Bleach – rozdział 399

399. „Deicide”
Isshin kontynuował swój zażarty atak na Aizena, który zręcznie odpowiadał na jego rąbanie unikami, uciekając się wreszcie do użycia kidou. Tymczasem Gin wdał się w rozmowę z Ichigo, mimo że Truskawa wcale tego nie chciał. Gin wspominał ich poprzednie starcie, jednak Ichigo stwierdził, że go nie pamięta, gdyż nie zapamiętał miecza ani serca Gina, w przeciwieństwie do innych przeciwników, z którymi walczył. Wtedy Gin zdradził Ichigo możliwości swojego shikai, a następnie również bankai. Po czym zaprezentował owo bankai. Kamishini no Yari. Ku jego zaskoczeniu jednak, Ichigo w starciu z nim bardzo dobrze sobie poradził, raniąc jednocześnie Gina czarną Getsugą.
Tite, och Tite, co żeś ty uczynił… Zadrwiłeś z nas. Zadrwiłeś z nas okrutnie. To my napinamy swoje mózgownice, dwojąc się i trojąc by przewidzieć w choćby najmniejszym stopniu wygląd i umiejętności bankai Gina. Szukamy wszelkich najmniejszych nawet wskazówek by jakoś naprowadzić się na właściwy tor i móc udowodnić swoje teorie. Do tego siedzimy jak na gwoździach przez cały tydzień, w oczekiwaniu na wielki pokaz mocy prawej ręki zła. Wielu zapewne nie wytrzymało nerwowo, wielu kondycyjnie, a niektórzy pewnie od siedmiu nocy nie spali oczekując. Doprawdy, więcej snu zaznaliby, gdyby ścigał ich Freddy Kruger. Mówiąc krótko – czekaliśmy. Ech, aleśmy głupi.
Tite bowiem wcale nie zajmował się zmyślnymi mocami, przemianami czy bronią. Nie. On poszedł po najmniejszej linii oporu i po prostu pozwolił Ginowi wydłużyć miecz jeszcze bardziej. Okej, okej, trzynaście kilometrów robi wrażenie, ale z drugiej strony… po co? Po co komu miecz wydłużający się na trzynaście kilometrów? Żeby skosić wszystkich przeciwników? Sorki, ale w takiej walce jak obecna, jeden kilometr wystarczyłby z nawiązką i naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić walkę, w której potrzebny byłby miecz o długości trzynastu kilometrów. Jedyna możliwość, jaka przychodzi mi do głowy, to taka, że Gin jeszcze przed walką staje sobie, dajmy na to, w środku Karakury, wymachuje mieczem wokół własnej osi i kosi całą Truskawa Team na hita. A i to byłoby trochę wątpliwe. Przy tym nawet bankai Soifon wydaje się bardziej sensowny, chociaż ma więcej wad niż zalet. Zapominając już jednak o samej praktyczności czy przeznaczeniu, nie oszukujmy się, chcieliśmy żeby Gin zrobił show. Wiadomo, jakoś się zmienił, tak jak robią to niektórzy, albo zmienił samą broń, albo wykreował cokolwiek, nie wiem, choćby jakiś kawał przestrzeni do wystrzeliwania ostrzy, jak niektórzy spekulowali. Tymczasem Gin jedynie bardziej wydłużył miecz. Zawiodłem się, zawiodłem wręcz na wskroś.
Ale jednak nie jest znowu tak tragicznie, nie zapominajmy o tym, gdy z zawodem wypisanym na twarzy będziemy próbowali jakoś doegzystować do końca dnia. Otwierająca rozdział walka Isshina i Aizena wygląda naprawdę dobrze. Isshin rzeźni aż miło, a Aizen podszczypuje w należny sobie sposób. Do tego wreszcie zobaczyłem, jak używa Raikouhou. Dziwiłem się, że w grze Bleach Blade Battlers 2nd uzbroili go w to zaklęcie, mimo że nigdy w serii go nie użył. Cóż, teraz już to zrobił więc mogę grać będąc spokojniejszym. Podoba mi się także rozmowa Gina i Ichigo. Gin jak zawsze jest tak niesamowicie przyciągający. Rozprawia sobie z uśmiechem na ustach, wspomina, mówi miłe słówka, choć wszyscy wiemy, że kryje się za tym wszystkim jedynie zimna rządza mordu. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak Ichigo. Wygłosił kolejną bardzo fajną mowę i znowu dał dowód tego, jak bardzo się rozwinął. Co więcej, to samo zrobił też już w czasie walki, gdy bez większych problemów zatrzymał bankai Gina po czym zdołał zaatakować i to skutecznie. Nie to jednak jest najlepsze. Najlepsze jest to, że każde słowo jakie przy tym wszystkim wypowiadał, brzmiało jakby wyszło z ust starego wygi, mądrego i pełnego doświadczenia. Zmiana, jaka zaszła w Ichigo, jest porażająca. I strasznie mi się podoba. Apropo strasznie. Myślę, że kończąca chapter ramka z Ginem zapowiada jego kontratak a także to, że to co pokazał do tej pory było tylko małą wprawką. Dzięki temu odżyła we mnie nadzieja. Nie zapominajmy, że na jednej formie czy umiejętności bankai kończyć się nie musi. Nie zapominajmy o tym, że ten facet to Gin. Nie zapominajmy także o tym, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że bankai to nie wszystko, co może mieć w zanadrzu. Jeśli to jednak prawda, miejmy jednak nadzieję że nie skończy jak Tousen – mucha. Podsumowując więc cały rozdział, ogólnie przedstawia się on naprawdę bardzo dobrze. Jedyne, co w nim nie zagrało, to samo bankai, ale poza tym akcja i dialogi są moim zdaniem jak najbardziej zadowalające. No i nie można zapomnieć o świetnej stronie z Shinjim na początek. Mówię Wam, ten facet powinien mieć na drugie „Za**bisty”. No i aż dwa razy mogliśmy popatrzeć Ginowi w oczy. Przy czym raz aż zmazał mu się z twarzy uśmiech. No to jest coś. Ostatecznie więc wystawię rozdziałowi ocenę 4/5. Bankai bardzo mnie zawiódł, ale poza tym jest git, no i Ichigo zwala wręcz z nóg, co uznaję za wielki plus. A za tydzień świętujemy cztery setki (teoretycznie, bo praktycznie Bleach już jakiś czas temu przekroczył te 400 rozdziałów). Oby Tite stanął na wysokości zadania na tak okrągłą rocznicę.
Okładkę wrzucę później, bo strona, na której czytam, nie pozwala na używanie swoich skanów. Musze więc czekać na inne wydanie, które coś się spóźnia. Prawdę mówiąc byłem gotowy z opisem już o dwunastej ale postanowiłem poczekać na tą okładkę. Teraz jednak widzę, że za długo to trwa. A tak btw okładki, przyznacie, że ta do opisu pasuje idealnie.





08 kwietnia, 2010 o 16:37:39
13 kilometrowy miecz.
Geeee strasznie to przydatne, bo przecież katana która jest długa jak sto katan to cholernie za mało.
Dzięki kubo, kolejne spierdzielone bankai ;(
[Odpowiedz]
08 kwietnia, 2010 o 18:08:37
Zaczynając od początku, nawalanka aizen z isshin’em bardzo mi się podoba, w końcu jakiś pojedynek gdzie obaj rywale pokazują klasę nie mając jakichś tanich sztuczek w zanadrzu (np.wonder dla yamy), pewnie długo ta walka nie potrwa a szkoda bo ojczulek w walce prezentuje się znakomicie, no i w końcu gin vs ichigo,, najpierw mamy pogawędkę która mi się bardzo podobała, gin z tym ciągłym uśmieszkiem zgrywa luzaka a ichigo i tu ci przyznam rację dotrzymuje mu kroku, nie podnieca się, jest spokojny, opanowany, nie daje się sprowokować ginowi. Co do paneli strasznie mi się podobają te ze str.9 jak gin zwiększa reitasu, zawsze mi się podobała ta otoczka tak jakby grawitacja zaczynała szaleć, czuje się wtedy moc i jeszcze na uwagę zasługują panele gdzie gin otwiera oczy wyszły jakoś tak świetnie. Jednak w końcu na str. 11 dochodzimy do najgorszego w tym chapie, co tu dużo mówić tite rozwalił mnie na maxa, co to ma być do cholery – 13 km, i co to mu da , na prawdę nie wiem czym się gin na tej stronie podnieca, obok bankai’u soifon jest to niestety najgorszy póki co bankai w bleach’u nawet ikkaku ma ciekawszy. Jednak mimo iż miecz ma skopany to gin to klasa sama w sobie i myślę że jeszcze pokaże na co go stać, w końcu jest to 1 z bardziej lubianych postaci a nie wierze że tite strzeli se samobója szmacąc taką postać. No i jeszcze co do miecza to zaintrygowała mnie jego nazwa kamishini no yari (god killing spear)ciekawe na którego boga jest ten miecz, tego z royal guradami czy aizen’a, wiadomo może te nadzieje zostaną tak szybko sprowadzone na ziemię jak całotygodniowe oczekiwanie na bankai’a ale cóż zawsze szukam jakichś pozytywów. A i no jeszcze okładka – shinji jak zwykle pełen luz i to w nim uwielbiam.
[Odpowiedz]
08 kwietnia, 2010 o 19:03:15
Myślę i mam nadzieję że tak będzie że ten chapter jest tylko przygrywką do tego co Gin pokaże w następnym co ładnie się zejdzie z okrągłą 400 setką. W przeciwnym wypadku uznam że Kubo tym chapem zniszczył mojego ulubionego bohatera którym jest Ichimaru Gin. Dla mnie ten chap to takie 3/5. Znowu Ichigo plecie od rzeczy żeby tylko zająć więcej paneli jako main hero, „nie widziałem twojego serca ani miecza, podczas naszej walki”- wtf?. Dzięki Ci Ichigo za tą drogocenną wiadomość, od teraz będę na ciebie i na całego Bleacha inaczej spoglądał. Po co nam wiedzieć kim jest Isshin, o wiele ważniejszą informacją jest, że Ichigo nie widział, nie rozumie, nie czuje serca Gina. O Issihine i tak się pewnie dowiemy się wszystkiego z przyszłego arc’u ale można by teraz uchylić rąbka tajemnicy zamiast wpychać pseudo te dorosłe gadki Ichigo rodem z shonenów klasy B. Oto jak zmarnować połowę chapa na rozmowę bez której mogli byś my się spokojnie obejść. Plusem tej gadki jest chyba tylko to że wynika z niej że Gin jest wyjątkowy.
[Odpowiedz]
09 kwietnia, 2010 o 09:21:49
Szlag, to ma byc ban kai? Niech to, zupełnie na mnie nie robi wrażenia. Za to screen gdy Gin wypowiada jego nazwe i otwiera oczy zrobił na mnie piorunujące wrażenie – doskonale oddaje jego psychopatyczny charakterek. Mimo wszystko mam nadzieje że to nie jest jedyna forma jego ban kai i Ichimaru zacznie prawdziwą rzeź na którą czekamy. W końcu Byak nie może być jedynym co ma aż 3 jego formy nie sądzicie?
[Odpowiedz]
09 kwietnia, 2010 o 16:22:05
Dodatkowo tak jak u Byaka bankai Gina to jedynie rozwinięta forma shikai, nic więcej. To pozwala mieć większą nadzieję, że również tak jak Byak, Gin ma dodatkową formę lub nawet formy.
[Odpowiedz]
11 kwietnia, 2010 o 22:18:13
tak się z ciekawości i całkowicie offtopowo zapytam – kto z was założył AC? Napewno Kazio miał duży udział, oprócz niego jeszcze Dino mi przychodzi do głowy, no moze Tenchi? Więc jak to było?
[Odpowiedz]
11 kwietnia, 2010 o 22:25:07
Kazio. AC to Jego dziecię. Na początku ktoś Mu chyba pomagał z grafiką, nie wiem czy też z programowaniem, ale to wszystko. Reszta to szaraczki : ] Aczkolwiek mogę się gdzieś mylić, jak coś to sory Panie Szefu ^^
[Odpowiedz]
11 kwietnia, 2010 o 22:55:31
Ależ to pięknie napisałeś Dinuś.
Prawdą jest, że to dzięki mnie narodziło się AC, ale w jego wychowaniu pomagało mi sporo ludzi i wielu wciąż pomaga – za co im bardzo dziękuję.
[Odpowiedz]
11 kwietnia, 2010 o 23:56:09
Podlizywanie się to podstawa ; ]
[Odpowiedz]