Bleach 277
Desperado 3 – pewnego razu w Fałszywej Karakurze.
Odrzut spowodowany wystrzałem bankai Soifon był na tyle potężny, że nawet stalowa szarfa nie dała rady mu się przeciwstawić, zrywając się i tym samym wysyłając panią kapitan hen daleko w głąb miasta. Przed bolesnym uderzeniem w budynek uratował ją w ostatniej chwili Oomaeda. Najwidoczniej jednak użycie bankai poskutkowało, bo Baraggan nie dawał znaku życia pośród dymu i płomieni. Wciąż jednak walczyli Starrk i Kyouraku. Widząc, co stało się z Baragganem i Harribel po tym jak zostali potraktowani bankaiami kapitanów, Starrk zainteresował się siłą bankai Kyouraku. Ich pojedynek wreszcie miał się naprawdę rozkręcić. Starrk przywołał do siebie Lilynette, po czym wytłumaczył Kyouraku, że mała jest częścią jego samego. W odróżnieniu od innych Arrancarów, którzy rozdzieli swą moc na ciało i miecz, oni rozdzielili ją na dwa oddzielne byty. W końcu Starrk połączył się z Lilynette, co poskutkowało uwolnieniem przez niego resurreccion – Los Lobos. W nowej formie Primera był zdolny do wystrzeliwania Cero z dwóch pistoletów. Gdy okazało się, że nie robi to jednak większego wrażenia na Kyouraku, Starrk użył Cero Metralleta, czyli potężnej serii Cero, wystrzeliwanych niczym z karabinu maszynowego. Na pomoc swemu przyjacielowi pospieszył Ukitake, atakując Starrka przy pomocy… Cero?
Ech, nudy, nudy, nudy. I do tego głupstwa okropne. Zaczynamy od sceny heroicznego ratowania Soifon przez Oomaedę. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że porucznik nie miał najmniejszych fizycznych szans, by zdążyć z ratunkiem swojej kapitan. Skakał i czołgał się po budynkach, podczas gdy Soifon była niesiona bez przeszkód potężną falą odrzutu jej bankai. Ja nie wiem, jak twórcy sobie to obmyślili, ale co się będę kłócił z profesjonalistami. Do tego, jak pisałem już wcześniej, wystrzał rakiety wygląda tu strasznie dziwnie, żeby nie powiedzieć głupio. Znaczy, sam wystrzał jest okej, ale to tutaj po prostu nie pasuje. Jakieś to dziwne. A prosto z tej sceny, sceny głupkowatej, przechodzimy do tej nudnej. Kyouraku macha mieczem, Starrk się odsuwa. Kyouraku macha mieczem, Starrk się odsuwa. I tak kilka razy. I w tempie sprintu ślimaka. Co to jest, do diabła? Czy ktoś w Pierrocie naprawdę pomyślał, że to może być w jakikolwiek sposób interesujące? Emocjonujące? Fajne? Litości! Jakże więc się załamałem, kiedy nawet walka tej dwójki osiadła nagle na dnie. Odcinek okazał się klapą. Jedną wielką klapą. Jednak tylko do momentu, gdy Starrk zaczął z Kyouraku rozmowę o bankaiach. Wtedy nagle zaczęło się robić bardziej interesująco. Potem Kyouraku rzucił Ukitake swoje kimono, zapowiadając rozpoczęcie się prawdziwej walki. I nagle odcinek odmienił się całkowicie. Zamiast nudy i głupoty zrobiło się interesująco. Zaczęły się emocje. Patent ze Starrkiem i Lilynette też okazał się całkiem niezły. I wreszcie Primera uwolnił swoje resurreccion. I, kurde, Los Lobos wygląda po prostu genialnie. Pierwszy Espada nie zawiódł, prezentując naprawdę świetny design. Wprawdzie w chwilę po uwolnieniu dostaliśmy trochę dziwną scenę ze sprzeczką Starrka i Lilynette, która znowu mogła sugerować o zboczeniu Primery (w końcu grzebał małej w tyłku, nawet jeśli była ona wtedy pistoletem), ale gdy tylko ta scena się skończyła, a właściwie skończył ją Kyouraku, odcinek wkroczył już na całkowicie inny poziom. Kyouraku uwolnił swoje shikai, nie tylko wypaśnie wyglądające, ale też nadające kapitanowi jeszcze lepszej jakości. Kyouraku zaczął walczyć na serio, popisując się zmyślnością i zwinnością. Mimo to i tak na pierwszy plan wysunął się całkowicie Starrk, który po prostu wymiata w swojej uwolnionej formie! Już w mandze strzelanie z tych spluw było fajne, ale tutaj, w ruchu, wygląda to świetnie. Te błyskawiczne wystrzały, przejścia z jednego pistoletu na drugi, chowanie ich do kabur i kolejne błyskawiczne strzały. Starrk w takim wydaniu jest naprawdę megaśny i cała ta akcja strasznie mi się podoba. A potem nasz Espada zaczyna jeszcze ładować z gnatów jak z maszynówy, co już w ogóle niszczy i wymiata. No i do akcji wkracza wreszcie mój ulubieniec, czyli Ukitake, zaskakując przy tym wszystkich. Dla mnie walka stała się naprawdę porywająca. Do tego fajnie było zobaczyć wreszcie Aizena i spółkę a Golden jest jednym z najlepszych jakie pamiętam. Odcinek, mimo marnego początku, okazał się świetny i ode mnie ma 4/5. Tak trzymać.
















07 lipca, 2010 o 22:21:16
Och nie przesadzajmy z tym entuzjazmem co do Starka. Gdy Stark zaczął gmeranie palcem w tyłku swojego pistoletu poczułem się zażenowany. Drugi najsłabszy moment w tym odcinku po za oczywiście bezkonkurencyjnym Omedą. A właśnie co do Omedy: to że nie miał prawa zdążyć to jeszcze ujdzie, ale to że chwilami biegł pod wiatr mimo iż podmuch był tak silny zdmuchnął SoiFon jest totalną klapą.
Strzelanie Starka wygląda fajne, ale jakoś nie czuje tej jego siły gdy na niego patrzę. W ogóle to nie jestem zwolennikiem techniki jaką jest Cero czy innego naparzania się falami energii czy kulami mocy. Chciałbym zobaczyć jakąś porządną szermierkę w Bleachu, a nie jakieś rakiety, pociski, działka wodne, lodowe podmuchy, respiry czy inne kamehamehy.
W odcinku warty odnotowania jest jeszcze shikai Kyouraku.
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 22:29:34
Wspomniałem o tym momencie z grzebaniem w tyłku. Był strasznie żenujący, ale nie licząc tego momentu cała reszta od chwili kiedy zaczęła się walka na serio jak dla mnie idzie na spory plus.
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 22:52:03
Wiem, wiem że wspomniałeś.
Trudno oczekiwać od Bleacha jakiegoś wysokich lotów humoru ale znowu bez przesady żeby w jednym odcinku Omedę i takie coś dawać.
Może się czepiam ale chyba Ukitake powinien mieć więcej tych breloczków na szarfie pomiędzy swoimi mieczami? (ostatni screen)
[Odpowiedz]
07 lipca, 2010 o 22:57:50
Ano powinien. Tu na kadrze widać dwa, ale potem kamera się przesuwa na drugą stronę i na pewno są przynajmniej cztery. Chociaż to chyba i tak za mało.
[Odpowiedz]