Bleach 281
Billy i Mandy znów wrabiają Ponurego. I tracą po ręce… Ma ktoś znoszone skarpety?
Hacchi i Soifon, łącząc siły, wreszcie skutecznie zaatakowali Baraggana, jednak ku zaskoczeniu wszystkich, drugi Espada przeżył. Co więcej wpadł w szał i rzucił się na Hacchiego, nie tylko niszcząc jego maskę, którą ten był zmuszony założyć, ale także wywołując starzenie się jego ręki. Gdy wydawało się już, że Baraggan zwycięży, Hacchi wykorzystał kolejną sztuczkę. Za pomocą kidou otoczył swą starzejącą się rękę barierą i umieścił ją wewnątrz ciała Baraggana, tym samym przenosząc zgubny efekt jego mocy na niego samego. Tym razem Baraggan nie miał szans się uratować, a w swych ostatnich chwilach wspomniał czasy, kiedy królował w Hueco Mundo. Kiedy pewnego razu przybyło do niego trzech Shinigamich, a jeden z nich zmusił go do uległości. Teraz, tuż przed śmiercią, król Hueco Mundo spróbował jeszcze zemścić się na Aizenie, jednak bezskutecznie. Drugi Espada zginął, za to walka z pierwszym dopiero się rozkręca.
No, od razu lepiej! Po poprzednim, trochę smętnym odcinku, przyszła mała zmiana tempa. Na całe szczęście. Oczywiście zaczynamy od dowiedzenia się, że Baraggan przeżył atak Soifon i Hacchiego. No, ale to akurat nie jest żadna wielka rewelacja. Dużo ciekawsze jest to, że zdenerwował się przy tym na tyle, że wreszcie wziął kościsty tyłek w troki i zaczął naprawdę walczyć. Wprawdzie przy tym wciąż nie zamykał swojej jadaczki, ale niech mu będzie, przynajmniej zaczął się ruszać. I to całkiem nieźle, trzeba przyznać. Jego konfrontacja z Hacchim i jego barierami była całkiem fajna, zwłaszcza to stawianie potrójnej ściany przez Vizarda i zniszczenie jego maski. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i tak w myśl zasady, o której pisałem w opisie poprzedniego epka, rozgadany wróg równa się martwy wróg. Hacchi zastosował całkiem fajny patent by zlikwidować Baraggana, wykorzystując do tego jego własną moc. Wydaje się to jedynym sensownym rozwiązaniem, jeśli chcemy utrzymać opinię o mocy Baraggana jako o tej najwyższej, absolutnej. A w końcu taką ona jest, a raczej była. Ale jednak wcale nie to jest tu najlepsze. Najlepsze jest to, co dostaliśmy już po tym. A dostaliśmy fleszbeka, czyli inaczej fjuwtyła, przedstawiającego Baraggana jeszcze jako prawdziwego króla Hueco Mundo i jego pierwsze spotkanie z Aizenem. Ta scena to, zdecydowanie i bezkonkurencyjnie, główna atrakcja całego odcinka. Sam Baraggan był tam, moim skromnym zdaniem, dużo ciekawszy niż ten, którego znamy już z teraźniejszości. Do tego widząc go, tak wyglądającego, pośród innych monstrów, w jałowym, mrocznym, nieprzyjaznym świecie, mówiącego o nudzie, nie mogłem powstrzymać w sobie skojarzeń z pewnym wiecznie uśmiechniętym zjadaczem jabłek. Do tego nawet jeśli ten ostatni był Shinigami, to w realiach Bleacha i tak bardziej przypomina, i to nie tylko z wyglądu ale też z roli, Hollowa. No, ale mniejsza z tym. Poza całkiem niezłym Baragganem mamy jeszcze w tym fjuwtyle Aizena jakiego wszyscy, no prawie wszyscy, kochamy najbardziej. Tą mendę skrytą za nerdowskimi okularami i gęstą czupryną, która czaruje swoimi słowami, przeraża i fascynuje. Stary, dobry Aizen. Aha, a na wszelki wypadek, gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego nie przyczepiłem się jakoś do tego, że to akurat niewidomy Tousen z całej trójki stwierdza brak ścian i sufitu w pałacu Baraggana, obstawiam, że skoro wszystko w Hueco Mundo, tak jak i w Soul Society, jest zbudowane z cząsteczek duchowych, to Tousen zwyczajnie je wyczuwa. Albo po prostu czuł przeciąg, tak też być mogło. W każdym razie po bardzo miłej scenie z przeszłości wracamy do teraźniejszości, gdzie również czeka nas świetna scena, kiedy to Baraggan w ostatniej chwili atakuje Aizena. I żeby jego dramat jeszcze się pogłębił, atakuje go całkowicie bezskutecznie. Skoro mowa o dramacie, to muszę przyznać, że przez chwilę, podczas oglądania fleszbeka, zrobiło mi się go nawet szkoda. Wielki, dumny król, zdegradowany przez bezczelnego przybysza, do tego naturalnego wroga, zmuszony do posłuszeństwa na swym własnym terenie. Nie pogrążając się jednak w smutku, warto jeszcze wspomnieć o dwóch scenach, których, o ile dobrze pamiętam, w mandze nie uświadczyliśmy. Po pierwsze zebranie Aizena i spółki na początku, zresztą całkiem ciekawe i po drugie nawalanka między Shinjim i Ginem. W mandze ledwie jej skubnęliśmy, właściwie nawet to zbyt wiele powiedziane, a tu fajnie było popatrzeć na ich wymianę ciosów. Tak więc ostatecznie ode mnie mocne 4/5.
















17 sierpnia, 2010 o 03:05:02
Wiesz co, żałuję że tego nie oglądam. Tak sobie czasem czytam te twoje opisy i nieraz zbieram się z podłogi. Wyobrażam sobie jaka by była zabawa, gdybym znał kontekst opisywanych wydarzeń.
[Odpowiedz]
17 sierpnia, 2010 o 11:36:31
Ja też nie oglądam a opisy czytam – ten sam efekt
Dino, rozumiem że z opisem cudownego wyczynu Tite specjalnie zwlekasz? Taak.. mnie też zbrakło słów żeby to opisać.
[Odpowiedz]
17 sierpnia, 2010 o 21:05:35
OK kinówka Bleacha obstawiamy zakłady kto zostanie porwany ?
[Odpowiedz]
17 sierpnia, 2010 o 21:50:58
Coo? Kinówka już nowa? Hmm Inułe oklepana w serii, o Rukii tez już było to stawiam na Ishide
[Odpowiedz]
17 sierpnia, 2010 o 22:55:33
Albo Chad on pasuje do piekła
[Odpowiedz]
18 sierpnia, 2010 o 08:28:54
Nowa kinówka będzie o Hollowie. Na plakacie nawet jest Rogaty.
Barnik, nie zwlekam, tylko mało czasu mam. Właśnie wróciłem do domu, trza się ogarnąć a potem zająć innymi sprawami. Ale może ze dwa opisy dzisiaj strzelę. Btw, myślałem, że tylko fillera nie oglądałeś. Akcji mangowej też?
Tenchi, miło mi, że nawet Ci, którzy nie doznali błogosławieństwa nawrócenia na shołnenowate tasiemce, cieszą się moimi wypocinami ; ] Podejrzewam, że jeśli ktoś nie kuma o co biega, tu czuje się ja ja czytając w programie opisy odcinków Mody Na Sukces ^^ Ale jeśli żałujesz, polecam zacząć. Chociaż nie, lepiej nie Bleacha, polecam One Pieca. Albo Gintamę : ]
[Odpowiedz]
18 sierpnia, 2010 o 20:50:13
Mam zamiar kiedyś pooglądać wszystkie te tasiemce, tylko problemem jest brak czasu. Na bieżąco śledzę na przykład Fairy Tail i ani mi to w głowie porzucać. Tyle tylko, że z tym mam komfort oglądania od początku po jednym epie tygodniowo. A gdybym tak chciał teraz OP nadrobić… Niewykonalne – musiałbym zwolnić się z pracy i przez dwa-trzy miesiące tylko oglądać po 12h dziennie.
[Odpowiedz]
18 sierpnia, 2010 o 21:30:03
@cpt. Misumaru Tenchi,
Rzeczywiście, to jest problem z takimi seriami ^^ Chyba że ktoś ma na tyle silną wolę, że będzie sobie dozował małymi porcjami, w wolnym czasie, ale to z kolei spowoduje, że całe wieki miną zanim nadrobi. No, ale to też jakiś urok tasiemców – tyle trzeba dla nich poświęcić ; ]
[Odpowiedz]
18 sierpnia, 2010 o 11:37:29
Co prosze? No jak to, nigdy w życiu bym mangi nie przegapił – ani chaptera L-: To animca mi się nie chce oglądać już od dłuższego czasu.
[Odpowiedz]
18 sierpnia, 2010 o 12:07:43
Oj źle przeczytałem. No fillera oczywiscie ze nie, a od jakichś 12 odcinków anime tez nie oglądam. Mam mało czasu bo do roboty chodze codzień, a jak wieczorem siadam i mam do wyboru Gintame i Bleacha to wybieram Gintokiego L-:{
[Odpowiedz]