Bleach 255
Jeden koszmar się kończy…
Po pozbyciu się Hollowów, problemem pozostało dziwne czerwone coś. W jego wnętrzu Ichigo spotkał Muramasę i to właśnie tam miała mieć miejsce ich ostateczna walka. Początkowo Ichigo miał spore problemy, jednak wszystko zmieniło się, gdy rozpracował zdolność Muramasy a także zaczął współdziałać z Zangetsu. Teraz to on miał przewagę, walczył więc dalej z Muramasą, aż wreszcie arena ich pojedynku zaczęła się rozpadać. Po umoralniającej mowie Truskawy nadszedł, koniec końców, czas na finalny atak. Ichigo pokonał Muramasę a dziwne czerwone coś zniknęło. Rukia i Inoue zjawiły się przy obu walczących w samą porę, by ujrzeć, jak śmierć wzięła górę nad ich miłością. W ostatnich chwilach życia Muramasy, zdołał on odnaleźć spokój w ramionach Ichigo. Wreszcie, gdy obaj wyznali już swe uczucia, nadszedł kres ich wspólnego szczęścia. Tam właśnie, pośród malowniczych bagien, denerwujących Zanpakutou i sztynku wyrżniętych Hollowów, zakończył swój żywot Emo Eskimos. Gdy wszystko dobiegło końca, Zanpakutou powróciły nareszcie do swych właścicieli. Walka dobiegła końca. Niestety, podczas gdy wszyscy inni świętują, Ichigo rozpacza z powodu straty, jakiej doznał. Czy zdoła podnieść się po tej tragedii? Czy jeszcze kiedykolwiek kogoś pokocha? Czas pokaże. Czas pokaże.
Chlip, chlip. Normalnie kończą mi się już chusteczki. Jakie to było smutne. Jakie tragiczne. Smuci, bardzo smuci mnie fakt, że autorzy tego crapu naprawdę postanowili sprawić, żeby było nam żal Muramasy. Jasne, co jeszcze? Mamy się modlić do Stalina? Dajcie spokój, chcieli nam na siłę wcisnąć, że niby Muramasa to taka tragiczna i głęboka postać i o jeju jakie to straszne. Tak, tak, po prostu się na śmierć zaryczę, hura. Jak się przez cały czas prezentuje postać, która nie ma w sobie absolutnie nic, co mogłoby jakoś zaciekawić, to skąd nagle pomysł, żeby nagle na samym końcu próbować wywołać względem niej jakieś głębsze uczucia? Przecież to jest jedna wielka naiwność. No, muszę jednak szczerze przyznać, że ogólnie odcinek nie jest taki najgorszy. A na pewno jest o niebo lepszy niż dwa poprzednie. Ogłupiałych Shinigamich i idiotycznych Zanpakutou jest tu względnie mało a odcinek skupia się głównie na walce Ichigo i Muramasy. Na całe szczęście. Walka może nie jest jakaś specjalnie dobra, ale nie jest też zła. Z pewnością jest na tyle udana, by rzeczywiście przykuć uwagę widza. Czego nie mogę powiedzieć o wydarzeniach z poprzednich dwóch odcinków. Mam z nią jednak pewne problemy. Po pierwsze, rozbroiło mnie to, że twórcy nawet nie starali się ukryć tego, że sami nie mają pojęcia co właściwie nam pokazują. Na pytanie Ichigo o to, jakim cudem wewnętrzny świat Kougi wciąż istnieje, mimo że sam Kouga już nie żyje (mi również to pytanie cisnęło się na usta od samego początku), Muramasa odpowiedział po prostu, że nie wie. Łał, to jest naprawdę taniocha. Oni nawet nie postarali się uwiarygodnić swoich wymysłów. Po prostu tak to wymyślili i tak ma być. Niestety, świat nie do końca tak działa. Wszystko ma jakąś przyczynę. Chleb nie pojawia się znikąd. Robi się go w konkretny sposób z konkretnych składników. Nie można oczekiwać, że wszyscy będą usatysfakcjonowani, gdy powie się po prostu że chleb jest, bo jest, i nie ma co w to wnikać. Drugą rzeczą, która denerwowała mnie w tej walce, i w ogóle w całym tym odcinku, jest grafika. Oczywiście są momenty, gdy wszystko wygląda naprawdę fajnie. Postacie są narysowane tak jak powinny, animacja stoi na dość wysokim poziomie i ataki prezentują się naprawdę dobrze. Są to jednak tylko momenty. Przez większość czasu odcinek cierpi bowiem na kompletny brak zaangażowania (lub talentu) ze strony rysowników i animatorów. Bohaterowie często nawet nie przypominają samych siebie. Przez pół odcinka zastanawiałem się, co to za gość przebrany za Ichigo lata mi po ekranie. Potem zobaczyłem Inoue sprawiającą wrażenie jakby nagle wszystkie jej proporcje się odwróciły, i Rukię, wyglądającą jakby rozjechał ją czołg. Nie muszę dodawać, że zwłaszcza to ostatnie mocno mnie zdenerwowało. Na szczęście poza tym wszystkim jest też kilka fajnych rzeczy. W walce Ichigo i Muramasy znalazło się miejsce na kilka naprawdę fajnych ataków i całkiem niezłej akcji. Animacja i kreska chwilami mocno podskakiwały w górę, dzięki czemu przynajmniej kilka chwil wygląda ładnie. Nie można też odmówić twórcom chęci wprowadzenia do pojedynku dawki epickości. Prawdę mówiąc, patrząc na warunki, w jakich to wszystko się działo, wyszło im to całkiem nieźle. Oczywiście nie licząc tych naiwnych prób utragicznienia Muramasy i całego tym podobnego tałatajstwa. Do tego szkoda trochę, że ostateczna walka z głównym złym bossem nie trwała nawet jednego odcinka. Spokojnie mogli zacząć ją już na początku poprzedniego, wycinając cały ten syf gdzie kompletnie nic się nie działo. Poza tym niezbyt spodobało mi się użycie tego genialnego, chóralnego utworu z finału trzeciej kinówki w finale tej walki. To zwyczajne marnotrawstwo. Znowu. Chociaż z drugiej strony lepsze już chyba to, niż gdyby mieli puścić któryś z nijakich kawałków z najnowszego osta. Podsumowując więc odcinek, uważam że, jak na ten filler, był całkiem niezgorszy. Dam mu, choć trochę naciągane, 3/5, ot choćby w imię pamięci mojego ulubionego Emo Eskimosa i za kilka ładnych ujęć, mimo ogólnie kulawej grafiki.
I tak właśnie zakończył się trzeci duży filler Bleacha. Był on absolutnie najgorszym do tej pory. Było to też, traktując ten filler jako odrębną całość, najgorsze anime, jakie w życiu widziałem. Fabuła była nieprzemyślana, nudna i straszliwie głupia. Prawie wszystkie nowe postacie potrafiły jedynie koszmarnie irytować, a kilka chlubnych wyjątków prezentowało się co najwyżej przeciętnie. Nowa oprawa muzyczna była totalnie bez wyrazu, a także bez posmaku Bleacha, a grafika wiła się niczym wąż na uwięzi. Trzeba bowiem przyznać, że zdarzały się odcinki, kiedy kreska i animacja naprawdę robiły bardzo dobre wrażenie. Niestety, sporo było też takich, gdzie trzeba było się nieźle wysilać, żeby rozpoznać nawet swoje ulubione postacie. Ogólnie, za udane, i nie mówię tu już tylko o grafice, odcinki, uznaję jedynie trzy. Pierwszy, ten, w którym Muramasa przejął Ryujin Jakkę, i ten z walką Byakui i Kougi. Reszta była albo głupia, albo niedorobiona, albo po prostu nudna. Dzięki wielkie za ten filler Pierrocie. Sięgnąłeś dna. Obyś się odbił.
A na to jest okazja i to najlepsza z możliwych! Właśnie skończył się 255 odcinek i trwa ending. Zaraz zobaczycie jak pojawi się zapowiedź następnego epka! Będzie walka Ichigo i Ulquiorry! Mówię Wam, takiego hardkoru jeszcze w Bleachu nie było! To będzie coś wspaniałego! Ci wszyscy, którzy czytają mangę, pewnie ślinią się na samą myśl o zobaczeniu całej tej genialnej akcji w ruchu. Ci, którzy mangi nie znają, pewnie ślinią się tym bardziej. A jest na co! Walka jest super! Takie rzeczy co tam się dzieją to normalnie… O! Koniec endingu! Zobaczmy, jak to wygląda! Jak to… O patrzcie! Las Noches! Ulquiorra! Ichigo gotowy do walki! Nel! Super! Tylko chwila… O czym oni tam rozmawiają? … Ej. Ej! EJ! Co to, kurde, ma być?! Co jest?! To żart, prawda? Błagam, powiedzcie, że to tylko okrutny żart! Gdzie walka z Ulquiorrą!? Gdzie?!?! Co to jest?! Następny filler?! Ja się nie zgadzam! Czekam na walkę z Ulquiorrą już siedem miesięcy! Siedem! Ponad pół roku! Wszyscy czekamy! A oni chcą nam wcisnąć następnego fillera?! Znowu jesteśmy skazani na takie ścierwo, jak to, które właśnie się skończyło?! To jest jeden wielki syf! Na dodatek spójrzcie tylko na tytuły odcinków: “Conclusion?! Hisagi vs. Kazeshini”?!, “A New Enemy! The True Nature of the Sword Beasts”?! Znowu te durne miecze?! Noż cholera jasna. Okej, filler, już samo to jest do kitu, ale czy nie można przynajmniej spróbować wymyślić czegoś nowego? Np. filler w Hueco Mundo. Zero Shinigamich, których mam dość po ostatnich wydarzeniach. Zero Zanpakutou, których mam dość odkąd się pojawiły. Dajcie nam życie w Las Noches. Ulquiorrę, Grimmjowa, herbacianych i całą resztę. Albo życie na Ziemi. Po prostu Ichigo i spółka rezają Hollowy. Albo serię walk. Zero fabuły, po prostu każdy kolejny epek byłby inną walką, na jaką nie ma szans we właściwej serii. Na przykład Hisagi vs. Kira. Albo Ishida vs. Chad. Porządna akcja, porządna grafa, porządna muza i byłoby super. Albo zróbcie jakąś parodię. Np. zamieńcie postacie miejscami. Niech Ichigo będzie zły. A wraz z nim cała ekipa. A źli niech będą dobrzy. I niech wszystko będzie komedią. Albo w ogóle wciśnijcie postacie w jakiś inny świat. Na przykład w jakieś fantasy. Albo w kosmos. I niech będzie kupa śmiechu. Zróbcie cokolwiek oryginalnego! Ale nie, znowu będziemy musieli oglądać zmagania z tymi zafajdanymi mieczami. Pozostaje nam się pociąć w kącie. Wszyscy zostaniemy emo jak Muramasa i równie tragicznie skończymy. Super.
P.S.
Naprawdę strasznie przyjemnie mi się zrobiło na widok Ichigo i Ulqa i Las Noches i Nel… Ech, marzenia.


















08 lutego, 2010 o 19:10:13
Jak przeczytałem że to ścierwo się skończyło, mimo wielkiego bólu głowy zerwałem się z krzesła i wytrzeszczyłem oczy. Obejrzałem potem jeszcze trochę filera na wyrywki. Nie było bólu, nie było hałasującego tv za plecami, niczego wokół – była tylko jedna myśl w głowie: “K***A NARESZCIE”
Ale nieeeee…. “Pozostaje nam się pociąć w kącie. Wszyscy zostaniemy emo jak Muramasa i równie tragicznie skończymy” – idę po skalpel
08 lutego, 2010 o 20:28:28
“Manga based episodes are to be relaunched on the April 13th 2010.”
Dino napisał swoje pomysły na zrobienie lepszego spoilera. Dla mnie świetnym spoilerem był by taki gdzie Król shinigamich ogłasza turniej z okazji czegoś tam i shinigami walczą na specjalnej arenie; najlepiej bez użycia zanpaktou- takie mortal kombat. Filler prosty, ciekawy i przyjemny.
Niestety twórcy wolą fundować nam kolejną dawkę swoich błyskotliwych pomysłów i dalej nas męczyć jakimiś zanpaktou. Widocznie ten filler musiał się komuś podobać skoro dalej są gotowi ciągnąć tą tematykę, ale za Chiny nie mogę sobie wyobrazić komu się mógł podobać ten chłam.
08 lutego, 2010 o 20:47:28
Kwiecień powiadasz… No, przynajmniej nie kolejne siedem miesięcy, to już coś. Ciekawym tylko, ile tych “manga based episodes” nam puszczą, zanim zacznie się kolejny filler. Myślę że dostaniemy jakieś półotrej sezonu, tak jak mięczy Lurichiyo i Zanpakutou. Heh, ale szajs, teraz jest już prościej dzieliś serię fillerami, niż wątkami samej serii. Zupełnie, jakby to odcinki zrobione z mangi były dodatkiem. Ech. Najgorzej, że pewnie dostaniemy potem jeszcze gorszy shit, niż teraz. Wiem, że ciężko uwierzyć, że może w ogóle być gorzej, ale to nie byłby pierwszy raz. Filler z Bounto wydawał mi się katorgą, i stwierdziłem że jest dnem. Pojawił się filler z Lurichiyo, był o wieeeele gorszy, stwierdziłem że jest dnem. I w końcu pojawił się ten filler i to dopiero jest dno. Jak tam ma to dalej wyglądać, to ja chcę żeby następny filler był powrotem do wątku Bounto. Albo nawet Lurichiyo. Byle tylko nie miał nic wspólnego z tym aktualnym crapem.
09 lutego, 2010 o 07:54:11
*ekhm* Chciałem zaznaczyć, że wcale się nie skończyło… ba skończył się wątek z Muramasą, ale jesli widzieliscie preview to zobaczycie, że wątek Zanapaktou wciąż się ciągnie ;/
EDIT: o .. Dino to powiedział… Sorki
09 lutego, 2010 o 09:40:12
Co proszę? Aż do kwietnia? Czemu ci z Pierrota nie mogą ruszyć tymi pustymi łbami i znowu robić na pdst mangi? Co im przeszkadza? Brak chapterów? – jest ich przecież od groma do nadrobienia, pozatym mogę się założyć że animatorzy, którzy NA PEWNO mają jakiś pierwiastek artystyczny w sobie woleliby rysować coś co ma jakiś sens, a nie ten koszmar. Może mają z tego forsy więcej? Chyba mniej po wydatkach na farbę, której pewnie idzie sporo na zamalowywanie przekleństw wypisywanych codziennie na ich budynku.
Ja tego nigdy nie zrozumiem…