VN:F [1.9.5_1105]
Jak oceniasz odcinek?
Wynik: 2.3/5 (31 głosów)

Bleach 256

9 lut 16:30:10
Kategoria: Bleach | Napisane przez Dino

…drugi się zaczyna.

Zanpakutou, sono kejdziou norioku ła, Shinigami bla bla bla. I pomyśleć, że moglibyśmy mieć już z głowy to denerwujące intro. Tak właśnie, to intro jest okropne. Byłoby spoko, gdyby dali je w pierwszym odcinku fillera. Albo przynajmniej jedynie w kilku pierwszych. Bo zmontowane jest bardzo dobrze. Ale niestety, muszą puszczać to w kółko i w kółko nawet teraz, gdy zapychacz wchodzi w kolejny rozdział. Żeby chociaż sceny zmienili, albo głos, który mówi cały ten tekst. Ech, taniocha jak nie wiem. Ale dobra, wyżaliłem się na temat, który dręczył mnie już od dość dawna, przejdźmy więc wreszcie do właściwej akcji. No, chociaż ciężko nazwać akcją to, od czego rozpoczyna się ten epizod. Otóż spotykamy Rukię i Renjiego, którzy, wraz z szeregowcami z szóstego oddziału, są na przyjęciu u Byakui. Kurde, jak to idiotycznie brzmi. Ogólnie byłoby spoko, ale wszystko jest takie różowiaste, muzyczka taka słodziutka i cała scena ma taki klimat, że pozostaje jedynie zwymiotować. Drugi raz. Pierwszy był z powodu intra. Tak więc sporo lżejszy po podwójnym wypróżnieniu (lepsze combo niż w Tekkenie), mogłem oglądać dalej. Cóż też twórcy przygotowali, by utrzymać nasze zainteresowanie przez kolejną część tego fillera (Ha! Umiem żartować, co?). Otóż, powiedzmy szczerze, nie postarali się.

Nagle bowiem Rukia zauważa jakąś rozróbę, po czym widzi jej sprawców. I tu właśnie zaczyna się kolejna jazda bez trzymanki z umysłami autorów tego zapychacza. Kto rysował tych gości? Pięciolatek? Ten łysy koleś w masce może by się jeszcze jakoś uchował, ale ten zielony stwór wygląda jak odrzut z jakiegoś taniego filmu fantasy z lat osiemdziesiątych. Do tego próbuje bawić się w Wolverine’a, co, wierzcie mi, jest jedynie obrazą dla tego ostatniego. Przez chwilę zacząłem nawet marzyć o tym, żeby sam Wolverine wpadł na scenę i posiekał te pomyłki dizajnerskie na kawałki. Cóż, zamiast Logana dostajemy jednak, o zgrozo, Sode no Shirayuki i Senbonzakurę. Łat de fak? Przecież oboje wrócili do form mieczy w poprzednim odcinku. Tak jak wszystkie inne Zanpakutou. Dlaczego więc nadal materializują się kiedy chcą? I to nie tylko oni, pozostałe zany także. Jak myślicie, czy twórcy wysilili się choć trochę, by nam to objaśnić? Czy postarali się choć odrobinkę, by uwiarygodnić nam swoje wymysły? Nie. Zero jakichkolwiek wyjaśnień. Jedyne, na co ich stać, to kazać Mayuriemu, by powiedział nam że przecież obiecał jedynie przywrócić zmysły Zanpakutou, nie wcisnąć je z powrotem w miecze. Łał. Po prostu łał. Choć w sumie nie dziwię się, przecież to oczywiste, że autorzy tego fillera sami nie mają pojęcia, jak to wszystko działa. Bo jest to po prostu bezsensu i tyle. Dodatkowo Sodka i Senbonzakura mówią nam jeszcze, że wcale nie powrócili do form mieczy, chociaż w poprzednim odcinku wyraźnie to widać! Dżizas, co za absurd. Poza tym, Zanpakutou są już na tyle odrębnymi postaciami, że Byakuya nawet zostawił Sebonzakurę jako goryla dla Rukii. To jest głupota. Miecze Shinigami powinny być traktowane jak te czerwone, bojowate cosie w „Słonecznym Patrolu”. Widzieliście kiedyś, żeby David Hasselhoff zostawił tą boję w opiece Pemeli Anderson a sam poszedł łazić po plaży? Ja nie. Bo musiał mieć ją przy sobie! To podstawa! Nie masz boi, to nie jesteś ratownik. A bez miecza nie jesteś Shinigami! Ale spokojnie, teraz Rukia, która zamiast męczyć się z jednym denerwującym Zanpakutou musi męczyć się z dwoma, stanęła przed dylematem, jak schwytać tego zielonego gościa z początku, który oczywiście zdołał wcześniej zbiec. Przy okazji, uwierzycie, że Mayuri, który wyjaśnił nam czym są Ci goście, stwierdził też, że są oni przez cały czas w formie bankai? Spójrzcie na nich. Jak tak wygląda bankai, to siarą byłoby dla mnie mieć taki miecz. Nic dziwnego że ich właściciele nie żyją. Też wolałbym dać się zabić niż słuchać jak wszyscy dookoła mnie wyśmiewają z powodu mojego niedorobionego miecza. A właśnie, może jeszcze wspomnę o tym, co dokładnie wyjaśnił nam Mayuri. Otóż okazuje się, że takich kolesi najwyraźniej jest więcej i że są to miecze szeregowych Shinigamich, którzy już nie żyją gdyż zginęli właśnie z rąk tych mieczy. Dlaczego więc miecze wciąż żyją? Jak zwykle, zero wyjaśnień. Oczywiście. Z jednej strony ma to sens. Sam dziwiłem się przez cały czas, że Muramasa wyzwolił tylko miecze kilku czołowych Shinigamich, zamiast stworzyć sobie liczną armię. Ale z drugiej strony w poprzedniej części tego fillera często pojawiali się szeregowi Shinigami i jakoś nie widać było, żeby mieli jakieś problemy. Nie ma to jak brak konekwencji, prawda? Ale mniejsza, wróćmy do fabuły (tak, wiem, to duże słowo). Otóż Sodka obmyśliła plan, który miał na celu wywabienie z ukrycia gościa z rogami. Na czym ów plan polegał? Na zorganizowaniu imprezy. Bo najwidoczniej, jako że facet wbił się przedtem na party w chacie Byaka, musi uwielbiać imprezy! No oczywiście! Jeny, jakie to jest głupie. To jest już wręcz poniżej krytyki. Nawet mimo to, że cały ten plan miał być sam w sobie żartem. Poza tym to co oni zorganizowali to wcale nie jest impreza. To jest popijawa. Wierzcie mi, umiem odróżnić popijawę od imprezy. Wiem całkiem nieźle, jak wygląda popijawa. W każdym razie plan spalił na panewce, ale przyznać muszę, że w całym tym idiotyzmie znalazła się jedna rzecz, która mnie rozśmieszyła. Obalony na pancerz, pijany, bełkoczący Senbonzakura z przekrzywioną maską. To było zabawne. Po tej chwili rozrywki przyszła jednak pora na bardzo głęboką rozmowę Rukii i Sodki, przerwaną pojawieniem się zielonego gościa. Czas więc na walkę! Tja, jasne. Najpierw zielony dziwnie jęczał, a potem do akcji ruszyła Sodka. Że co? Dlaczego nie Rukia? To Rukia jest tu Shinigami i do tego, jakby ktoś tam w Pierrocie zapomniał, drugą główną bohaterką tej serii po Ichigo. Dlaczego nie dacie jej powalczyć? Zamiast tego dostaliśmy kolejną arcy anemiczną walkę w wykonaniu Sodki. Walkę? Jasne. Kolejne duże słowo. W końcu jednak, ku mej wielkiej radości, moje życzenie zostało wysłuchane. Sode no Shirayuki ruszyła wreszcie tyłek w troki i wróciła do formy miecza. Nadszedł wreszcie czas aby to Rukia okopała tyłek zielonemu! Hell yeah! O to właśnie chodziło! Obiekt mego kultu i uwielbienia w mgnieniu oka rozprawił się z rogatym i wreszcie było po wszystkiemu. Przynajmniej jak na razie. Oczywiście twórcy nie mogli nie oszczędzić nam idiotycznego widoku przenoszenia pokonanego stwora do siedziby Mayuriego. Serio? Naprawdę Ci wszyscy wspaniali Shinigami nie potrafili wymyślić żadnego innego sposobu na przenoszenie jeńców, niż niesienie ich przywiązanych za kończyny do badyla? Co to kurde jest? Księga Dżungli? No nic, odcinek wreszcie się skończył.

Podsumowując, nie jest taki strasznie zły. Chociaż powód, który każe mi tak sądzić, nie każdego zadowoli. Jest to raczej moja prywatna sprawa. Dużo Rukii. Od początku do końca odcinka prym na ekranie wiedzie Rukia i strasznie mi się to podoba. Oczywiście z jednej strony szkoda mi bardzo, że musi się ona marnować w tym durnym zapychaczu, ale hej. Jeśli już mam kogoś oglądać, to kogoś, kogo chcę oglądać. Obecność panny Kuchiki działa na mnie niczym balsam, pomagający znieść cały ten zalew idiotyzmu. Poza tym całość odcinka prezentuje się z pewnością lepiej, że to, co oglądaliśmy ostatnio. Te dziwne mutacje Muramasy, walka milionów wkurzających Zanpakutou z milionem Pustych i to ohydne, mega ohydne, fioletowate niebo i ogólnie okropna kolorystyka, która już od jakiegoś czasu wręcz raniła oczy. Odkąd akcja przeniosła się na Ziemię, wszystko wyglądało straszliwie brzydko, ciemno i brudno. Teraz wreszcie dostaliśmy trochę żywszych kolorków a widok już na samym początku ogrodu Byakui, mimo lekkiego przesłodzenia całej sceny, jest naprawdę bardzo odświeżający. Dodatkowo twórcy nareszcie chociaż próbowali wrzucić do akcji trochę humoru. Może nie do końca im ten humor wyszedł, ale wszystko rzeczywiście ogląda się dość lekko, a jeden moment, wspomniany wyżej, zdołał mnie nawet rozśmieszyć. Gdyby chociaż ten zielony głupek został jakoś przyzwoicie narysowany, mógłbym obejrzeć ten epizod bez większej frustracji. Ostatecznie wystawię mu więc ocenę 3/5. Na pewno jest dużo lepiej, niż w kilku poprzednich odcinkach. Nie licząc, rzecz jasna, tego z Byakuyą i Kougą.

Na końcu warto jeszcze wspomnieć, że wraz z tym epizodem, dostajemy nowy ending. Pierwsze wrażenie jest dobre. Bardzo ładne ujęcie Ichigo stojącego tyłem. Dookoła fruwają płatki Senbonzakury. Wygląda to nieźle. Niestety, potem jest tylko gorzej. Płatki bowiem zamiast latać dookoła, zajmują cały ekran, a w tle za nimi przesuwają się statyczne wizerunki Shinigamich. I tak przez caluśki ending! Co za taniocha! Animacja samych płatków jest może i ładna, ale poza nimi animacji nie ma tu za grosz. Przesuwać statyczne obrazki po ekranie to pewnie sam bym potrafił, a jestem przecież komputerowym idiotą. Nie potrafię nawet zapamiętać specyfikacji własnego laptopa, poza tym, ile ma miejsca na dysku. Na dodatek wspomnianych płatków jest zwyczajnie za dużo. Wolałbym już, żeby postacie przesuwały się bez żadnych bajerów, przez które nawet ich nie widać. Poza tym sami spójrzcie. Czy widok takiego Kenpachiego przesuwającego się po ekranie pośród niezmierzonych ilości różu nie jest co najmniej dziwny? Kenpachi powinien przesuwać się po ekranie w towarzystwie krwi, wnętrzności i kaset VHS z Terminatorem 2. Dodatkowo nagle, ni z tego ni z owego, na jakąś sekundę ta parada różu zostaje przerwana przez ukazanie nam Inoue. Jak wspomniałem, jedynie na jakąś sekundę, by z miejsca wrócić z powrotem do płatków. WTF? To jest zwyczajnie bez sensu. Nawet odstawiając na bok moje uprzedzenie do Inoue, to po prostu tu nie pasuje. Robiąc ending czy opening nie można po prostu wrzucać randomowych ujęć gdzie się chce. Klip to jedna spójna całość, powinien być czymś więcej niż tylko zbitką kompletnie niezwiązanych ze sobą obrazków. To nie jest teledysk techno. Do tego na samym końcu jest jeszcze scena z Ichigo i Inoue, nawiązująca do poprzedniej migawki z rudą w roli głównej. I znowu jest totalnie niedopasowana do całości endingu. Do tego jest głupia. Nie ma czegoś takiego jak pairing Ichigo x Inoue. To tylko wymysł części fanów, w samym Bleachu to nie istnieje. Co z kilkoma poprzednimi endingami z Ichigo i Rukią? Twórcy mają je już gdzieś? Od tak przekreślają to, co sami wcześniej w jakimś tam stopniu kultywowali? To trochę dziwne. Poza video jest tu też oczywiście audio. Piosenka to jeden wielki smęt bez krzty oryginalności. Brzmi dokładnie jak milion innych, które słyszałem, i jak dziesiątki milionów, których na szczęście mi oszczędzono. Sama w sobie nie jest zła, ale nie jest też niczym specjalnym. Mam nadzieję, że kolejny ending będzie jakiś żywszy i ciekawszy, bo tych usypiaczy mam już dosyć. I wcale nie chodzi o to, że to ending do fillera. Nie jestem aż tak uprzedzony. Weźmy pierwszy ending do tego fillera, a ogólnie dwudziesty. Z kawałkiem pt. „Mad Surfer”. To był świetny ending. Ładny, energiczny, wciągający. Oglądało się go z przyjemnością. Albo szósty ending, do fillera z Bounto, pt. „My Pace”. Też był super. Miał bardzo fajny refren i był zabawny. Albo „Gallop”, drugi ending do Lurichiyo. Kolejny dobry ending, przede wszystkim bardzo ładny. Nie mówcie mi więc, że nie można zrobić do fillera porządnego endingu. Bo można. Tylko się nie chce.

Ending: RSP – „Tabidatsu Kimi e”

Bleach 256, 2.3 out of 5 based on 31 ratings

12 odpowiedzi dla “Bleach 256” RSS icon

  1. Dino osobiście Cię podziwiam. Jesteś moim numerem jeden gadania wiele.. o niczym ;]
    Nie ma co za wiele nawet opisywać w tym odcinku.. a ty swoje żale za każdym razem na co najmniej dwie strony a4 wylewasz :P Po za tym masz jakiś talent to pisania przyjemnych tekstów – dobrze się to czyta.
    (dałem ocene 2 zamiast 1 – tym razem)

    Co do endingu specjalnie nigdy nie oceniałem animacji. Zwykle endingi są spokojniejsze. Za to muzyka bardzo przyjemna, właśnie w moimc chilloutowym stylu :) chociaż szczególnie nie przepadam za „l-owaniem” w japońskim. Najczęściej r wymawiane jest łagodnie w tym języku ale rzadziej jako wyraźne L… to chyba jakaś nowa moda bo coraz częściej słyszę w piosenkach śpiewanych przez kobiety: alu, koko kala, aligato, walaate, sayonala itp (ale sora już jest sora a nie sola). Denerwujące.

    [Odpowiedz]

  2. Bardziej niż za pisanie mnóstwa o niczym podziwiam wytrzymałość mózgu Dina – ja bym zacznijmy od tego nigdy nie zmusił się do obejrzenia całego tego syfu. Nawet jeśli bym oglądał, to teraz byłbym już pewnie rośliną i nie zobaczylibyście mnie tu więcej.

    [Odpowiedz]

  3. Gadanie o niczym to bardzo przydatna umiejętność ^^ Ogólnie dzięki za miłą opinię ^^

    Co do endingów to wiem że z reguły są spokojne, ale moim zdaniem po pierwsze nie można z tym przesadzać, a po drugie sam Bleach już kilkukrotnie udowodnił, że można robić bardziej energiczne i ciekawe klipy. Tym razem nawet nie tyle narzekam na smętność endingu co na kompletne pójście na łatwiznę z grafiką. Bo jest biednie, to chyba każdy przyzna.

    [Odpowiedz]

  4. Btw, co do długości, zwykle jest to, w przypadku Bleacha, jakieś półtorej strony w Wordzie, no, troszkę więcej ^^ Tym razem wyszły dwie strony i jakieś dwie linijki, ale swojego rekordu nie pobiłem xD

    [Odpowiedz]

  5. przydałoby się dodać tutaj że to, co robi Pierrot to nie jest Bleach

    [Odpowiedz]

  6. Jeśli chodzi o ending to muzyka nie jest zła ale graficznie … Ja tam widzę tylko różową zamieć śnieżną!

    [Odpowiedz]

  7. Dobrze ujęte barnik ;] Już naprawdę wolałbym nie mieć Bleacha niż oglądać ten filler. Na prawdę może zniechęcić.

    [Odpowiedz]

  8. można obejrzeć, ale filery trzeba dawkować xD ale idzie się ostatnio zanudzić to fakt.

    [Odpowiedz]

  9. No to żeś to maksymalnie lajtowo ujął Obik xD

    [Odpowiedz]

  10. wiem xD

    [Odpowiedz]

  11. Ja od niemal każdego Twojego opisu nt Bleacha (tak Dino, do Ciebie się zwracam ;p) wyczuwam potworną niechęć do tego anime. Wystarczy spojrzeć na ending, który rozebrałeś na części pierwsze, chociaż wystarczyło napisać „tandetny pomysł z płatkami i statycznymi ujęciami” (ja w sumie podzielam zdanie, ale muzycznie jest jak najbardziej ok). I kompletnie nie rozumiem czepiania się o paring Ichigo x Orihime, bo Tite ewidentnie zmierza właśnie w tym kierunku jeśli chodzi o wybrankę dla Ichigo (zakładając, że Truskawa nie zostanie kawalerem). To jeszcze nic, bo parsknęłam śmiechem już przy czytaniu zarzutów względem intra (tak krótkiego, że ciężko by było stworzyć coś krótszego). Ja rozumiem jakąś straszliwą niechęć, ale… Panie Autorze – wyolbrzymiasz trochę i to czuć ;]

    No i nie zapominajmy, że to tylko filler – nędzny wymysł Pierrota (i częściowo samego Tite) i rzeczą oczywistą jest fakt, że filler w Bleachu będzie całościowo gorszy od głównej linii fabularnej. Aczkolwiek niejednokrotnie zdarzało się i tak, że filler był o niebo lepiej zrealizowany od ekranizacji papierowej wersji (przypomnijmy sobie walki w Fałszywej Karakurze pomijając genialną od Hisagiego i porównajmy je z Bya vs. Kouga, Renji & Zabimaru vs. Bya & Senbonzakura, starcie Hyorinmaru z Hitu + retrospekcje.). A nawet zaryzykuję stwierdzeniem, że czasem i w fillerach było lepiej niż w samej mandze.

    Tak, wiem, marudzę.

    [Odpowiedz]

  12. Hehe, nie dziwię się, że odnosisz takie wrażenie. Bo czuję potworną niechęć, istotnie. Ale nie do samego Bleacha, co do tego fillera. Bleacha bardzo, bardzo lubię, stąd też irytuję się bardzo tym, jak ogólne wrażenie serii psute jest tymi zapychaczami. Spójrz zresztą na moje opisy odcinków sprzed fillera, bądź też opisy rozdziałów mangi. Czy naprawdę widać po nich, że moją chęcią jest objechanie serii od początku do końca? Chyba nie, mam nadzieję ; ] Poza tym, czego nie kryję, staram się czasem uszczypnąć jedynie dla żartu. Jak choćby ten początek tutaj, o ogródku Byakui. Bardzo lubię przesadyzm, dlatego sam używam go często i gęsto. Więc jeśli czuć, że trochę wyolbrzymiam, to często jest to mój zamierzony cel. Aczkolwiek staram sie być sprawiedliwy i zawsze obok minusów wymieniać także plusy. A że czasem tych drugich jest mało : ]

    Co do tego, że czasem fillery są realizowane lepiej, niż wydarzenia z mangi, też zwracam na to uwagę. W opisie odcinka z walką Byaka i Kougi wręcz się nad nim rozpływałem. Nie jest więc tak, że jestem z góry uprzedzony. Po prostu jedno mi się podobada, drugie nie. Nikt nie musi się z moimi opiniami zgadzać, po to właśnie są komentarze, żeby każdy mógł przedstawić swoją ocenę : ]

    [Odpowiedz]

Skomentuj

Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.