Bleach 260
Jeden Zanpakutou i dziecko.
Hisagi, Kira, Ikkaku i Iba wyruszyli by rozprawić się z grupą grasujących w okolicy Zanpakutou. Hisagi musiał odłączyć się jednak od grupy, gdyż został zaatakowany przez Kazeshiniego, który mimo uwolnienia spod wpływu Muramasy wciąż chciał walczyć ze swym panem. Hisagi zwyciężył, jednak Kazeshini nie dawał za wygraną i wkrótce ponownie się pojawił, akurat gdy Hisagi i spółka walczyli z atakującymi lokalną ludność zanami. Z powodu pewnego zbiegu okoliczności Kazeshini dostał pod opiekę małe dziecko, którego ojciec został zabity przez Zanpakutou, które z kolei Kazeshini pokonał. Choć niezbyt optymistycznie nastawiony do swojej nowej roli, z czasem miecz Hisagiego zaczął się przywiązywać do dziecka. W końcu postanowił jednak zostawić je w ukryciu by samemu popędzić na kolejną potyczkę ze swym panem. Dziecko zostało odnalezione przez kobietę, chcącą się nim zaopiekować. Kazeshini obronił oboje a następnie pozwolił małemu odejść. W końcu stanął do ostatecznego pojedynku z Hisagim, godząc się koniec końców na swój los Zanpakutou.
Powiem szczerze, że to najlepszy odcinek od… od dawna, to na pewno. Nie tylko bowiem opowiada o jednym z nielicznych Zanpakutou, które mi się podobają, ale też opowiada całkiem ciekawą historyjkę. Oczywiście historyjka ta jest stara jak świat, bo ileż już razy widzieliśmy szorstkich twardzieli, których serca zaczynały topnieć w konfrontacji z nieletnią miłością, jednak mimo to całość ogląda się przyjemnie i zjadliwie. Jak już wspomniałem, pierwsze skrzypce gra tu Kazeshini, całkiem dobra postać, jednak ma też niezłe wsparcie. Hisagi i wspomagający go Kira to w końcu klasa sama w sobie i szkoda mi tylko, że nic nie wyszło z moich początkowych nadziei na większą rolę dla Iby. Cóż, może kiedyś. Dziecko też było całkiem kawaii, przyznaję, a całości dopełnia kradnący wszystkie sceny, w których się pojawiał, Wabisuke. Kurcze, czemu scenarzyści nie poświęcili mu więcej miejsca podczas tego całego fillera? Myślę, że wyszłoby to zapychaczowi jedynie na dobre. Jego wtrącenia w tym epku to jeden z głównych jego plusów. Innym są walki. Pierwsze starcie Hisagiego i Kazeshiniego było całkiem niezłe ale dopiero drugie to kawałek naprawdę porządnej akcji. Podobało mi się też, i to bardzo, jak Kazeshini rozprawił się pod koniec z Zanpakutou broniąc dzieciaka i kobiety. To dobicie drugim ostrzem było świetne. Apropo Zanpakutou, to one właśnie były tym, co psuło mi cały czas zabawę z oglądania. Serio, spójrzcie na nich. Czy gdyby w odcinku tego nie powiedzieli, pomyślelibyście choć przez chwilę że to są Zanpakutou? W życiu. Wszystkie zbuntowane zany z tego odcinka wyglądają jak zwykli ludzie, tyle że świecą im się oczy. Łał. A najlepsze jest to, że według Mayuriego wszyscy oni są przez cały czas w formach bankai. Pamiętacie, co pisałem o śmierci ich właścicieli w opisie do odcinka 256? O tym, że nie dziwię się, że dali się zabić, mając takie shitniaste miecze? Podtrzymuję to stwierdzenie. Ba, wręcz się w nim upewniam. W poprzednim epku była zmutowana ośmiornica, wcześniej dziwny pajac a jeszcze wcześniej jakiś wychudzony koleś w ręczniku. Extra bankaie, nie ma co. No cóż, skupiając się jednak tylko na tym epku, to chyba właśnie te Zanpakutou są jego jedynym poważnym minusem. Pozostałe, jeśli były, to niezbyt duże. Po raz pierwszy od dość dawna, nie licząc kilku scen w odcinku 257, całkiem nieźle bawiłem się podczas oglądania tej serii. Stąd też wysoka nota z mojej strony – całe 4/5. Sam się dziwię, ale jest naprawdę nieźle. Jak na filler, rzecz jasna.
P.S.
Pierwsze sekundy muzyki w pierwszej scenie tego epka to wypisz wymaluj początek „Hope” grupy Apocalyptica. Nie podejrzewałem Sagisu o takie inspiracje : ]
















17 marca, 2010 o 17:10:49
Ahahahaha xD Wybacz, Dino, ale to właśnie po tym odcinku, moja ukochana siostrzyczka wylała łzy rozpaczy! Ba, niemal rzuciła w trzy diabły fillerki! Ale, jako, że nie lubi zostawiać czegoś niedokończonego, poprzysięgła sobie, że dożyję do końca xD Oki, wracam czytać dalej, po prostu musiałam to napisać po tym co przeczytałam :] („najlepszy odcinek od… od dawna”)
I przyznaję racją mojej siostrze, a co za tym idzie, -z bólem w sercu- Tobie nie ;_; Jakoś Kazeshini nie pasuje mi do roli opiekunki i mięknięcia bo parę razy jakieś dziecko sobie radośnie zakwiliło…Boze, uchowaj mnie przed fillerami! xD
[Odpowiedz]
17 marca, 2010 o 17:15:52
uwielbiam Kazeshiniego! <3 (ale dziecka już nie
zgadzam się że, to był zdecydowanie najlepszy odcinek od dłuższego czasu, oby następne były jeszcze lepsze. W ogóle, mogli by już dać sobie spokój z tymi zapychaczami i wrócić do 'właściwego Bleacha', w sumie jest ciekawiej z zanpakutou, w ludzkiej formie, ale.. no nie wszystkie postacie są zadowalające.
I większość sytuacji jest.. one po prostu są.
Chyba z trzy razy oglądałam jak Kazeshini bronił dziecko i kobietę, najlepsza scena w tym odcinku według mnie.
Ale, jestem zadowolona po oglądnięciu tego odcinka – mogę z radością stwierdzić, że nie było to takie marnotrawstwo czasu, jak podczas oglądania wcześniejszych epków.
[Odpowiedz]
17 marca, 2010 o 18:11:58
Według mnie z Zanpakutou w „ludzkiej” formie ciekawiej nie jest, wręcz przeciwnia, nastręcza to mnóstwa problemów i jest zwyczajnie głupie.
Cóż, gdyby ten odcinek wyskoczył nagle w czasie mangowej akcji, pewnie bym go porządnie zjechał, ale po tym co do niedawna się działo, naprawdę jest jak światło w tunelu. Przynajmniej można było się troszkę zabawić.
[Odpowiedz]
17 marca, 2010 o 18:32:42
Ej, nie denerwujcie mnie! xD Jeszcze dojdzie do tego, że specjalnie -by się przekonać- obejrzę ten odcinek! xD A za nic w świecie nie chciałabym tego ;]
[Odpowiedz]