Bleach – rozdział 412

412. „Deicide 14″
Gdy Don Kan’onji miał właśnie zakończyć życie w samobójczym ataku na Aizena, przeszkodziła mu w tym Matsumoto, która pojawiła się nagle przed naszymi bohaterami. Następnie porucznik dziesiątego oddziału zmusiła Kan’onjiego do ucieczki z miejsca wydarzeń wraz z Tatsuki i Michiru, a sama stanęła naprzeciw Aizena i Gina. Wtedy, za pozwoleniem Aizena, Gin pochwycił Matsumoto i zabrał ją w inne miejsce, by mogli porozmawiać. W trakcie tej rozmowy, Gin nagle zaatakował Rangiku. Tymczasem Kan’onji i Tatsuki spotkali Keigo, trzymającego w ręku zanpakutou, które pożyczył od uśpionego Kurumadaniego. Musieli teraz wszyscy uciekać, gdyż Aizen znów się zbliżał. W tym samym czasie Ichigo wciąż kontynuował swą walkę z fuzją Tensy i Hichigo. Zarówno on, jak i Isshin, byli w coraz gorszym stanie.
Tak więc akcja wciąż nie posuwa się naprzód i właściwie wciąż stoimy w jednym miejscu. Ichigo i Isshin dalej siedzą w Dangai, Aizen dalej nic nie robi jarając się tylko swoją mocą i chyba tylko Gin postanowił dać nam trochę rozrywki, dość niespodziewanie atakując Matsumoto. Ciężko mieć jednak nadzieję na to, że dzięki temu dostaniemy pierwszego dobrego trupa. Mimo to, Gin w tym chapterze to zdecydowanie jego największy plus. Sama rozmowa jego i Matsumoto była całkiem przyjemna i na pewno od dawien dawna wyczekiwana przez fanów tej specyficznej pary. Jednak tym co mi najbardziej przypadło do gustu, były słowa Aizena, wypowiedziane przez niego tuż po tym jak Gin oddalił się wraz z Rangiku. Bez wątpienie obserwowanie relacji wiążących Aizena i Gina oraz próby ich zrozumienia to ostatnio najciekawsze aspekty kolejnych rozdziałów. Sam Gin jest takim najciekawszym aspektem, gdyż wciąż pozostaje niezwykle tajemniczy i za nic nie da się go wybadać. Zdecydowanie przebija teraz Aizena, który zredukował swą rolę do bycia potężnym gościem siejącym strach i zniszczenie. Poza nimi mamy jeszcze w odcinku Kan’onjiego i spółkę. Tak jak w poprzednim rozdziale, słynny bohater mas i pogromca złych duchów dodaje akcji odrobiny uroku. Ciekawie było też zobaczyć Keigo z zanpakutou w dłoni. Poza tym jednak nic tu się właściwie nie zadziało, a najciekawsza rzecz związana z tą grupką to ponownie kilka słów, tym razem wypowiedzianych przez niesioną przez Kan’onjiego Tatsuki, na widok Matsumoto. Co do wspomnianego Ichigo, widzimy go tylko na ostatniej stronie i tylko jego, że tak to wyrażę, fizyczne ciało, a nie zmagania w jego wnętrzu. Cóż, może to nawet lepiej, przynajmniej nie trzeba męczyć oczu patrząc na tą jednorogą pomyłkę, zarówno dizajnerską, jak i fabularną. Na plus mogę zaliczyć to, że ciało Ichigo, tak jak miałem nadzieję, staje się coraz bardziej sponiewierane. Może na razie jeszcze nie jest to nic specjalnego, ale zawsze to już coś. Kiedy ten cały trening dobiegnie końca, Ichi może wyglądać naprawdę badassko. A na razie niewiele więcej mam do napisania, bo i w rozdziale niewiele się dzieje. Ode mnie trója.





29 lipca, 2010 o 17:20:43
Dino nie wiem czy czytasz Soul Eatera ale ktoś z grupy trzymającej władzę tutaj powinien się wziąc za opisywanie tej mangi bo jest na opór mocna – tylko wychodzi co miesiąc to jedyna ale duża wada…
[Odpowiedz]
29 lipca, 2010 o 17:44:34
Nie czytam ale co do tej wady, to śmiem twierdzić, że może to być raczej zaleta. Jakby taki Bleach wychodził raz na miesiąc, to byłby zapewne dużo bardziej zbitą i skoncentrowaną historią, zamiast z tygodnia na tydzień ciągnąć się jak coraz bardziej tracąca smak guma. Wystarczy spojrzeć na takie FMA. Rozdziały ukazywały się rzadziej, ale były dłuższe i po brzegi wypełnione fabułą, akcją i budowaniem historii i postaci.
[Odpowiedz]
29 lipca, 2010 o 18:46:54
No też prawda. W każdym razie ja ci Soula gorąc polecam bo ocieka zaje****ością. A wogóle teraz tak autor wyrobiłsobie kreche że czytanie jest przyjemnością w czystej postaci L-:<
[Odpowiedz]