VN:F [1.9.5_1105]
Jak oceniasz odcinek?
Wynik: 4.6/5 (26 głosów)

FullMetal Alchemist: Brotherhood 55

2 lip 0:35:27
Kategoria: FullMetal Alchemist: Brotherhood | Napisane przez Dino

Oto bajka z morałem: lepiej się nie lenić, bo przyjdzie dwóch mięśniaków i nadzieją cię na długi, sztywny… nie, chwila, coś tu jakoś dziwnie brzmi…

Podczas gdy Ed, Mustang, Riza i Scar próbowali odnaleźć w podziemiach właściwą drogę, na powierzchni nie ustawały walki. „Lalki” homunculusów zapędzały się w kolejne zakamarki kwatery głównej, a na dodatek Sloth po raz kolejny „ożył” na oczach żołnierzy, w tym także Armstronga. Mimo pracy zespołowej, „nasi” wydawali się być na przegranej pozycji, jednak nagle z pomocą wkroczyli Izumi i Sig Curtisowie. Wspólnym wysiłkiem udało się wreszcie zabić Slotha, który odszedł we właściwy sobie sposób. Przy okazji Alex i Sig odnaleźli w sobie bratnie dusze. Nie można było tego natomiast rzec o dwóch panach, którzy spotkali się ponownie po wieeelu latach rozłąki, stając teraz twarzą w twarz w podziemiach pod kwaterą główną armii. Po krótkim monologu Hohenheima, Homunculus przeszedł do ofensywy. Próbował odebrać Elricowi jego Kamień, jednak z próby tej nic nie wyszło. Tymczasem do miasta przybyli wreszcie Al i spółka. Niestety, nie tylko oni. Gdy żołnierze z Briggs zdołali opanować całą kwaterę i zwyciężyć armię Centrali, radość zarówno ich jak i wszystkich ich sojuszników przerwało pojawienie się samego Kinga Bradleya…

No to, cytując poetę, po ptokach. Koniec rozgrzewki. Koniec wesołej przebieżki przez niezbyt wprawione w boju stołeczne wojsko. Cytując kolejnego poetę, no, właściwie parafrazując, jest Bradley – jest impreza. Zaczynałem się już odrobinkę obawiać o losy tej bitwy. To znaczy, o jej atrakcyjność. Mimo iż Sloth dawał naszym bohaterom dość we znaki, a cyklopy, które swoją drogą także mnie zawodzą, kąsały ich to tu to tam, cała potyczka przebiegała dość jednostronnie. Nasi odnosili sukces za sukcesem, eliminując nawet z gry dwóch homunculusów – Slotha i, przede wszystkim, Envy’ego. Było zdecydowanie zbyt różowo. Teraz jednak, gdy sam Wrath wkroczył na pole walki, sytuacja zapewne się odmieni. Oj tak, zdecydowanie pragnę hardkoru. Jednak, jak pokazuje ten epizod, nawet bez niego może być całkiem ciekawie. Spotkanie Alexa i Siga było absolutnie epickie. Wszyscy, którzy oglądali poprzednie anime FMA, pamiętają zapewne spotkanie tych dwóch panów, do którego właśnie tam doszło. Obie sceny, zarówno z pierwszej jak i drugiej serii, są równie świetne i na tej nowej nie zawiodłem się ani trochę. Może i tak komiczne zakończenie walki ze Slothem było trochę dziwne, jednak z drugiej strony chyba jednak nie tak bardzo. W końcu obecność takiego Armstronga potrafiłaby zaszczepić pewną dawkę komizmu nawet w odgrywaniu Lacrimosy na pogrzebie szczeniaczka. I na dodatek całkowicie to usprawiedliwić. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o chyba najważniejszym wydarzeniu w całym odcinku, czyli o spotkaniu Hohenheima i Ojca. Długo na nie czekaliśmy i długo czekali na nie również oni sami. Ciekawi mnie bardzo, jak ta sytuacja się rozwinie. Pewnikiem jest, że póki co Hohenheim zdołał wykiwać swego „potomka”. Zresztą widzieliśmy już chyba dość dawno scenę, w której to czynił ku temu przygotowania. Pytanko, na ile się zdadzą. Z kolejną dawką niewiadomych, wystawiam kolejną, całkowicie zasłużoną, maksymalną ocenę. Tym bardziej, że w najmniejszym nawet stopniu nie sprawdziły się moje obawy dotyczące obniżenia lotów grafiki. Tym razem wszystko znowu w pełni gra i zapewne grać nadal będzie. W końcu to nie mundial. Tu faworyci, jak FMA właśnie, nie odpadają już w przedbiegach.

Jutro, a właściwie to już dzisiaj, kolejne epki.

FullMetal Alchemist: Brotherhood 55, 4.6 out of 5 based on 26 ratings

Skomentuj

Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.