Bleach 264
Sake, słodkości i różowy pajac czyli mieszanka skrajności.
Dobra, na wstępie trzeba sobie jakoś ułatwić życie, i nadać obu częścią Zanpakutou oddzielne nazwy. Nie ma sensu tytułować ich na pół linijki przez cały opis. Dlatego niska będzie Katen, a wyższa Kyoukotsu. Dlaczego akurat tak? Bo wyższej i tak nie będzie w opisie, a Katen łatwiej się pisze. Pasi? No ja myślę. Tak więc, skoro to mamy już ustalone, zagłębmy się.
Kyouraku właśnie relaksował się w towarzystwie swych mieczy, gdy nadeszła Nanao. Dostała ona za zadanie pojmać jeden z poszukiwanych Zanpakutou, a do pomocy jej, kapitan oddelegował Katen. Niestety, obie dziewczęcia niezbyt potrafiły się dogadać. Wkrótce wyczuły jednak reiatsu swego celu, a pierwsza do akcji ruszyła Katen. Bawiła się ona swoją ofiarą, w czym Nanao chciała jej przeszkodzić, jednak przy okazji ofiara zdołała zbiec. Nanao poradziła się w sprawie swej nowej towarzyszki Matsumoto, jednak jej pomoc na niewiele się zdała. Podobnie zresztą, jak pomysł Nanao z urządzeniem przyjęcia na łonie natury (ta, wielka mi odmiana w przypadku Kyouraku). Na szczęście pani porucznik ósmego oddziału wreszcie zdołała dotrzeć do Katen, jednak ich chwila czułości została przerwana atakiem Zanpakutou z początku. Nanao i pozbawiona broni Katen nie mogły dać sobie z nim rady, jednak bez najmniejszego problemu i w mgnieniu oka poradził z nim sobie Kyouraku. Ostatecznie między Nanao i Katen zawiązała się bliższa więź.
Na początek muszę się wyżyć i powiedzieć jasno jedno. Katen jest niesamowicie kawaiiowa. Tak jak prawie wszystkie te durne Zanpakutou sam najchętniej bym zdetnołtował (Light, giw mi pałer!), tak ją po tym odcinku uwielbiam. Zresztą ja zawsze miałem miękkie serce do cichych, aspołecznych bohaterek odciętych od rzeczywistości. Moja wszechczasowa ulubienica tego najlepszym przykładem. No ale mniejsza o moje fetysze, bo za dużo by mówić. Dałem mały upust swoim instynktom, czas skupić się na samym odcinku. W nim miła niespodzianka, bo poza tym że jedną z dwóch głównych ról ma wspomniana Katen, drugą wzięła na siebie niemniej superaśna Nanao. To już drugi odcinek w tym fillerze, w którym Nanao ma większą rolę, co może jedynie cieszyć. Dodatkowo na drugim planie mamy tutaj ulubieńca mas, Kyouraku, za co należy się kolejny punkcik. Patrząc więc na obsadę, póki co jest nawet lepiej niż dobrze, można więc mieć nadzieję na przynajmniej niezły odcinek. Cóż, idąc dalej znajdziemy jednak w tej mieszance kilka niezbyt smacznych składników. Po pierwsze, przeciwnik. Od samego początku chara designerzy tych indywiduów (a raczej amatorzy chara designerów udający) nie dają nam, mówiąc bardzo delikatnie, powodów do zachwytu. Tym razem jednak przeszli sami siebie. Gość, z którym walczą nasze bohaterki, wygląda jak skrzyżowanie Zorra, Różowej Wojowniczki i Tomasza Jacykowa, a na dodatek ma fryzurę, która bije na głowę, i to kilka razy, słynny w pewnych kręgach kok Małgorzaty Kożuchowskiej. Serio. Jak go zobaczyłem, to aż nie uwierzyłem. Kolejną rzeczą jest lekkie nadużywanie już postaci Matsumoto. Nie zrozumcie mnie źle fani pani porucznik, uważam że jest ona bardzo spoko, ale robiąc już takie zapychacze o różnych postaciach można by dać szansę komuś innemu, zamiast w niemal każdym odcinku wpychać na ekran te same osoby. Tym bardziej, że dzięki Matsumoto dostaliśmy szczyptę psychologii na poziomie American Pie Beta House, gdy wraz z Nanao chciała zmienić nastawienie Katen ciuchami i facetami. Choć przyznać muszę, że akurat scena z tym zastępem przystojniaków wyszła całkiem nieźle. Jednak rzeczą naprawdę denerwującą jest to, że miecz Kyouraku, powtórzę, KYOURAKU, nie może dać rady jakiemuś różowemu kretynowi z fryzurą wartą złotej maliny za charakteryzację. Okej, w pierwszej walce dawała sobie z nim radę świetnie, w drugiej już jednak było całkowicie odwrotnie. Co jest tylko dodatkową głupotą, bo za drugim razem różowy był ranny, więc Katen powinna mieć łatwiej. Powiecie, że nie miała miecza? To tylko kolejny dowód na debilizm twórców. Do tej pory każdy Zanpakutou materializował i dematerializował broń kiedy tylko chciał. I Katen też to robiła, nawet w tym odcinku. Więc dlaczego nie zrobiła tego podczas walki? Tamten miecz pod drzewem mógł po prostu zniknąć a w jej ręku pojawić się kolejny. Czy ci scenarzyści cierpią na jakieś zaniki pamięci krótkotrwałej? Czy też po prostu są bandą kretynów bez krzty umiejętności logicznego myślenia? Jakkolwiek by nie było, serii to na dobre nie wychodzi, oj nie. Przyznać jednak trzeba, że o ile w finałowej walce Katen została zlejmiona, o tyle Kyouraku został pokazany tak jak trzeba. Wpadł w mgnieniu oka, rozwalił gościa w mgnieniu oka i po prostu zrobił swoją osobą wrażenie. I tak być powinno. Szkoda, że twórcy zapomnieli o tym w DDR ale dobra, to już dawne czasy więc nie będę tego dalej drążył. Podsumowując więc już sam odcinek, to gdyby nie liczyć tego różowego czubka i walki na końcu, mi by się podobał. Okej, okej, tylko ze względu na słodziutką Katen, ale to już coś, no nie? Bo poza tym dostajemy tylko dawkę infantylności. Dlaczego akurat Nanano ma iść na misję łapania Zanpakutou? Co to, Gotei składa się z tysięcy Shinigamich a za bandą świrów uganiać muszą się dowódcy i ich zastępcy? I w ogóle co to za misja? „Nanao, idź se w miasto i kogoś złap”. Ile w tym jest sensu? Wiarygodności? Ile w tym jest profesjonalizmu? Za grosz moi drodzy, za grosz. Jeny, mają szczęście ci Pierroci że to epek o dwóch bardzo fajnych dziewojach, bo byłbym dużo ostrzejszy. A tak, dzięki takiej obsadzie, da się go oglądać. Jest głupi, ale jest się z czego cieszyć. Ale to jeszcze nic, tak apropo cieszenia. Największy ubaw miałem dzięki muzyce. Dokładniej dzięki temu kawałkowi zaczynającemu się tuż przed jedenastą minutą, podczas rozmowy Nanao i Matsumoto. Daję słowo, że aż spauzowałem epek, żeby sprawdzić, czy w jakiś przedziwny sposób nie uruchomił mi się Harvest Moon. Myślałem że zaraz zobaczę, jak Shinigamce uprawiają ogródki i dają łapówki gangowi przykościelnych krasnoludków. Naprawdę mnie to ubawiło, nie powiem. Zabawnie było też na samym końcu. Wprawdzie goldenowska saga o Sasakibe chyba się już skończyła, ale zamiast tego dostaliśmy Gina i jego encyklopedię. Już widzę, jak wszystkie fanki pana zmrużone oczka piszczą widząc swoje srebrnowłose bożyszcze pod prysznicem. Harribel to jednak cicha woda, nie ma co. I w ten oto sposób raz jeszcze kończę akcentem jak najbardziej pozytywnym. Tylko co z oceną? Odcinek jest głupi, fakt, ale kurde… Muszę podnieść ocenę do trójki. Wiecie chyba dlaczego. Ona jest po prostu taaaaka faaaajna!
















07 kwietnia, 2010 o 00:18:18
Hahaha obejrzałem (na tyle ile to było możliwe) co oni muszą mieć we łbach żeby taki syf robić? xD Ktoś przypomni kiedy to gówno sie kończy?
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 01:45:20
Za tydzień już odcinek na mandze.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 09:14:47
ja nie wiem jakim cudem potrafisz się rozpisać o takim czymś…. xD
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 09:48:08
ale już czuć po niektórych fragmentach tych recenzji Dino, że twój firewall w głowie nie wytrzymuje pod naporem tego syfu ^^ całe szczeście że to koniec o_O
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 13:25:22
Mój firewall nie wytrzymał i się rozpękł podczas oglądania pamiętnego epka z przemianą Muramasy, czerwonym glutem i zrytym uśmiechem Inoue. Odcinek następny tylko mnie dobił i od tamtej pory w sumie mi to wisi. Tamte dwa, plus epek z tą laską z wąsami na włosach co czytała w myślach, to moje absolutne top 3 najgorszych epków Bleacha (żal nazywać to w ogóle Bleachem) ever. Reszta to popłuczyny.
Obik, się gra, się ma ; ]
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 13:38:57
hahaha fakt, te 3 to była istna rzeź szarych komórek xD
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 13:53:51
Dokładnie. Powinni je wydać razem na DVD, na pudełko dać jakąś grafikę rozkwaszonego mózgu i ociekającej krwi i podpisać właśnie „Rzeć szarych komórek”. W kinach można by było robić maratony dla masochistów a w więzieniach można by tego używać w ramach kary śmierci zamiast zastrzyków. Tak są potężne te trzy epki : ]
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 14:12:46
wiesz ja sie najbardziej boje co za potworności zgotują nam debile z pierota na nastepny filler ^^ Mieliśmy w końcu cały czas tendencje spadkową z fillerami.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 14:57:29
Trzeba im przyznać przynajmniej tyle, że dobitnie uczą nas, bi nigdy nie mówić nigdy. Ja mówiłem dwa razy, i za każdym razem się przejeżdżałem. Teraz już nic nie mówię. Wolę nawet się nie zastanawiać, co będzie potem. Wystarczy mi gówno, które mamy tu i teraz. Jeny, jak dobrze że już koniec.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 15:02:50
tak, nie oglądałem bleacha od… nie wiem poprzedniego roku kiedy zaczął sie zapychacz. Tyle czasu…
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 15:37:17
Jakieś 8 miechów. Niemal jak wieczność.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 16:14:16
coo? to aż 8 miesięcy trwało? o_O
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 16:46:41
Pierwszy epek – 28 lipiec 2009, ostatni – 6 kwiecień 2010. Nomanie im się zeszło.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 17:32:20
masakra normalnie! Ja to myślałem ze to moze ze 2 miechy sie tak ciągnie a tu taki zonk. Tym lepiej że sie kończy. Na czym wogóle skończyli w ekranizacji mangi?
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 17:54:00
2 miechy? Stary, definitywnie powinieneś popracować nad poczuciem odległości czasu, czy jak to tam nazwać xD Dwa miechy to trwała druga część fillera, ta po śmierci Muramasy.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 18:17:07
Komentarz dobitny jak zwykle;] Pierwsze wrażenie, to, O matko, ile on wydziergał na temat tego gówna! Jednak jak już się czyta, to samo leci. Już się nie mogę doczekac odcinków z mangi. Pokaż ▼
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 18:25:10
Wszystko fajnie, ale następnym razem nie spoiluj mangi w komentarzach do anime, a jeśli już, to wystarczy użyć spoiler taga : ]
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 18:35:21
Przepraszam, zapomniałam o tym, choc tag widnieje jak wielki byk nad ramką.
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 18:42:06
Trzeb przyznać że ja i Dino mamy podobne upodobania, bo ta Katen wygląda uroczo. Fajnie by było mieć taką kicie w domu:P Jak już kiedyś wspomniałem i polecam jeszcze raz obejrzenie Busou Renkin. Powinno ci się spodobać
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 19:07:05
co wy gadacie o Katen, ten różowy kolo rządzi xD haha
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 19:50:03
Mówiłem, nie ma to jak aspołeczne, żyjące w soim świecie, urocze białogłowy : ]
Barnik, spoko, jestem w tych kwestiach całkowicie tolerancyjny.
xD
[Odpowiedz]
07 kwietnia, 2010 o 19:54:16
A, a co do Busou Renkin, to myślę że w przypływie weny i czasu sobie tą serię sprawdzę. Ta dziewoja z blizną wygląda fajnie, ale najbardziej podoba mi się koleś z motylem na buziuchnie. Jeden z najzajebistszych chara designów jakie w życiu widziałem xD Tak więc obejrzę na pewno, ale nie wiem jeszcze kiedy : ]
P.S.
Do tego gość-motyl mówi głosem Kona, to musi być mocne xD
[Odpowiedz]