Bleach 276
Oomaeda w akcji. Czy ja w ogóle muszę pisać coś więcej?
Po tym jak w wyniku ataku Baraggana Oomaeda musiał odciąć Soifon rękę, kapitan drugiego oddziału obmyśliła pewien plan. By go wykonać potrzebowała jednak pomocy Oomaedy, który miał odciągnąć uwagę drugiego Espady. Tymczasem trwała także walka Kyouraku i Starrka. Obaj hamowali się przed używaniem swych pełnych umiejętności, jednak Kyouraku odkrył, iż Starrk jest w stanie posunąć się dalej niż zwykle gdy coś zagraża Lilynette. Sama Lilynette walczyła, a raczej próbowała walczyć, z Ukitake. Ten jednak traktował ją jak zwykłego, niesfornego dzieciaka, a nie jak przeciwnika. W dość podobny sposób traktował Baraggan Oomaedę, goniąc go przez miasto bez większego zaangażowania. Mimo różnych sztuczek, których próbował porucznik drugiego oddziału, nie udało mu się nawet zadrapać Arrancara. W końcu jednak swe przygotowania zakończyła Soifon. Po przywiązaniu się do budynku specjalną, stalową szarfą, uwolniła swoje bankai, Jakuhō Raikōben, po czym wystrzeliła w Baraggana potężny pocisk.
Chrrr… chrr… Hę? Co, już koniec? Łał, cóż za ekscytujący odcinek! Ta, jasne. Ekscytujący jak paczka skarpetek. Ale po kolei, najpierw małe usprawiedliwienie. Wiem, że ostatnio trochę zaniedbałem Bleacha, ale musiałem, na rzecz nadrobienia wreszcie opisów FMA. Teraz jednak postaram się jak najszybciej wrócić z Wybielaczem na właściwy tor. A więc skoro to jest już jasne, przyjrzyjmy się trochę temu odcinkowi. Jak już zdążyłem napomknąć, jest nudny. Serio, jest wręcz piekielnie nudny. No, może nie w całości, ale na pewno w większości. W większości bowiem obserwujemy starania Oomaedy uciekającego i chowającego się przed Baragganem. Chyba każdy wie, jak daremną postacią jest porucznik drugiego oddziału. Nie tylko jest całkowicie nieciekawy, ale na dodatek ma także niebywałą wręcz zdolność do psucia najlepszych nawet scen i denerwowania wszystkich dookoła, zarówno widzów jak i innych bohaterów. A tutaj Soifon, w całym swym okrutnym okrucieństwie, zostawia nas na pastwę losu właśnie w jego towarzystwie. W mandze to jeszcze uszło, bo na ile pamiętam, Oomaeda po prostu chwilę pouciekał i nie było to aż tak mocno rozwijane. Tutaj jednak mamy całą masę różnych akcji. Nawalanie Gegetsuburim, kamulcami, szkłem, dymem, durne żarciki, durny Oomaeda i durny Baraggan. Doprawdy, jesteś drugim Espadą ciołku, trochę godności! Najwidoczniej za siłą tego gościa rozum w ogóle nie nadąża, bo gdyby było inaczej, to Oomaeda zostałby zmieciony z powierzchni ziemi w góra kilka sekund. I byłoby wielkie świętowanie. Co ja mówię, on przecież został zmieciony z powierzchni ziemi. Widzimy dokładnie, jak pokrywa go Respira, by chwilę potem zobaczyć jak cały i zdrowy znowu biega. WTF? Rozumiem, że z tą Respirą to miał być jakiś dramatyczny zabieg wizualny, ale nawet jako taki, powinien mieć sens. Jeny, co za durnota. Właściwie jedynym lepszym momentem z Oomaedą było zrzucenie na Baraggana tego budynku. Niezłe zagranie. Może nie jakaś rewelacja, ale przy całej reszcie, ten moment to majstersztyk. Na szczęście zabawa tej dwójki w kotka i myszkę to nie wszystko, co odcinek ma do zaoferowania. Jest jeszcze kolejny kawałek walki Kyouraku i Starrka. Wprawdzie przez to ciągłe cięcie tego pojedynku na miniaturowe urywki wlecze się on niemiłosiernie bez żadnych postępów, ale na tą dwójkę przynajmniej fajnie się patrzy. Zwłaszcza ten moment wymiany cięć przy akompaniamencie gitar był fajny. A już szczególnie to wymiatające „Łu!” Kyouraku, towarzyszące jednemu z jego uników. Strasznie podoba mi się ten odgłos w jego ustach, choć ciężko mi uzasadnić dlaczego. „Walka” Ukitake i Lilynette też jest niezła. Na pewno jest dużo lepszym elementem humorystycznym niż wysiłki Oomaedy. Dżizas. Zresztą bądźmy szczerzy, Ukitake to wymiatacz. Niepokojące było tylko to ciągłe i mętne nawijanie o szczególnej więzi Starrka i jego fraccionki. Serio, gdybym nie znał mangi, stwierdziłbym że Starrk to pedofil. Trochę to straszne. A, no i jest jeszcze bankai Soifon. Na razie niewiadomo nic, poza tym jak wygląda i że strzela rakietami. I o ile sam moment wystrzału wygląda jeszcze całkiem nieźle, o tyle ta lecąca rakieta prezentuje się już co najwyżej śmiesznie. No, ale z większym rozpisywaniem się o tym bankai lepiej zaczekać do następnego epka. A ten dostaje… hmm… 2/5. Krótkie momenty z Kyouraku, Starrkiem i Ukitake nie są w stanie wynagrodzić beznadziejności scen z Oomaedą i Baragganem.
















07 lipca, 2010 o 20:02:51
Oi oi, co powinno być dla ciebie priorytetem – anime czy manga? xD
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 20:13:25
Z anime miałem większe zaległości. Jutro wrzucę opis mangi, najpewniej od razu i rodziału zaległego i nowego.
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 20:17:50
o fakt dziś czwartek – juhu, już lece czytać ^^
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 20:24:07
Eee… dziś środa… czytać możesz, ale pewnie gdzieś między północą a pierwszą.
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 20:26:06
a fak, sory, moje życie, nielicząc anime i CG, jest dosyć monotonne i często tracę poczucie czasu
[Odpowiedz]