Bleach – rozdział 406

„Deicide 8 End of the Chrysalis Age”
Mimo całej siły włożonej w atak, Isshin nie był w stanie zaszkodzić Aizenowi swoją Getsugą. Zamiast tego, powłoka otaczająca ciało Żelmena zaczęła się rozpadać. Aizen przeszedł do ataku. Zwróciło to błyskawicznie uwagę Ichigo, wciąż tłamszonego psychicznie przez Gina. Gdy ten stwierdził wreszcie, że czas aby skończyć z Truskawką, pojawił się przy nich Aizen. Isshin, Urahara i Yoruichi zostali przez niego błyskawicznie pokonani i teraz już tylko Ichigo stał na polu walki. Aizen nie zamierzał się nim jednak przejmować i nakazał Ginowi otworzyć Senkaimon, by obaj mogli przez niego przejść do prawdziwej Karakury znajdującej się w Soul Society. Nim odeszli, powłoka Aizena rozpadła się i pokazał on swą nową twarz. Aizen i Gin wyruszyli zostawiając oszołomionego Ichigo. Nagle jednak u jego boku stanął Isshin, by wraz z synem ruszyć za wrogiem.
Nie… nie… nie mogę w to uwierzyć! To naprawdę koniec! Wreszcie skończyła się bitwa w Fałszywej Karakurze! Hurra! Jasne, to jeszcze nie koniec całego wątku tej walki, bo będzie on najwidoczniej kontynuowany jeszcze w prawdziwej Karakurze, ale nie zmienia to faktu że nareszcie, koniec końców, zmieniamy scenerię. Skończył się ten przydługi już dość etap historii. Cieszę się niezmiernie! Tym bardziej, że skończył się, przyznaję, bardzo fajnie. Aizen, kiedy postanowił powalczyć na serio, a i to najwyraźniej nie do końca, naprawdę wymiótł swoją potęgą, nawet jeśli tylko poza kulisami. Inna sprawa, że wciąż charakteryzuje się brakiem konsekwencji, tłukąc swych wrogów na kwaśne jabłko ale nie potrafiąc ich zabić. A może nie chcąc, kto go tam wie czy znowu czegoś dziwnego nie planuje. Ale zostawmy same działania naszego bossa zła i ciemności, skupmy się na chwilę na jego nowym wyglądzie. Cóż, przyznaję bez bicia, myliłem się. Byłem święcie przekonany, że ten „duch”, jak zwykłem sobie dla celów prywatnych nazywać powłokę Aizena, jest jego nową formą może jedynie ewentualnie przywoływaną i zrzucaną na zasadzie masek Vizardów. A tu okazuje się, że była to tylko forma przejściowa. Taka poczwarka. Ale przecież ta poczwarka wyglądała tak fajnie, dlaczego się jej pozbywać na rzecz innej postaci? Czy ma ona szanse wyglądać lepiej? MA! Nowy dizajn Aizena prezentuje się, adekwatnie do postaci a raczej jej mniemania o samym sobie, bosko. Aizen dostał oczęta Vizarda w masce, z czarniastymi jak noc białkami. Do tego dostał też długich, na wzór rogatego Ichigo, włosów, w których wygląda po prostu badassowsko. Zresztą nie od dziś wiadomo, że długie włosy są wypaśne. Wiem, bo mam. Jestem więc jak najbardziej za, jeśli chodzi o nowy wygląd Żelmena. Taka prezencja mi pasuje i to bardzo. Tite się postarał i ja biję mu za to brawa. Ale to jeszcze nie koniec ciekawych rzeczy w tym rozdziale. Inną jest z pewnością dalsza gra Gina na psychice Ichigo. Ichimaru łamie naszego main hiroła niczym zapałkę, uderzając go gdzie i jak najbardziej boli, a przy tym nawet nie ruszając palcem. Ichigo jest załamany psychicznie. Wcześniej już raz zdarzyło mu się dostać doła, dokładniej na początku arcu Arrancarów, gdzie było to spowodowane jego problemami z Hollowem i wynikającej z tego bezsilności, ale to nic w porównaniu z tym, co przeżywa teraz. Gin to okrutnik w pełnym tego słowa znaczeniu. Niestety, ponownie na horyzoncie pojawiła się wizja jego śmierci. I to na dodatek z ręki samego Aizena. Żelmenowi nie spodobało się to jak Gin zabawiał się z Ichigo i to, co chciał mu zrobić. Czyżby Gin chciał połamać ulubioną zabawkę swojego szefa wbrew jego woli? I czyżby Ichigo miał rację, wątpiąc w bezpieczeństwo Gina, gdy będzie stał on u boku nowego, jeszcze potężniejszego Aizena? I czy znowu mam powtarzać „obym się mylił”? No cóż, wobec Tousena i Harribel Aizen skrupułów nie miał. Jeżeli Gin także stanie się dla niego nieprzydatny lub uciążliwy, szefu może znowu posunąć się do „kanibalizmu”. No ale nie ma co krakać, bo jeszcze wykraczę i dopiero będzie. Tak więc przechodzimy do zakończenia. Zostawienie Ichigo na polu walki było znamienne – Aizen wciąż snuje wokół niego swoje plany. Do tego wyglądało to bardzo fajnie, gdy dwóch złych badassów opuszczało pole walki zostawiając za sobą kompletnie bezradnego głównego bohatera. Naprawdę spodobało mi się takie zakończenie. No, ale na nogi stanął jeszcze Isshin. Pytanie, cóż mogą oni teraz zdziałać? I skąd u Isshina pomysł, że Ichigo potrafi otwierać Senkaimon? Nie wydaje mi się, żeby umiał to robić. Może więc do tego przyda się Matsumoto? Może sam Isshin? A może ktoś jeszcze inny? Wyobrażacie sobie cały tydzień czekania po czymś takim? Ja nie. Kurde, jest dobrze! 5/5. Nawet jeśli Tite znów za bardzo rozwlekał chapter wielkimi rysunkami wybuchów itp. I to jest moim zdaniem jedyny jego minus.
P.S.
Okładka jutro.





03 czerwca, 2010 o 11:33:23
Oł jeaa, to mi się już podoba ^^ Dobzi rozłożeni na łopatki, Ichigo sparaliżowany, Aizen uzyskuje nową formę, bitwa w karakurze nareszcie się kończy. Teraz czas na powrót do Soul Society i prawdziwy wygrzew w otoczeniu doskonale znanych nam ulic Sereitei. Miodek 5/5
[Odpowiedz]
03 czerwca, 2010 o 12:00:15
jakoś szybko w tym tygodniu wyszły ang. skany w sumie to dobrze bo tite zaserwował nam świetny chap. kończący walki w fk. Zaczynając od okładki to jest po prostu genialna zresztą tite akurat jeśli chodzi o okładki to zawsze staje na wysokości zadania, tak samo jak gin, jego teksty nieźle ryją banie ichigo. No i w końcu doczekaliśmy się rozkruszenia się tej powłoki i przyznam, że nowy wygląd aizen’a jest powalający, z resztą mam takie same odczucia jak dino w stosunku do długich włosów, do tego te pozostałości powłoki uformowały fajny płaszczyk, no i te vaizardowe do dadające złowieszczości oczy kurde tite przeszedł samego siebie. A i jeszcze zaczynam mieć wrażenie, że coś się psuje w „związku” aizen-gin, widać że ten 1 nie ufa do końca ginowi a ten 2 jakby coś kombinował na boku, szczególnie pokazują to gdy rozmawiają o ichigo i te spojrzenia jakie na siebie kierują, może wyjść z tego jakiś ciekawy wątek. Teraz pozostaje pytanie co sie z tanie prawdziwą karakurą bo wiadomo, że aizen raczej musi wejść do wymiaru króla ciekawe jak to tite rozegra. Jedyny minus w tym chapie to nie zabicie wrogów przez aizena, na prawdę nie rozumiem dlaczego ktoś kto nie wahał się ani sekundy aby zabić „swoich” miałby jakieś problemy z zabiciem wrogów tu jednak trochę logika podupada i tite serwuje nam typowy shounenowy motyw z lekceważeniem przez gł. złego siły dobrych, bo nie wierzę że aizen jest na tyle nie rozgarnięty żeby nie domyślić że reszta jeszcze żyje (chyba że nie ma jak endriu gołota wykańczającego uderzenia). Mimo to 5/5 i duże oczekiwania na przyszłość.
[Odpowiedz]
03 czerwca, 2010 o 12:40:58
Albo Tite znowu jest pała nie zabijając dobrych albo naprawdę Aizen coś planuje jak już pisałem. Kto ich tam wie.
A jako że nikt nie piszczy, to sam se popiszczę, bez łachy. Ekhem. „Łał, Dino, ale szybko opis! Normalnie klasa! Jesteś moim masta of dizasta!”. I kurde styknie bo jeszcze mnie rozpuścicie.
[Odpowiedz]
03 czerwca, 2010 o 19:20:58
mysle ze aizen moze chciec zamienic kapitanow w arrancarow
byliby o wiele silniejsi i mogliby pomoc mu w bitwie z royal guardami jesli bedzie ten watek rozwiniety
[Odpowiedz]
04 czerwca, 2010 o 13:28:33
A widzisz, widzisz, Dinuś, mnie akurat zaskoczyłeś tak szybkim dodaniem! Ja się spodziewałam, że zrobisz to dopiero w przyszłym tygodniu! Jak zawsze, zanim wyjdzie następny, a tu taka niespodzianka…przez Ciebie musiałam rozdział przeczytać, bo jeszcze chciałam sie dowiedzieć, co żes tutaj naskrobał! xD Ostatnio, przyznam z bólem, że w ogóle nie czytam Twojego opisu jeśli chodzi o moangi… ale teraz już zaczne :] Szczególnie ten, który wyjdzie w przyszłym tygodniu : >
A co do nowej formy Aizena, jak dla mnie, wypisz wymaluj Kurosaki, podczas gdy jego maska pękła i tak fajnie upadał na ziemie ^^’ Co nie znaczy, że to źle! Bardzo mi się podoba, bo tak jak Ty, uwielbiam długie włosy >D
[Odpowiedz]
04 czerwca, 2010 o 18:34:10
Ha! Długie włosy rulez all! I masz rację, Aizen jest zrobiony pod tamtego Ichigo. Możliwie, że nie bez powodu. I też nic do tego nie mam. Przeciwnie, jak mógłbym, kiedy Żelmen wygląda tak superaśnicko.
[Odpowiedz]
04 czerwca, 2010 o 18:38:16
A kapitanów z Arrancarów to znaczy się jak? W Arrancarów zmienia się Hollowy, kapitanów to jak już w Vizardów. A i to by nic nie dało, bo przeca osobowość się przy tym nie zmienia. Przykładem Shinji i spółka. No chyba że Aizen wyprałby ich czachy swoją hipnozą czy jeszcze innym tałatajstwem. Wątpię w to jednak. Pewne jest, że Aizen ma plany powiązane z Ichigo. Kapitanowie go raczej nie interesują. Jeśli już, to może ewentualnie Urahara, do którego jak przyznał ma jakiś tam respekt, konkretnie ze względu na jego intelekt.
[Odpowiedz]
04 czerwca, 2010 o 23:23:03
Co do Ichiego to zastanawiają mnie 2 rzeczy: co miał na myśli aizen mówiąc, że go zje (niby aizen się połączył z hougokyou i wydawało się że już mu nic nie potrzeba a jednak ciągle brak mu czegoś co ma ichigo) i to w jaki sposób pogrywał z nim gin, najpierw mu wymieniał czym nie jest potem potem jak odpowiedział aizenowi że go testuje loczek był jakby zdziwiony tak jakby gin coś tam knuł, a co do długich włosów może tite zainspirował się dragon ballem i teraz power up będą równoznaczne z rośnięciem włosów
[Odpowiedz]
04 czerwca, 2010 o 23:50:40
A może to o jedzeniu powiedział, bo po prostu zgłodniał. Co się dziwić, tyle czasu siedzieli w tej podrobionej Karakurze że szło się zagłodzić a Truskawki jak wiadomo pycha.
Dragon Ballem to się już Tite nie raz inspirował. Jedna scena to była nawet niemal kropka w kropkę przerysowana:
Wersja Dragon Ball – Przylatują Vegeta (mały, potężny, poważny) i Nappa (duży, słabszy, w gorącej wodzie kąpany). Na wstępie Nappa zabija jednym atakiem całą masę ludzi. Przybywają do nich bohaterowie, Nappa ich kolejno masakruje, aż przybywa główny hiroł i nawala Nappę. Dostaje po tyłku od Vegety, ratują go przyjaciele, Vegeta się wycofuje. Po wszystkim Goku musi trenować w drodze na Namek.
Wersja Bleach – Przylatują Ulquiorra (mały, potężny, poważny) i Yammy (duży, słabszy (tak wtedy wyglądało), w gorącej wodzie kąpany). Na wstępie Yammy zabija jednym atakiem całą masę ludzi. Przybywają do nich bohaterowie, Yammy ich kolejno masakruje, aż przybywa główny hiroł i nawala Yammyego. Tu jest mała różnica bo nie walczy z Ulqiem tylko dostaje jednak po tyłku od Yammyego. Ale dalej znowu to samo – ratują go przyjaciele, Uquiorra (i Yammy) się wycofują. Po wszystkim Ichigo musi trenować u Vizardów.
To się nazywa inspiracja extremalna : D
[Odpowiedz]