Kategoria: Artykuły | Napisane przez Kazio

W tym artykule chciałbym poruszyć temat długich shonenów, które popularnie nazywa się w Polsce tasiemcami. Robią one wielką furorę nie tylko w Japonii, ale i na całym świecie oraz zagarniają sobie sporą część rynku mangi&anime (57 tom mangi One Piece rozszedł się w nakładzie 2 mln w czasie 2 tygodni). Na tapetę wezmę takie tytuły jak: One Piece, Naruto, Bleach i legendarnego Dragon Balla. Postaram zaoszczędzić sobie spoilerów z tych serii, ale jeśli już takowe będę potrzebował przywołać jako przykład, to użyję specjalnej ukrywającej funkcji. Sam nie lubię dowiadywać się o szczegółach tytułu, którego nie widziałem, więc znam ten ból. Dlatego też jeśli nie widziałeś/aś którejś z tych serii, możesz spokojnie przejść do dalszej części wpisu.

Na pierwszy ogień wezmę może Dragon Balla. Jest to seria powszechnie znana nie tylko w środowisku osób interesujących się anime, ale również wśród tych, którzy nie znają tego pojęcia. Nawet teraz pytając o Dragon Balla w gronie moich rówieśników, nie mających zielonego pojęcia o japońskiej animacji, to nie dość że kojarzą, to jeszcze bardzo miło go wspominają. To już w dużej mierze świadczy o sukcesie tego tytułu. Jednak trzeba spojrzeć na to trochę przez pryzmat czasu. Dragon Ball pojawił się w polskiej telewizji, kiedy zdecydowana większość kreskówek była pokroju „Bolka i Lolka”, „Reksia”, czy „Muminków” (żeby nie było – nic nie mam do tych „bajek” i myślę, że są świetne na swój sposób), więc wprowadzenie nagle takiego mordobicia z niespotykaną dotąd animacją, było skazane na sukces. Chordy dzieciaków (w tym ja) codziennie biegły ze szkoły i zasiadały przed telewizorem, by nie przegapić kolejnego odcinka. Jednak minęło już troszkę lat i myślę, że gdybym teraz nie znając Dragon Balla obejrzał go, to wciąż z ogromną zażartością śledziłbym przygody Goku i jego ekipy. Więc w czym tkwi tajemnica sukcesu?

Nim jednak przejdę do tego za co cenię tego typu serie, to odrobinę ponarzekam.

Budowa większości tasiemców jest niemalże identyczna. Mamy bardzo długą serię, która przedstawia losy jakiegoś bohatera. Bohater ten ma cel w życiu i robi wszystko, by go zrealizować, choć na swojej drodze spotyka wielu przeciwników. Zdeterminowany robi wszystko, by ich pokonać, ale wciąż przybywają kolejni i zawsze są silniejsi. Dlatego też bohater musi trenować, koksować, zjadać magiczne owoce itp., by podążać za swoim marzeniem. Międzyczasie spotyka też wielu przyjaciół, którzy mu pomagają. I tak dzięki temu akcja oraz fabuła w serii wciąż są podtrzymywane, ale robi się z tego niemały tasiemczyk.

Jestem przekonany, że twórca wprowadzając na rynek takiego shonena nie jest pewien, czy rzeczywiście trafi w gusta czytelników. Jeśli nie, to prawdopodobnie ma wizję by jakoś szybko to zakończyć, jeśli tak, to przecież nie zabije kury znoszącej złote jaja i będzie ciągnął serię ile tylko zdoła (Eiichiro Oda jakiś czas temu oświadczył, że jest w połowie tworzenia One Piece. Manga liczy sobie aktualnie 597 chapterów i jest wydawana od 1997 roku). Nie mówię, że jest to źle. Jeżeli twórca ma naprawdę dobre pomysły i poszczególne sagi jego dzieła trzymają się kupy i są naprawdę ciekawe, to chwała mu za jego pracę. Niestety jednak w praktyce nie zawsze tak pięknie wychodzi. Często pojawiają się różnego rodzaju błędy, dialogi nagle robią się kulawe, albo co gorsza twórca gubi się już w tym co zrobił. Dlatego też cenie sobie np. takiego FMA, który mimo swojego sukcesu nie był na siłę rozciągany.

Często bywa tak, że nagle anime tworzone na podstawie mangi szybko dogania ostatnio wydany chapter. Wtedy przychodzi nam zmierzyć się z fillerami, które chyba są największą zmorą wszystkich tasiemców. Osobiście przestałem oglądać fillery w Naruto i Bleachu, gdyż są po prostu beznadziejne. Wiadomo że studia animacyjne nie mają dużej swobody w ich tworzeniu, gdyż nie mogą ingerować w koncepcje twórcy mangi. Jednak jakoś fillery One Piece potrafią utrzymać poziom i ogląda się je naprawdę przyjemnie. Pokaż ▼

Gdyby takie fillery pojawiały się w Naruto i Bleachu, to nie musiałbym sobie ich darować.

Niestety też studia animacyjne nie radzą sobie często od strony technicznej. Z tygodnia na tydzień muszą przygotować kolejny i kolejny epizod. Nie ma możliwości na wcześniejsze przygotowania jakie mają miejsce przy krótszych seriach. Dlatego też nie ma co liczyć w tasiemcach na jakieś animacyjne rewolucje. Całe szczęście dość wysoki budżet tych serii utrzymuje przyzwoite walory wizualne. Dużo lepiej natomiast jest ze ścieżką dźwiękową, która momentami robi piorunujące wrażenie. Np. utwór „Number One” często jest idealnym dopełnieniem emocjonującej sceny w Bleachu. Poza tym tasiemce dysponują szerokim wachlarzem przeróżnych openingów i endingów, w których można znaleźć wiele lśniących perełek.
Prawdą jest jednak, że o tych wszystkich wadach zapomina się,

gdy np. Ichigo Pokaż ▼

gdy Naruto Pokaż ▼

gdy Luffi’emu Pokaż ▼

albo gdy Goku Pokaż ▼

Te epickie momenty są wręcz kwintesencją shonenów. Widz z odcinka na odcinek obserwuje rozwój akcji, czeka jak to wszystko się rozwinie, a gdy już nadchodzi moment kulminacyjny, to nie może wyjść spod wrażenia tego co dokonał główny bohater. Shoneny mają to do siebie, że aż tryskają emocjami podczas kulminacyjnych walk. I właśnie za to najbardziej je cenie.

Niestety wciąż boli mnie to, że Naruto stało się zbyt emo, a w Bleachu autor pogubił się w swojej pracy (np. ktoś niech wyjaśni mi latanie postaci w tej serii, albo co to właściwie jest to Hougyoku, które stworzył Kisuke Urahara). Jednak liczę jeszcze na choć kilka wyjątkowo emocjonujących momentów i pomysłowość autorów. Zawsze jest też One Piece, które jako tasiemiec jest moim ideałem. Pełno w nim akcji, humoru, a i też dramatyczniejszych momentów nie zabraknie. Dlatego też jeśli ktoś nie miał jeszcze styczności z tą serią, to gorąco polecam. Wiem że do przebycia 460+ odcinków, ale naprawdę warto.

Mógłbym wymienić jeszcze sporo wad tego typu serii, choć podczas oglądania nie mają one większego znaczenia. Tasiemce z założenie mają być proste i nie wymagające zbyt wiele od widza. Jako rodzaj rozrywki spisują się znakomicie, wystarczy tylko usiąść wygodnie w fotelu, przymknąć oko na nieistotne szczegóły i rozkoszować się tym, jak bohater używając swojego super duper hiper mega ataku rozgramia kolejnego wroga.

30 odpowiedzi dla “Tasiemcowate shoneny – hity czy kity?” RSS icon

  1. Moim ideałem shonena jest FMA:B oraz Soul Eater, przy większej ilości epizodów akcja zaczyna się kiełbasić i durnieć.
    Latanie w Bleachu bardzo prostu wytłumaczyć: łatwiej i taniej się rysuje tła składające się z chmurek i błękitu aniżeli zabudowania gdzie trzeba się jakąś szczegółowością wykazać. Hougyoku to chyba tajemniczy magiczny artefakt który jest aż tak tajemniczy że sam autor nie wie do czego on służy :)

    [Odpowiedz]

    @sirpeter

    Hougyoku to chyba tajemniczy magiczny artefakt który jest aż tak tajemniczy że sam autor nie wie do czego on służy

    Taa, chyba rzeczywiście xD .

    [Odpowiedz]

    @sirpeter,
    Bleach i jakiekolwiek tła? O czym ty mówisz : p

    [Odpowiedz]

  2. Cóż, ja jestem wielką fanką shounenów-tasiemców. Jednym z pierwszych anime, po które w życiu sięgnęłam, był Bleach. Naruto i One Piece’a widziałam trochę później. Dragon Balla jeszcze nie oglądałam i nie wiem, czy w ogóle będę, chyba tylko, jeżeli dużo osób powie, że warto.
    Jeśli o mnie chodzi, to w tasiemcach najbardziej lubię, jak bohaterowie się rozwijają i „stają się silniejsi”, chociaż to już taka wytarta kwestia, że aż strach jej używać ^^”. IMHO takie tasiemce najlepiej ogląda się za jednym razem, wtedy można naprawdę się wciągnąć i kibicować postaciom. Jest też mnóstwo bohaterów, z których można kogoś sobie wybrać do lubienia. Taki One Piece, na przykład, jest na liście moich „naj” anime i najbardziej wyczekiwaną atrakcją każdej niedzieli. A jeśli chodzi o dużą ilość odcinków, to wcale nie jest to takie straszne; ja One Piece’a (było wtedy ponad 430 odcinków) obejrzałam w trochę ponad miesiąc, jednocześnie chodząc do szkoły i wykonując inne dziwne funkcje życiowe (chociaż przyznaję, że ominęłam większość fillerów, jako że po obejrzeniu Bleacha i Naruto pałałam do nich po prostu straszliwą nienawiścią). A największa zabawa jest, kiedy po obejrzeniu xxx odcinków wraca się do pierwszego albo jednego z pierwszych i śmieje się ze słabości bohatera, wtedy fajnie widać, jaki zrobił postęp ^^. Z dłuższych serii oglądałam jeszcze D.Gray-mana (najazd fillerów ciąg dalszy) i oglądam KHR (w tym tygodniu 200. odcinek), które wg mnie najlepiej radzi sobie ze sprawą fillerów (albo są zupełnie niezauważalne, albo ich w ogóle nie ma, bo zamiast tego czas antenowy zabierają jakieś humorystyczne historie na końcu odcinka czy tego typu sprawy – prawda, że jest mniej do oglądania, ale przynajmniej autorzy nie wkurzają ludzi tak jak Pierroci swoimi potworkami).

    Swoją drogą ciekawe, jak będą wyglądały fillery w Fairy Tail, tj. nie mam tu na myśli jedno- czy dwuodcinkowych, bo takie już były, ale jakąś dłuższą historię – będą zbliżone bardziej do poziomu One Piece czy Bleacha? Osobiście mam nadzieję, że w ogóle ich nie będzie, ale to chyba niemożliwe ^^”.

    [Odpowiedz]

  3. Jedna uwaga techniczna: Kaziu, jako człowiek światły postaraj się proszę nie używać terminu „bajki” w odniesieniu do filmów animowanych. Bajka to krótki utwór wierszowany, najczęściej z morałem, pisał je Krasicki, Mickiewicz lub La Fontaine. A będąc bardziej złośliwym: anime nazywasz bajkami? Nie chciałbym ci łamać światopoglądu, ale The Moomins to kooperacja japońsko-duńska, więc można je w pewnym sensie zaliczyć do anime.

    [Odpowiedz]

    @cpt. Misumaru Tenchi, dobrze wiem czym jest bajka, ale odnosząc się do tytułów, które wymieniłem, to będą one dla mnie zawsze „bajkami z dzieciństwa”. I pewnie nie tylko ja mam odczucia.

    [Odpowiedz]

    @cpt. Misumaru Tenchi,
    Ja również nienawidzę, gdy ktoś nazywa anime bajkami- dla mnie to świętokradztwo! Ale niestety…gdy ktos nie oglada takich rzeczy i rzucisz mu, że ogladasz anime, ten patrzy na Ciebie przez chwile z dziwnym wyrazem twarzy, a potem dostaje olśnienia i mówi ‘bajki, tak?’. Tak wiec, sumą sumarów, większość ludzi nawet nie wie co to jest anime, z bólem serca trzeba im tlumaczyc, ze sa to bajki :)

    [Odpowiedz]

    @Ginuska, A co to, anime świętą krową jest, czy co? Też nie lubię, gdy filmy animowane są nazywane bajkami, ale raczej ze względów czysto technicznych i tu zgadzam się z Tenchim. Ale tak jak mówię, filmy animowane, nie konkretnie anime i nie żadne świętokradztwo. Równie dobrze może to być Trigun jak i South Park, nie widzę pod tym względem różnicy.

    [Odpowiedz]

    @Dino,
    Dla mnie anime jest jak najukochańsze hobby. Widzisz w tym jakiś problem, że bardzo je cenie i szanuje oraz że chciałabym by mówili ANIME, a nie bajki? Tyle, że nie jestem na tyle zaślepiona i wiem, że moje życzenie nigdy sie nie spełni…ale cholera pomarzyć nie można?! xD

    [Odpowiedz]

    @Ginuska, Nie, nie, ja nie o tym mówię. Jasne, że nie bajki. Chodziło mi tylko o to, żeby nie ograniczać się jedynie anime. Podałem za przykład że zarówno Trigun jak i South Park jak i wszelkie inne filmy animowane zasługują właśnie na to, żeby zwać je „filmami animowanymi”, bądź choćby kreskówkami, co już bardziej pasuje i sam często stosuję to określenie, także wobec anime. Tak więc brońmy przed błędnym nazewnictwem, ale wszystkiego. O to mi chodziło.

    [Odpowiedz]

    @Dino,
    Aaa…wiec wybacz moj mały bulwers- ale jesli chodzi o Ciebie, to ciagle mam wrażenie, jakbyś tylko szukał zaczepki i musiał co rusz mnie krytykować; stresujesz mnie, Dinuś xD
    No i, oczywiscie, zgadzam sie z Toba ;]

    [Odpowiedz]

    @Ginuska, Bynajmniej, ja tam pacyfista, tak tylko lubię czasem podświadomie dręczyć ludzi swoimi „genialnymi” myślami. Wybacz naprzykszanie, nie mam złych intencji : ]

    [Odpowiedz]

    @Dino,
    Czasami?! Ja mam wrażenie jakbyś robił to cały czas! Jesteś jak chłopiec z kijkiem, tylko daj Ci jakieś mrowisko! xD

    [Odpowiedz]

  4. Rzadko się wypowiadam, ale tutaj postanowiłem coś skrobnąć :)

    Dla mnie anime pokroju DB, czy Bleach nie są górnolotne – z założenia mają dawać czystą rozrywkę, jednakże ostatnio nawet jej brakuje np. w Bleach – fillerów dają 8 na 10 odcinków – nie wiem co jest fajnego w oglądaniu powtarzalnych historii mających wypełnić lukę w oczekiwaniu na kolejny tomik mangi czy nawet rozdział… W ogóle anime, gdzie główną osią fabuły jest bicie się na pięści, czy czary przez kilkaset odcinków dla mnie jest nudne… Ile razy można oglądać to samo?? Dragon Balla widziałem może z 50 epów, bo cały czas było to samo… Bleach może z 30… Nie jestem zwolennikiem takich produkcji i raczej nigdy nie będę… (już najbardziej śmieszy mnie opisywanie takich serii, nie tylko u was – czegoś co może mieć nawet 500 epów…)…

    Tak więc ja mówię nie takim produkcjom i od jakichś 4-5 lat żadnego anime +100 epów nie oglądałem…

    [Odpowiedz]

  5. O ile „D.gray man” jakoś obejrzałem (tylko 103 odcinków) tak Bleacha mam ostatnio dość. O ile mangę można jeszcze czytać to anime momentami zanudza. W szczególności filery, które nie były zbyt wysokich lotów. O one piece słyszałem – nawet chciałem się za niego brać, lecz troszkę dużo tych odcinków i nie chce mi się za bardzo zaczynać. Co do dragon ball to powiem jasno: obejrzeć tego drugi raz bym nie chciał. Wiem, że wszyscy kiedyś oglądali to z lubością – ja również. Ale nie interesuje mnie to jak dawniej.

    Bajka bajką Kazio ma racje. Kiedyś nie było dla nas czegoś takiego jak anime – no bo skąd o tym wiedzieć. Jakby Japończycy zobaczyli nasze rysowane bajeczki też by mówili o niej anime. To nie Japończycy rozdzielili anime od filmów animowanych tylko my (tzw nasza kultura) Po za tym większość ludzi zna anime pod postaciami bajek i to już od długich lat. Inną sprawą jest, że dużo słów ma podwójne jak i więcej znaczeń więc… Nie można podchodzić do tego za poważnie.

    [Odpowiedz]

    Osobiście już wolę termin „kreskówka” lub „film animowany”. Nasze społeczeństwo zwykło nazywać „bajką” wszystko co jest animowane i przez to według nich nadające się wyłącznie dla dzieci. Nie dość że jak napisałem powyżej, jest to błędne używanie tego słowa, tak i kontekst jego użycia (animowane=tylko dla dzieci) jest zły. Staram się z tym walczyć na każdym kroku. To że kiedyś nie posiadało się wiedzy, którą posiada się teraz, nie oznacza że wolno nam dalej tkwić w błędzie, bo tak już się przyzwyczailiśmy i nam wygodniej. Nie chodzi mi przecież o wyróżnienie anime jako animacji lepszej niż inna, tylko o nazywanie rzeczy ich właściwymi imionami.
    I nie wszyscy oglądali DB – ja od niego uciekałem jak najdalej.

    [Odpowiedz]

    @cpt. Misumaru Tenchi,
    walczyć mówisz? to już jest ogólnie przyjęte i tego nie zmienisz podając bajkę jako gatunek literacki. Zresztą mówiąc kreskówka czy film animowany i tak wszyscy pomyślą o bajce.
    Nie rozumiem jak można komuś wypominać użycia słowa bajka – w szczególności fanowi anime, który wie co gdzie i jak.
    A co do kontekstu użycia to z roku na rok jest coraz lepiej – za sprawą rosnącą liczbą fanów. Ostatnio się w ogóle z tym nie spotkałem. Parę lat wstecz było całkiem co innego. Czasy się zmieniają.

    [Odpowiedz]

    Skoro jest i wie co, gdzie i jak, to tym bardziej nie powinien tego słowa używać w odniesieniu do animacji.

    [Odpowiedz]

    @cpt. Misumaru Tenchi, Omg Kazio napisał „bajek” w cudzysłowie, spróbuj przeczytać ze zrozumieniem, a dopiero potem się obruszaj.
    Nie rozumiem: facet poświęca swój czas żeby zrobić coś dla nas czytelników, a tu zawsze znajdzie się jakiś malkontent który obruszy się o jedno słowo.
    Czy warto się sprzeczać o to że Kazio użył słowa które ci nie odpowiadało w tym artykule? Przecież jak bierzesz do ręki książkę i Ci się nie podoba to że np. Piekara cały czas się powtarza to nie piszesz do niego maila z wyrzutem nawet mimo że za książkę zapłaciłeś.

    [Odpowiedz]

    Pragnąłbym zauważyć, iż ja też poświęcam swój czas aby zrobić coś dla czytelników. Nie aż tyle co Kazio, ale choćbym chciał to nie dam rady, bo zwolnią mnie z pracy. A sam fakt że ktoś coś robi jeszcze o niczym nie świadczy. Skoro już robi, to niech robi to dobrze. I właśnie po to jest feedback od czytelników. A uwagę zwróciłem raz, a potem odbijałem tylko cokolwiek śmieszne argumenty wynikające z naszej polskiej mentalności. Obruszasz to się jak na razie tylko ty.

    [Odpowiedz]

    @cpt. Misumaru Tenchi,
    ja tam się nie chce juz wykłócać bo to i tak nic to nie da. Ale nazywanie innych poglądów „śmiesznymi argumentami” to troszkę przesada. Równie dobrze moge powiedzieć, że zasłanianie się definicją bajki jest śmiesznym argumentem.
    Ale co jak co fakt faktem sirpeter ciutke wyskoczył jak filip z konopii

    [Odpowiedz]

    Definicja bajki jest faktem, a nie śmiesznym argumentem. Ale masz rację, nie spierajmy się. Nie ma o co w sumie.

    [Odpowiedz]

  6. Kazio, co Ci powiem, to Ci powiem, DB to legenda! Ale…Czarodziejki z księżyca również są legendarne >D Mwhahaha pierwsze zawsze oglądałam z rodzeństwem, a nawet moim tata i bardzo mu sie podobało xD

    Ja ogladam jedynie Bleach i Naruto- jak przez wszystkich, fillery są przeze mnie znienawidzone…za One Piece, zabieram sie od niepamiętnych czasów! Jest mi ogromnie trudno do tego zabrac, moze nie tyle co przez ilosc odcinkow, co przez grafike…no po prostu nie moge! xD W moim towarzystwie maniakow anime, One Piece obejrzała jedna osoba…chyba xD poleca ogromnie~…! Lecz chcieć, to nie zawsze moc! ;]

    [Odpowiedz]

    @Ginuska, Też zabierałem się do One Pieca trochę jak pies do jeża ze względu na dziwaczną kreskę, ale wystarczył jeden, góra dwa odcinki i byłem w niej zakochany. Teraz uważam że One Piece to jedna z najfajniej i najciekawiej wyglądających serii jakie znam. Tak więc jeśli blokuje Cię kwestia grafiki, to radzę się przemóc bo nie zaboli nawet przez chwilę. Wręcz przeciwnie.

    [Odpowiedz]

    @Dino,
    Wiem, że ciągle mówie ‘moja siostra to, moja siostra tamto’ ale znow musze to powiedziec: moja siostra padła w połowie odcinka!! xD Powiedziała nawet, że ogląda to ze mną albo wcale…a że cenie jej zdanie, bo mamy bardzo podobne gusta i nikogo nie posłucham tak jak jej…to powiedz mi, Dino, jak ja mam się za to zabrac, skoro kreska jest…nawet powiem, odpychająca!

    [Odpowiedz]

    @Ginuska, No, to już sprawa gustu. Jak już pisałem, mnie na podczątku także odpychały, a potem raz dwa się w niej zakochałem. Co kto lubi. Dla mnie na przykład Shin Chan wygląda świetnie a taki choćby Elfen Lied dość biednie. Trzeba wszystkiego samemu spróbować i tyle.

    [Odpowiedz]

    @Dino, niekoniecznie pójdzie tak szybko, jak napisałeś ;>. Ja, na przykład, bardzo sobie cenię ładną kreskę, więc przyzwyczaiłam się dopiero po jakichś kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu odcinkach… Ale teraz One Piece jest jednym z moich ulubionych anime, więc na pewno było warto. Tylko żałuję, że było takie krótkie, mogłoby mieć spokojnie 1000 odcinków, a teraz trzeba czekać na nowy ep cały tydzień…

    [Odpowiedz]

    @Maigo, Więc nie tak szybko, ale jednak. Efekt ten sam, zależy jak kto sobie daną rzecz przyswoi : ]

    [Odpowiedz]

  7. Ajj tyle ciekawych rzeczy mnie omija. Jestem na plenerze malarskim na jakimś odludziu i dopiero teraz mm internet. Dla mnie ideałem Shonena jest oczywiście Bleach rzem ze wszystkimi wadmi i zaletami (których zdecydowanie więcej) To byłopierwsze oglądane na poważnie przezemnie anime, nie licząc slayersó i dragona w tv gdy byłem małym gówniarzem. Oprócz tego zaliczyłbym jeszcze One Pieca, mimo że nie jestem z nim na bieżąco to i tak widać po nim wszystie sztandrowe cechy shonena. Co do FMAB to ja bym tego do gatunku zupełnie nie zaliczał i to nie tylko dlatego ze nie ma za wielu odcinków. To jest poporstu zwarta i świetnie zekranizowana manga akcji i elementami inych gatunków.

    [Odpowiedz]

  8. a co myslicie o anime fairy tail?
    bo ja osobiscie mysle że ten shonen jest dobry ale może być świetny z czasem.

    [Odpowiedz]

Skomentuj

Proszę nie zamieszczać w komentarzach linków do stron posiadających nielegalne materiały. Tyczy się to zwłaszcza witryn, z których można pobierać anime.