Bleach 278
Przybywa kawaleria. A nawet dwie.
Podczas gdy Hitsugaya i Soifon uporali się już ze swymi przeciwnikami, Harribel i Baragganem, Kyouraku miał pełne ręce roboty w walce ze Starrkiem. Tak pełne, że z pomocą zdecydował mu się przyjść Ukitake, który ku zaskoczeniu Starrka odpowiedział na jego Cero swoim własnym. Po dwóch kolejnych atakach Primera zrozumiał, że to miecz Ukitake, Sougyo no Kotowari, odbija ataki przeciwnika, dodatkowo je wzmacniając. Zrozumiał także, że Kyouraku wcale nie miał zamiaru dalej się lenić, wykorzystując teraz każdą okazję do pokonania przeciwnika. Nagle jednak ich walka została przerwana, gdy niebo rozdarła olbrzymia Garganta. Wyszedł z niej Wonderweiss, za którym kroczyło gigantycznych rozmiarów jednookie monstrum. Komamura rozpoznał jego oko, gdyż widział je już skryte za Menosami, kiedy Aizen i jego trupa opuszczali Soul Society. Wonderweiss błyskawicznym atakiem przebił swą ręką ciało Ukitake, eliminując go tym samym z walki. Po chwili do swego przyjaciela dołączył Kyouraku, bezpośrednio trafiony przez starrkowe Cero. Następnie Wonder wydał z siebie potężny wrzask, którym rozbił lód i rozwiał dym, pozwalając tym samym Harribel i Baragganowi na powrót do zabawy. Wielki stwór zajął się natomiast płomieniami otaczającymi Aizena, Gina i Tousena, rozdmuchując je i uwalniając Żelmena i spółkę. Gdy jednak wydawało się, że Soul Society ma przechlapane, nagle na scenę wkroczyli Vizardzi.
O tak! Na to właśnie czekałem! Kilka chwil, które wywołały u mnie szybsze bicia serca w wersji mangowej, teraz zrobiły to samo w anime. Wreszcie skończył się dzień dziecka, wreszcie zaczęła się prawdziwa zabawa! Oczywiście na początek dostaliśmy jeszcze trochę walki ze Starrkiem i bardzo dobrze, gdyż to trochę to naprawdę dobry kawałek naparzanki. Po pierwsze cieszy mnie, że wreszcie do akcji włączył się Ukitake, którego wręcz uwielbiam. Sorry Byak, ale już od jakiegoś czasu twoja pozycja jako mojego ulubionego kapitana była wypierana właśnie przez szefa trzynastki. Co więcej, nie tylko Ukitake zaliczył plusa zaczynając wreszcie walczyć, ale także Kyouraku, który przestał się zabawiać i zaczął robić co do niego należy. Niektórzy mogą powiedzieć, że te jego ataki z zaskoczenia są niehonorowe i że Kyouraku powinien być bardziej stonowany, ale to tylko głupie gadanie. To jest walka i tu się walczy i Shunsui wreszcie postanowił się do tego dostosować. I bardzo dobrze. Zdecydowanie najfajniejszym momentem tego starcia jest według mnie ten, kiedy Starrk tworzy sobie zasłonę ogniową, a Kyouraku i Ukitake błyszczą pierwszo rzędną współpracą. Naprawdę dobra akcja. Nim jednak całe starcie tej trójki zdążyło się rozkręcić, zostało przerwane. Z jednej strony szkoda, bo bardzo chciałbym zobaczyć tą walkę w pełnej okazałości, jednak z drugiej strony, kiedy przerywana jest przez coś takiego, ciężko narzekać. Wielka Garganta pojawiająca się tak nagle powoduje natychmiastowe przyklejenie oczu do ekranu. Oczu, wypatrujących cóż też z tej Garganty wylezie. Wylazł Wonderweiss. Wyjątkowo zagadkowa postać. To jedyny Arrancar, którego „narodziny” widzieliśmy. Gość, który potrafił zaskoczyć Uraharę a na dodatek od tamtej pory trzymany w tajemnicy. Cóż, wejście w tym odcinku miał Wonder iście megaśne. Z miejsca trachnął Ukitake, i to jak, co doprowadziło także do trachnięcia Kyouraku przez Starrka. Dwaj kapitanowie należący do absolutnej czołówki padli na dechy po pojedynczych atakach, a dodatkowo Harribel i Baraggan odrodzili się niczym feniksy z popiołów. No i jeszcze cyklop uwolnił Aizena. Nie, żebym się jarał, ale kurde, się jaram! Dodatkowo się pochwalę, że przy okazji tego zdmuchiwania objawiła się moja genialna zdolność przewidywania przyszłości, gdyż w mandze, rozdział wcześniej, gdy pojawił się stwór, stwierdziłem że zdmuchnie ten ogień. Znaczy, stwierdziłem to raczej w żartach, ale się spełniło. Normalnie się ma ten dar. W każdym razie wracając do odcinka, zrobiło się naprawdę emocjonująco. I w końcu weszli Vizardzi. Strasznie jestem w tym miejscu rozdarty. Z jednej strony, co chyba oczywiste, jestem ostro podjarany, bo w końcu jak tu nie być widząc tą grupkę wpadającą na pole walki i Shinjiego naprzeciw Aizena. Z drugiej strony jednak żałuję, że pojawili się w tym momencie, bo zapowiadało się na pogrom dobrych. Ech, tak chciałbym zobaczyć, jak Aizen i jego gang robią hardkorową, krwistą rzeź. No cóż, może jeszcze przyjdzie na to czas, póki co można się zacieszać wspomnianym widokiem Aizena i Shinjiego. To tyle jeśli chodzi o wydarzenia w epku, ale jest jeszcze coś, co przykuło moją uwagę. Chodzi o muzykę. Pierwszym wyróżniającym się pod tym względem momentem jest tu scena przybycia Wondera i jego zwierzaczka, dokładniej ten moment, w którym Komamura rozpoznaje oko tego ostatniego. Słyszymy wtedy „Raw Breath Of Danger”, co jest tym bardziej ciekawe, że w międzyczasie mamy jeszcze małą retrospekcję z arcu Soul Society. Dobre połączenia klasycznego z klasycznym. Dalej mamy bardzo fajnie użyty „Shadow’s Masquerade”, kiedy Wonder zaczął się zabawiać na całego. Przy okazji dźwięków w tej scenie, same wrzaski Wondera też wyszły całkiem fajnie. No i wreszcie mamy przypomnienie Gaidena, tuż po zjawieniu się Vizardów. Samo przypomnienie może niezbyt potrzebne, ale też ciężko mi powiedzieć, że nie oglądało mi się go z przyjemnością. Zwłaszcza że, i tu dochodzimy do sedna, towarzyszył mu „On The Precipice Of Defeat”. Utwór nie tyle genialny, co jeszcze genialniejszy. Ach, mógłbym go słuchać w nieskończoność. Takie miłe akcenty, w połączeniu ze świetnym klimatem beznadziejności sytuacji, gdy kolejne filary przewagi dobrych były niszczone, dały naprawdę świetny efekt końcowy. A wszystko zwieńczyły absolutnie genialna zapowiedź kolejnego epka (wyjący Komamura rulez all!!!) oraz bardzo fajny Golden, robiący sobie jaja z endingu. Nie no, dla mnie epek na piątkę. Oby więcej takich! Nie znaczy jednak, że obyło się bez minusów. Z bardziej zasadniczych, na pewno jest to ostro ocenzurowana scena przebicia Ukitake, ale akurat tego można się było spodziewać. W końcu ciężko żeby coś takiego przeszło w tym anime. Inną rzeczą jest to ciągłe pokazywanie twarzy wszystkich zebranych. Wygląda to conajmniej głupkowato, ale najwidoczniej właśnie w tym twórcy serii upatrzyli sobie sposób na przeciąganie odcinków. Służy to więc wprawdzie słusznej sprawie, ale jest dość irytujące. No i raczej cały czas nastawiałem się, że cyklop będzie biały, ale ostatecznie szary też ujdzie. Zawsze mógł być zielony i mieć trąbę. Mimo pewnych braków nie obniżę jednak swojej oceny. Jak już pisałem, 5/5.















Skomentuj
Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.