To Aru Kagaku no Railgun 24 (Finał)
Wielki finał.
Co tu dużo pisać – ostatni odcinek to oczywiście jedna wielka walka z Telestiną i jej oddziałami. Pierwsza połowa to szaleńczy wyścig na szosie i psucie ogromnego robota. O ile już podczas akcji z wielkim płodem podejrzewałem, że scenarzysta zagrywał się kiedyś w automatówki, tak teraz jestem tego niemal pewien. Mech był wielki i transformował się, aby móc używać różnych ataków. Rozwalano go po kawałku, pozbawiając kolejnych części – tak jak nakazuje tradycja najlepszych strzelanin. Ogólnie działo się sporo: Misaka strzelała z railguna, Kuroko naparzała żołnierzy, a Kongou rzucała ciężarówkami.
Druga połowa odcinka to akcja w wielkim kompleksie, w którym Telestina chciała przeprowadzić swój eksperyment. Było standardowo: najpierw bohaterowie musieli dostać lekkie wciry, potem odrobinkę porzucać patetycznymi tekstami, a na końcu oczywiście finalny strzał Misaki przy dźwiękach pierwszego openingu. No a potem dzieci oczywiście obudziły się i zaserwowano nam łzawy happy end.
Wypadałoby jakoś podsumować cała serię. I oczywiście jak na złość nic błyskotliwego nie przychodzi mi do głowy. Koniec końców nie było wcale źle, chociaż bywało przeciętnie. Pierwsze odcinki obudziły we mnie nadzieję na totalnie fanserwisową seryjkę, kolejne niestety zaserwowały coś z zupełnie innej beczki. Zanim na dobre się z tego otrząsnąłem, mieliśmy już półmetek. Potem, wedle tego co powiedzieli znawcy tematu, fabuła radośnie odjechała sobie od mangi i poczęstowano nas serią kompletnie nijakich fabularnie epizodów. Na szczęście dosyć dramatyczna i pełna akcji końcówka trochę się za to odkuła.
Przyznam się, że dla mnie najlepszym miernikiem jakości oglądanej serii jest procent żalu odczuwany po ostatnim odcinku mnożony przez chęć ponownego jej obejrzenia od samego początku. W przypadku Railguna żal ten jest dosyć umiarkowany, a i chęci do ponownego oglądania całości raczej nie stwierdzono. Możliwe że kiedyś powtórzę sobie pierwsze odcinki, ale na tym raczej poprzestanę.
Z mojej strony to już wszystko w temacie przygód sympatycznej Biribiri i spółki. Do zobaczenia, a raczej przeczytania, w opisie jakiejś innej serii z nadchodzącego wielkimi krokami kolejnego sezonu.
















21 marca, 2010 o 00:16:58
Ten odcinek był naprawdę epicki i to w starym, dobrym tego słowa znaczeniu. Podobało mi się w nim naprawdę sporo, że tak wymienię Biribiri jadącą sporo czasu na dachu samochodu – ot, scena która w zwyczajnych okolicznościach wzbudzałaby moje odruchy wymiotne („jakim cudem ten ktoś nie spadł…”) ale biorąc pod uwagę jej zdolności elektromagnetyczne była ona wiarygodna i wyglądała po prostu cool. Kongou wreszcie używająca swojego skilla, bardzo ciekawego zresztą. Saten z baseballem na motocyklu też wyglądała po prostu zajefajnie : ) I w końcu hit wieczoru, czyli Misaka strzelająca railgunem z potężnego kawałka mecha (miast zwykłej monety) oraz Kuroko która jej to wystawiła – obejrzałem to sobie ładnych kilka razy i jeszcze nie mam dość. I nawet mojego wrażenia nie umniejsza fakt iż autorzy zapożyczyli sobie parę scen z openingu (tudzież mieli to tak zaplanowane) – whatever, bo je lubiłem oglądać już wcześniej (Biribiri upadająca na cztery łapy i wczepiająca się w beton niczym rasowy kocurek, mniaaam)
Za ten odcinek daję żelazne 10/10, aż człowiek poczuł się te ileś lat młodszy kiedy to często gęsto anime oglądało się z wypiekami na twarzy… A jeśli chodzi o całą serię to ughhh, ciężki zgryz. Te fillery w drugim półsezonie były beznadziejne, z drugiej strony kilka odcinków w serii było naprawdę super. Świetne też główne postacie i naprawdę świetna gra ich seiyuu. No dobra, 7/10 wygląda uczciwie. A bez fillerów mogłoby być nawet 9/10, ech.
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 00:35:36
Ano, rzeczywiście poczułem się jak za Dawnych, Dobrych(tm) Czasów. Szkoda że niestety teraz tylko fragmenty odcinków pozwalają się tak poczuć. Marzy mi się cała seria, którą znowu będzie się oglądało z wypiekami na twarzy.
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 03:14:00
Zgadzam się z wami Panowie. Szczególnie poczułem epickość jak Kuroko wyjęła swoje zapasy amunicji (zazwyczaj nosiła na nogach małe), ale jak wyjęła „taśmę”, to wiedziałem, że będzie gruba akcja. Cała seria składała się z krótkich dobrych momentów, które niestety nie zostały rozstawione strategicznie by widz oglądał całą serie z przyjemnością. 8/10.
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 09:21:26
Nigdy nie zrozumiem dlaczego oni z takim oślim uporem chcieli nas przekonać do tego że Saten jest jednak do czegoś przydatna.
I czy tylko ja czekałem kiedy Telestina w końcu zacznie się wydzierać o Battlerze?
Osobiście nie jestem zadowolony, oczekiwałem po tej serii czegoś innego niż odcinków zapychających. Do tego w środku seria wykoleiła się i zaczęła nam pokazywać historie postaci drugoplanowych, do tego strasznie nudnych. Najlepszym przykładem jest dla mnie wątek Konori, mało co nie usnąłem oglądając te odcinki.
Koniec końców, odczuwam wielki żal z powodu nie podążenia za wątkiem z mangi, jest on bez wątpienia ciekawszy. Choć w zasadzie to żaden wyczyn, być ciekawszym niż druga połówka railguna.
Ode mnie 5/10.
I gdy jeszcze skończę baka test, mam nadzieję że na długo nie będę musiał słuchać żadnej postaci wrzeszczącej onee-sama.
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 14:04:07
Czy to było pytanie retoryczne?
Nie tylko : ) Też się szybko skapnąłem, że skądś ja ten głos…. aaaha! Ale Ohara Sayaka fajna jest : ) Erza rulez ^^
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 15:08:44
Saten fajna jest. A ten kto jest fajny, nie musi być do niczego przydatny. Grunt że nosi świetnie spodnie 3/4 i super wygląda na motocyklu z bejzbolem w łapce.
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 20:01:36
No i seria się skończyła, nie ukrywam że nie była tak dobra jak na początku. Czyli to co było już powiedziane druga połówka serii to wielki spadek. Zbyt dużo Dramy za mało komedii/akcji ? Sam nie wiem czego mi tu brakuje. Patrząc przez pryzmat całości, to podobało mi sie kilka odcinków, podobały mi się postacie, ale niezbyt podobała mi się fabuła. Czy warto było obejrzeć – myslę że tak. Czy obejrzał bym ponownie – raczej nie. Tak wiec 7/10
Zdrawiam
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 21:33:32
Strasznie sztampowy odcinek i strasznie przewidywalny. W sumie to oglądałem od akcji do akcji przewijając dialogi (poza kwestiami Kuroko – uwielbiam jej głos
). Nie zmienia to jednak tego, że przyjemnie się oglądało.
Całość dostaje 7/10
[Odpowiedz]
21 marca, 2010 o 22:12:17
po ostatnim epie mam mieszane uczucia z 1 strony mieliśmy fajny pokaz mocy bohaterów ale z 2 strony ten patos i jak to określił kolega wyżej sztampowość strasznie wkurzały, ogólnie seria miała podobny no może trochę słabszy poziom do indexa, w zasadzie od odc. o tej karnej lekcji jakoś zaniżono poziom fabuły więc dla mnie ta seria jest na 7 ale za saten-chan dam 8
[Odpowiedz]
22 marca, 2010 o 14:50:44
Hm…Co dobre szybko się kończy. Jakie to banalne. A jednak. Siła tej serii były pojedyncze epizody, które nie wnosiły niczego nowego do fabuły, ale za to prezentowały bohaterów w nowym ujęciu.
Teraz pozostaje czekać na kontynuacje?
[Odpowiedz]