Bleach 257
Jakoś tak… klimatycznie! Chwilami.
W drodze do/ze szkoły, Ichigo wyczuł dziwne reiatsu i już wkrótce starł się z jego właścicielem – jednym z poszukiwanych Zanpakutou. Do walki dołączył także kapitan Hitsugaya, jednak mimo to (a może właśnie dlatego, bo Ichi dobrze sobie radził) miecz uciekł. Ichigo i Hitsugaya udali się więc do Urahary, by przedyskutować całą sytuację. Zjawiły się tam także Matsumoto i Haineko, które przybyły na Ziemię w ślad za swoim kapitanem. Tymczasem w Soul Society dwaj inni kapitanowie, Ukitake i Kyouraku, poznawali na własnej skórze wady ciągłego przebywania w towarzystwie swoich zmaterializowanych mieczy. Mieli nadzieję uzyskać pomoc z rąk Mayuriego. Na ziemi Zanpakutou, który uciekł wcześniej Ichigo, połączył się z Hollowem, który chciał go pożreć. W nowej formie zaatakował Matsumoto, Haineko i Inoue, które urządziły sobie akurat wypad w miasto. Do walki z nim raz jeszcze stanął Ichigo i raz jeszcze w asyście Hitsugai. Przeciwnik został wyeliminowany.
Wracam po przerwie, witka, i od razu daję się odrobinkę zaskoczyć. Dlaczego? Ano dlatego, że opisywany tu odcinek okazał się być całkiem niezły. Zdziwieni? Już mówię dlaczego. Na początek może jednak wymienię to, co mi się nie podobało. A więc po pierwsze, wciąż za największą bolączkę całej akcji uważam pozostawienie mieczy naszych milusińskich w zmaterializowanych formach. Wygląda to co najmniej dziwnie, gdy Hitsugaya wyskakuje z atakiem i nagle to samo robi Hyorinmaru, zamiast najzwyczajniej w świecie spoczywać w ręce swego właściciela i być częścią jego ataku. Ale tego zgrzytu raczej nie wyzbędziemy się aż do końca fillera, więc cóż, lajf is brutal. Trzeba nauczyć się to znosić. Kolejna rzecz to, znowu, forsowanie tych wszystkich pseudo komediowych scen z postaciami jak Matsumoto i Haineko, które zabawne wcale nie są. Niestety zabawna nie była także początkowa wstawka z Keigo, która moim zdaniem została zmarnowana, a szkoda, bo samo pojawienie się tej postaci było już bardzo miłą niespodzianką. Rzeczą ostatnią jest zawalanie odcinka kompletnie niepotrzebnymi scenami tylko po to, żeby kupić sobie trochę czasu. Tutaj taką rolę odgrywają przede wszystkim sceny w Soul Society, których równie dobrze mogłoby nie być. Ogólnie co chwilę skaczemy po takich właśnie śliskich kamulcach i pewnie większość widzów by pousypiała, gdyby nie fakt, że między owymi śliskimi, jest też kilka takich, na których da się pewnie stanąć. Obok scen w Soul Society mamy tu bowiem także sceny na Ziemi i to właśnie tu należy szukać plusów. Jasne, są tu te bzdetne sceny z Matsumoto i resztą cycków ale to nie o nie mi chodzi, je mam gdzieś. Po pierwsze, za bardzo dobry pomysł uważam umieszczenie akcji w środku miasta. Jest to bardzo miła zmiana. Zmiana i powrót do klimatu początku serii, kiedy to Ichigo walczył z Hollowami właśnie na ulicach Karakury. A wiecie co? To nie koniec owego powrotu. Oto bowiem Ichigo nie tylko walczy w mieście ale też walczy nie w bankai, a machając tasakiem! O tak, tego mi brakowało! Już od dawien dawna zarówno w anime jak i w mandze Truskawa z miejsca sięga po bankai, więc pooglądanie w akcji jego shikai jest naprawdę wielką przyjemnością. Zwłaszcza, że obie walki Ichigo w tym odcinku są całkiem niezłe, pierwsza nawet naprawdę fajna. Do tego dobrze było zobaczyć także pierwszego od… zakończenia Soul Society arc? Chyba tak. A więc pierwszego od zakończenia Soul Society arc porządnie zrobionego Hollowa. Okej, okej, po połączeniu z Zanpakutou wyszedł jakiś dziwny mutant ale przed połączeniem sam Hollow wyglądał naprawdę jak Hollow a nie jak szare, machnięte na odwal się coś jak to często bywało. Przede wszystkim miał świetną maskę. Szkoda, że potem go oszpecili tą przemianą. Chciałbym zobaczyć jak tasak Ichigo zatapia się w tej masce rozdzierając ją na pół. To byłoby piękne! Aha, wracając do tego co napisałem wcześniej o porządnie zrobionym Hollowie, miałem oczywiście na myśli zwykłego szeregowego potworasa, Arrancarów w to nie mieszam. Apropo, czy jeszcze kogoś poza mną zainteresowały słowa Ichigo, gdy powiedział że jeszcze nigdy nie widział Hollowa władającego mieczem? Błyskawicznie pojawiło mi się w głowie pytanie: A Grimmjow? Ulquiorra? Dordonii? No cóż, wybaczmy chłopakowi małą amnezję lub raczej niedokładność wypowiedzi. Podobnie mogę wybaczyć temu odcinkowi nudne i głupie momenty. Walka w mieście, walka fajna, walka w shikai i Hollow dostaną 3/5. Miły klimacik się zrobił, nawet jeśli tylko na kilka chwil. A wszystko zasługą niedocenianej przez wielu Truskawki, odrobiny miejskiego budulca i występującego raptem w jednej krótkiej scenie Pustego. Nieźle.
P.S.
Word żartowniś chciał mi wmówić, że Pusty nie występował, a stepował. Głupiutki programik : ] Ale kto wie, znając scenarzystów z Pierrota, może to nie błąd a przepowiednia…
















15 marca, 2010 o 22:55:38
..ile to czasu minęło odkąd widziałem jakikolwiek odcinek bleacha poza a-c…. 3 miesiace? 4?….. ehhhh
[Odpowiedz]
16 marca, 2010 o 00:02:43
Spoko, już niedługo. Podobno.
[Odpowiedz]