsza ze wszystkich Vizardów poszła po rozum do głowy i założyła do walki z Aizenem maskę. Oczywiście niewiele jej to dało, ale przynajmniej wpadła na pomysł, że lepiej walczyć na serio z przeciwnikiem tak potężnym, że jest w stanie wypruć ci flaki lekkim podniesieniem swojego reiatsu. I to się chwali. Jednak naprawdę ma się gdzieś i tą maskę, i to że kilku bohaterów zdążyło już oberwać tak bardzo, że przydałyby się tu raczej Smocze Kule niż zaklęcia lecznicze, gdy przeczyta się już drugą część tego chaptera. A zaczyna się ona, oczywiście umownie, bo dzielony nijak rozdział nie jest, od wkroczenia na scenę Soifon. Tu następuje mała wymiana zdań między nią i Aizenem i wreszcie mamy początek tego, co pozwoliłem sobie roboczo nazwać mianem „DA BEST GRUP COMBOŁ EVAR!!!”. Lub krócej „ŁAŁ”, żeby było prościej. A więc pojawia się Soifon, gada z Aizenem, klonuje się a potem nasze oczy czerwienią się z zachwytu, gdy widzimy jak kolejni bohaterowie dokładają swoje cegiełki do tego ataku. Soifon zajmuje uwagę Aizena by Hitsugaya mógł zaatakować swym lodem, by Kyouraku mógł wykorzystać powstały cień by zaatakować Aizena i by Shinji mógł niespostrzeżenie odwrócić kierunki, by Hitsugaya mógł przebić Aizena. Kurde! To jest po prostu piękne! Piękne, zgniatające i jakżesz niespotykane! O ile Tite zawsze umiał rysować fajne walki, o tyle jakoś nigdy nie specjalizował się w grupowych atakach. Jest to całkiem inna para kaloszy niż pojedynki jeden na jeden. Teraz jednak Tite musiał najwyraźniej w przerwie od rysowania sięgnąć po jakiś tomik Dragon Balla, którego podobno bardzo lubi, przypomnieć sobie jak prowadził walki mistrz Toriyama, i postanowił spróbować swoich sił w przedstawieniu fanom porządnego, wieloosobowego combo. I udało mu się. Wszystkie kolejne elementy układają się jeden po drugim, tworząc spójną, idealną, powalającą na kolana całość. Nie pamiętam już, kiedy widziałem w Bleachu tak wypasiony atak. Możliwe, że nigdy. Sam atak to jednak dopiero połowa całej zabawy. Drugą jest jego wynik. Okej, okej, zapewne jakieś 99% z nas jest pewna, że Aizen po prostu znowu użył swojej hipnozy. I zapewne jakieś 99% z nas ma rację. Jednak nie zmienia to faktu, że widok naszego ulubionego żelmena, najpierw zaskakiwanego przez kolejnych bohaterów, a wreszcie przebitego mieczem na wylot, wywołuje automatyczny opad szczęki. Mózg wybucha, oczy też, serce staje a krew zamarza. Ba! Piekło musiało zamarznąć dzień wcześniej, skoro doszło nawet do tego, że widzimy przebitego na wylot Aizena. Okej, najprawdopodobniej nie Aizena tylko jego podróbkę, bardzo możliwie że nawet którąś z dobrych postaci, bardzo możliwe że nawet Ichigo, wciąż jednak robi to ogromne wrażenie. Aż się patrzy i niedowierza. Myślę jednak, że to wcale nie jest jeszcze najlepsze. Ani sam atak, który do tego doprowadził. Najlepsze będzie to, co nastąpi teraz. Obojętne, czy to co widzimy na ostatniej stronie tego rozdziału to prawda czy nie. Tak czy siak, następstwem tego musi być jakiś wielki twist. A znając Tite, postara się, żeby było to coś naprawdę mocnego. Co jak co, ale zaskakiwać ten Pan zawsze potrafił. Mam tylko szczerą nadzieję, że kolejny rozdział nie zacznie się w Hueco Mundo. Przeniesienie akcji w takim momencie byłoby najzwyklejszym w świecie okrucieństwem. Cóż, jakby miało nie być, pełny nadziei i zniecierpliwienia wystawiam 391 rozdziałowi Bleacha pełne i w pełni zasłużone 5/5. Coś pięknego.
A skoro już o pięknie mowa…
Możliwe, że część z Was zdziwiła się, że nic a nic nie wspomniałem w opisie o stronie graficznej tego rozdziału. Przecież prezentuje się ona nieziemsko. Jeden świetny rysunek goni drugi i pozostaje się z tego tylko cieszyć. Ja cieszę się tak bardzo, że postanowiłem zrobić nawet listę najbardziej megaśnych rysunków tego chaptera. Tak właśnie, oto jest Top 6 paneli, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Ciekawym, na ile się ze mną zgodzicie. Okej, zaczynamy!
Miejsce 6 – okładka (strona 4).
Hitsugaya wygląda na niej naprawdę epicko. Wiem dobrze, że wielu fanów Bleacha jest jednocześnie antyfanami postaci młodego kapitana, ale chyba nawet oni muszą przyznać, że ta okładka z nim wyszła świetnie. Bankai siwka prezentuje się tu wspaniale, zwłaszcza z tym powiewającym u dołu haori, a dodatkowo klimatu dodaje biały, jakby lodowy cień, kontrastujący z zimną czernią, będącą tłem. Świetna okładka, kolejna do kolekcji Tite.
Miejsce 5 – Kyouraku (strona 17).
Tutaj nie mam wiele do powiedzenia, kapitan ósmego oddziału wygląda tu po prostu przebadassowsko. Zwykle sprawia wrażenie wyluzowanego, wesołego gościa. Jest potężny, ale wcale tego po nim nie widać. Tutaj jego potęga i wielkość wręcz się z niego wylewają.
Miejsce 4 – zaskoczone miny Aizena. Wszystkie.
Zwykle zadziwiająco opanowany, szyderczo uśmiechnięty i zimno spoglądający na wszystkich boss, tutaj co chwilę pokazuje nie tylko zaskoczenie, ale nawet przestrach. Mimika Aizena jest w tym rozdziale zróżnicowana bardziej, niż we wszystkich poprzednich razem wziętych. I, co tu dużo mówić, takiego Aizena ogląda się z wielkim zaciekawieniem.
Miejsce 3 – przebicie Aizena (strona 19).
Kto, no powiedzcie kto, spodziewałby się zobaczyć coś takiego tak nagle i w takim miejscu? Powiem Wam kto. Kompletnie, całkowicie, stuprocentowo nikt. Nie dość, że przebicie Aizena jest jednym wielkim zaskoczeniem, to jeszcze wygląda tak genialnie. Sam Aizen nie poskąpił nam kolejnego w tym chapterze ciekawego wyrazu twarzy, a do tego jeszcze Hitsugaya wygląda równie świetnie. Wściekłość, nienawiść do Aizena i chęć zarąbania go na śmierć biją z jego twarzy na kilometr. Chciałbym zobaczyć miny wszystkich wspomnianych już antyfanów młodocianego kapitana. Uff, jak dobrze, że ja jestem w tej kwestii neutralny, nie będąc ani jego przeciwnikiem, ani miłośnikiem. W przeciwnym razie pewnie bym eksplodował.
Miejsce 2 – Shinji (strona 18).
Najpierw panel, w którym widzimy go całego w oddali, trzymającego wymownie skierowanego w dół Sakanade, gdzie już wygląda świetnie, a potem jeszcze na deser ten drugi, maleńki panelik ze zbliżeniem na jego twarz. Tak jak panelik jest maleńki, tak wrażenie pozostawia po sobie ogromne. Pełen satysfakcji zabójczy uśmiech lidera Vizardów, wpatrzonego w obiekt jego zemsty, i jednoczesne, ponowne skupienie się na Sakanade, by jeszcze bardziej zniszczyć Aizena, dając mu do zrozumienia, co się wokół niego święci. O ile Kyouraku wcześniej wyglądał badassowsko, o tyle Shinji podskoczył o kilka lig wyżej i nawet nie wiem, jak go teraz określić. Ale jest super.
I wreszcie miejsce 1 – Soifon (strona 13, dolny panel).
Co jest lepsze, niż badassowskość w akcji? Oczywiście zabójczo piękna badassowskość w akcji. Stali bywalcy pewnie dobrze wiedzą, że jestem nieuleczalnym Rukiotardem, ale muszę szczerze przyznać, że omawiany tu przeze mnie rysunek Soifon to najpiękniejszy, dosłownie najpiękniejszy, twór Tite jaki kiedykolwiek widziałem. Ba, to w ogóle jeden z najpiękniejszych rysunków, jakie kiedykolwiek widziałem. Soifon wygląda tu tak… tak… tak… ach tam, co Wam będę czarował, spójrzcie tylko na nią. Jak to nie jest uosobienie piękna, to ja nie wiem co jest. Pani kapitan prezentuje się na tym panelu tak wspaniale, że według mnie przebiła nawet zaskoczonego co chwilę Aizena i nawet, choć tu już o włos lub włosów kilka, superaśnego do granic możliwości Hirako. Fani Soifon, chwalcie dzień wyjścia tego rozdziału.
I to tyle ode mnie o tym chapterku. Do następnego. A teraz, pozwólcie że pogapię się jeszcze trochę na Soifon. A gdyby tak na tapetkę…





07 lutego, 2010 o 15:50:31
Okladka naprawde wymiata, zreszta jak caly chapter, niemam juz nic wiecej do dodania oprocz tego co napisales… i wydaje sie ze aizen jednak nie jest takim „Bogiem” bo bez jakiejs sztuczki czy to kyoka czy czegos innego, sama jego sila by na tych kapitanow nie wystarczyla.
[Odpowiedz]
07 lutego, 2010 o 16:08:17
Mi się jeszcze bardzo podoba, panel na którym Aizen unika włóczni Lisy, ale bezsprzecznie się zgadzam że Soifon prezentuje się na wspomnianym rysunku wyśmienicie. Teraz się cieszę że nie zginęła czego jej razem z Tośkiem życzyłem. Co do samego białowłosego hobbita to mam nadzieje, że w następnym chapterze Kubo pokaże nam jego śmierć, najlepiej z ręki Gina i najlepiej w okrutny sposób.
Mam nadzieję że niedługo zobaczymy Ukitake i Yamamoto bo dawno ich nie było, mam nadzieje że Kubo nie zapomniał o nich,.
Marzy mi się, że już niedługo zobaczymy bankai Kenseja, potem jak Wonderwice odpala ressa, spuszcza manto Kensejowi i w to wszystko wtrąca się wkurzony Ukitake na bankaju niszczący Wondera. Ach te marzenia.
[Odpowiedz]
07 lutego, 2010 o 16:14:04
w zasadzie dino w opisie oddał całą epickość tego chaptera, jedynie sposób w jaki aizen załatwił love’a wyszedł jakoś tak dziwnie „nieaizenowo”, co do okładki to wyszła fajnie, w zasadzie panele z hitsuyagą zawsze świetnie wychodzą tite, no ale po tym stało się coś o czym nie śmiałem marzyć,
tak jako wielki fan pani kapitan 2 odziału rozpływałem się nad wszystkimi panelami z nią związanymi, szczególnie ten z dołu 13 str. jakoś mnie zauroczył, no i strona 10 wyszła dla mnie genialnie, tak jak aizen uważam że soifon dała show z tymi klonami, no a potem to wspaniałe combo, jak dla mnie na największe brawa zasługują kyoraku i shinji, naprawdę pokazali klasę, no a wymieniany przez dino panel z kyo to chyba najlepszy z jego udziałem (przebija nawet ten w którym wychodził z cienia w walce z starkiem), co do tego rankingu paneli zgadzam się w 100 %, a i może ktoś mi powie czy aizen zatrzymał atak soifon reitasu czy też złapał rękę z suzumebachi bo jakoś nie mogę tego rozgryść. A i mam nadzieję że to nie jest iluzja, oczywiście aizen musi przeżyć ale perspektywa zobaczenia go przypartego do muru i wyciągnięcia jakiegoś asa jest nader interesująca. Zasłużone 5/5.
[Odpowiedz]
07 lutego, 2010 o 16:18:59
szulinio wydaje mi się że zrobił to przy pomoc raitsu, bo mówił o tym Aizen, że walka pomiędzy shinigami to walka pomiędzy ich Raitsu i dlatego atak Soifon go nie sięgnął.
[Odpowiedz]
07 lutego, 2010 o 16:44:44
ROZDZIAŁ MIAŻDŻY!!! Nigdy nie spodziewałbym sie że Aizena TAK zklepią! Tite rzeczywiście nigdy nie robiłgrupowych atakó dużo ale to mu wyszło wprost genialnie, szczególnie fragment ze zbliżeniem na Shinjiego jakby chciał powiedzieć z Sakandą w ręku „ej, a o mnie zapomniałeś?” MUHAHAHA ten moment mnie poprostu miażdży O_O A co do Soi-Fon to tu cie zawiode Dino troche bo zupełnie nie wiem czym sie podniecać, no dała czadu trochę ale jak dla mnie nic wartego wychwalania nie pokazała xD Bardziej na uwage zasługuje to ich grupowe combo no i pamiętny screen z przebiciem Aizena. Hiper mocne 5/5 i żeby następny był tak dobry.
[Odpowiedz]
07 lutego, 2010 o 17:09:53
Sirpeter, ten panel też uważam za świetny, ale już nie chciałem się za bardzo rozdrabniać. Niemniej, w moim rankingu byłby to numer 7 ^^
Szulinio, Aizen złapał rękę Soifon. Przyjżyj się górnemu panelowi na stronie 15. Widać, jak Aizen trzyma jej rękę swoją.
Barnik, nie podniecałem się tym, co robiła Soifon, a tym, jak wyglądała na wspomnianym przeze mnie panelu. Aczkolwiek jej technika klonowanie też jest imo niczego sobie : ]
[Odpowiedz]
08 lutego, 2010 o 12:06:52
iii tam, taki kage bunshin no jutsu ^^ Ale ogólnie to istnieje też prawdopodobieństwo ze nic za bardzo sie żelmenowi nie stanie (60% jak dla mnie) i wtedy będzie Ichigo time. ALBO wrócimy do mundo na dożynki z Yamiego, hehe
[Odpowiedz]
08 lutego, 2010 o 12:11:59
AAAA o too wam chodziło o_O strona 13 z „Nigeki Kessatsu” no rzeczywiście Soi-Fon tam wygląda mega kozacko, chyba mam alzheimera xD
[Odpowiedz]