Bleach 284
Przeszłość Harribel czyli rekin walczący o przetrwanie.
Aizen zaatakował Harribel, uznając, że ze swoją siłą nie jest warta tego, by mu służyć. Stwierdził przy tym, że poświęcenie Harribel na nic się nie zdało. Przed poznaniem Aizena i zostaniem Arrancarką, Harribel toczyła walkę o przetrwanie żyjąc w Hueco Mundo. Tam właśnie spotkała i przygarnęła do siebie trzy Hollowy – Sung-Sun, Milę Rose i Apacci. Pewnego razu wszystkie cztery stanęły przed Baragganem, który postawił Harribel ultimatium, pozwalając jej wybrać między przyłączeniem się do jego armii a odejściem z jego terenu. Harribel nie chciała przystać na żadną z opcji, raniła jednego z jego podwładnych i uciekła wraz ze swymi towarzyszkami. Jakiś czas później w Hueco Mundo rozniosły się wieści o Hollowach ze złamanymi maskami, będących pod komedną Baraggana. Jeden z nich zaatakował kryjówkę Harribel, okazując się tym samym, którego ta wcześniej zraniła. Wywiązała się walka, w której Harribel była niestety na straconej pozycji. Nawet pomoc ze strony przyjaciółek nic nie zmieniła, czekała ją niechybna śmierć. W ostatniej chwili została jednak uratowana przez Shinigamiego, który następnie zaproponował jej, by przyłączyła się do jego armii. Teraz, już w teraźniejszości, Shinigami ten postanowił się jej pozbyć, gdyż okazała się dla niego zbyt słaba, tak jak cała Espada. Czas by sam stanął do walki.
Pierroci stwierdzili najwidoczniej, że szkoda trochę, żeby postać taka jak Harribel, która zyskała sobie całkiem spore grono fanów, tak szybko zeszła ze sceny. Dlatego też podarowali jej ten odcinek, tak by mogła jeszcze przez chwilę pobłyszczeć. Tak właśnie, tym, którzy nie czytają mangi, spieszę z wyjaśnieniem – w mandze wydarzeń z tego epizodu nie było. Jest to więc swoisty filler. Czy jednak warto było go tworzyć? Cóż, odpowiedź nie jest w sumie taka prosta, jak by się mogło wydawać. Z jednej strony bowiem chwilami powiewa tu nudą a ponownie obcowanie z fraccionkami Harribel jest, no cóż, dość męczące. A tak się cieszyłem, gdy zabił je Yamamoto, że nie będzie się trzeba z nimi więcej użerać. Niestety, lajf is brutal. Z drugiej strony jednak mamy tu kilka bardzo ciekawych scen i dla nich z pewnością warto było brać ten temat na tapetę. Mówiąc o ciekawych scenach, mam oczywiście na myśli dwa konkretne momenty. Spotkanie Harribel z Baragganem a następnie z Aizenem. Dzięki tym fragmentom można było choć na chwilę zapomnieć o irytyjących fraccionkach oraz mało interesującej fabule i dać się zainteresować, cóż, intersującym scenom. Rozmowa Harribel z Baragganem była o tyle ciekawa, że pierwszy raz zobaczyliśmy razem dwoje członków Espady jeszcze przed przemianą w Arrancarów. Co więcej, wrzucenie do tej sceny także Aizena i jego przydupasów ładnie zawiązało się z retrospekcją Baraggana, którą zobaczyliśmy już wcześniej. Scena z Aizenem natomiast dopełniła dzieła ukazania nam spotkań pierwszej trójki Espady z jej przyszłym dowódcą. Przyznaję, że w porównaniu z takimi scenami Starrka i Baraggana może nie wypadła jakoś bardzo ciekawie, ale na pewno jest miłym rozwinięciem tematu. A skoro już chwalę, to przy okazji wspomnę o tym, co dla mnie samego jest największym plusem całego odcinka – maleńkim cameo samego sexta Espady – Grimmjowa Jaegerjaqueza. Jeny, jak ja chciałbym znowu zobaczyć go w akcji! To był kurde prawdziwy Espada, a nie jakaś nieudana Harribel czy silny acz niewyobrażalnie głupi Baraggan. Ale wracając do samego odcinka, czas przejść do minusów. Oczywiście wspomniałem już o dwóch podstawowych, ale przypatrzmy się jeszcze kilku szczegółom. Pierwszym, co razi w tym odcinku, jest bez wątpienie dizajn Apacci. I mam już gdzieś jej ogólny wygląd jelonka Bambi, bo wiele więcej się i tak nie spodziewałem. Chodzi mi o to, że jej dizajn został skopany pod względem czysto technicznym. Przypomnijmy sobie, co robią Hollowy, by nie tylko przeżyć, ale też rosnąć w siłę i wchodzić na kolejne etapy ewolocji. Jedzą. Jedzą inne Hollowy. A oni tutaj, uwaga uwaga, nie dali jej otworu gębowego! Zero paszczy, ust, dzioba, pysku – czegokolwiek. Co ona, ma pożerać ofiary wzrokiem? To ja się nie dziwię, że potrzebowała ochrony, skoro nie dość, że nie miała łap do walki czy chwytania, to jeszcze nawet nie miała gęby żeby gryźć i żreć. WTF? Nie wiem, co za kretyn ją narysował, ale radziłbym poważnie rozważyć swoją przyszłość w tym zawodzie. Bo skopać dizajn pod względem czysto estetycznym to jedno, ale skopać go pozbawiając postaci logicznej możliwości przeżycia czy w ogóle funkcjonowania, to już jest hardkor. Z innych spraw najbardziej frapującą jest domniemanie Apacci na temat Vasto Lordowości Harribel. Stwierdzenie, że Harri jest Vasto, ostatecznie pogrzebało wizerunek potężnych Hollowów, który nakreślił nam niegdyś Tite. Do tej pory o nikim wprost nie było powiedziane, że jest VL, więc mogliśmy trzymać się jeszcze jakiejś nadziej że to, co oglądamy, to nie są jeszcze te potężne istoty, które miały w kilka sztuk wytłuc całe Soul Society. Najwyraźniej jednak są. A raczej były. Żal. Żal wielki. Ostatecznie więc wystawiam odcinkowi trójkę. Za dwie fajne sceny, za Grimma i za staranie przybliżenia nam lepiej postaci, a przede wszystkim jej aspektu śmierci, co wyszło na pewno lepiej niż w mandze.
















27 sierpnia, 2010 o 20:26:02
Może Apacci po prostu wciągała innych, czy też kreski, postacie Bleacha składają się z kresek więc bez skojarzeń
Odcinek nudnawy ale lepszy taki filler niż to czym raczą nas od czasu do czasu Pierroci robiąc po kilkanaście epizodów o Emo mieczu czy te o księżniczce.
[Odpowiedz]
28 sierpnia, 2010 o 15:02:57
Tylko nie wspominajcie fillera z tą Lurichyo, czy jak jej tam było. W sumie ten epek nie był taki zły. Podobała mi się historia Harri, ale gdy okazało się, że ona była Vasto, to tak trochę…dziwnie no… Oni mieli byc przecież super wypasieni! Hitsugaya, opowiadał na początku, że jeśli Aizen zmusi do posłuszeństwa paru takich hollowów, to będzie koniec Soul Society. Co do Apache się nie wypowiem. Moją uwagę zwrócił jednak ten dziwaczny Hollow, z którym została zmuszona walczyc Harribel. Twórcy chcieli nam wmówic, że ten cudak pomiatał Vasto Lordem??
[Odpowiedz]
28 sierpnia, 2010 o 15:36:06
Cały ten motyw Vasto Lordów to jedna wielka kupa, w ogóle nie ma nawet o czym mówić. Tite dał z tym ciała po całości, a Pierroci tylko dobili.
Ewentualnie Tite może zawsze zrzucić wszystko na Hitsugayę. Wiecie, po całej bitwie Unohana czy inny ważny kapitan walnie do Ichigo i reszty „Kapitan Hitsugaya to jeszcze dziecko, a wy jak debile wierzycie we wszystko co mówi? Skąd nieletni kapitan z niższej półki ma wiedzieć o takich rzeczach?”. I po problemie, tylko zawód zostanie.
[Odpowiedz]
31 sierpnia, 2010 o 19:58:05
Ostatnie sceny naprawde mi się spodobały, na design fraccionek wogóle nie zwracałem szczególnej uwagi bo zwyczajnie mam to gdzieś. Grunt że się dobrze oglądało ^^
[Odpowiedz]