One Piece 531
W pałacu Neptuna! Luffy zdobywa szczyty! Dla zainteresowanych wkładka – pierwsza część streszczenia serii.
Hmm… O czym by tu dzisiaj napisać? Może by tak… Hę? Ktoś puka? Wchodzić! O, to ty! Dobrze cię widzieć, chociaż tak prawdę mówiąc, to za dobrze nie wyglądasz. Zmęczenie, co? No cóż, w końcu minął dopiero tydzień twojego nowego, pirackiego życia. Nic w tym dziwnego, że czujesz jeszcze zmęczenie. Szorowanie pokładu to w końcu nie zabawa, hłehłehłe! To co, pewnie po całej tej robocie masz teraz ochotę na dalszy ciąg opowieści, hę? Dobrze więc! Gdzieśmy to skończyli, niech pomyślę…
A, no tak! Skończyliśmy, kiedy Załoga Słomkowego Kapelusza, a właściwie jej część jedynie, zabrała się z Neptunem do jego pałacu. Reszta jak zwykle gdzieś się oczywiście porozłaziła. Sanji dalej jest pod opieką Choppera, Franky poszedł szukać rodziny swojego mistrza, Toma, a Robin postanowiła zbadać historię wyspy. A, no i jeszcze Zoro. Zoro, wyobraź sobie, był już w pałacu! Jak rum kocham! Uwierzysz, że drugi raz z rzędu dotarł gdzieś pierwszy? To dopiero niespodzianka, hłehłehłe! Chociaż Sanji’emu to do śmiechu nie będzie, gdy się o tym dowie. No, ale Luffy, Nami, Usopp i Brook też wreszcie dopłynęli do pałacu. Na grzbiecie Megalo, rekina, którego uratowali. Płynąć na rekinie, to dopiero coś! A pałac? Trzeba przyznać, że pałac prezentował się niesamowicie! Podwodne królestwo jak ze snu. Wszędzie mnóstwo morskiej flory i fauny, ogromna, wspaniała budowla i osadzony na niej, fantastyczny, złoty smok. To doprawdy jeden z najpiękniejszych widoków, jaki Słomkowi Piraci odkryli jak do tej pory w swojej wcale przecież niekrótkiej podróży. W środku także nie brakowało wrażeń, głównie z powodu króla, który został ochrzaniony na oczach swoich gości. Król! To ci dopiero! Nie widział tego tylko Luffy, który ruszył na poszukiwanie czegoś do jedzenia. I znalazł. Ten to ma nos! Wielkie drzwi, wyglądające na wyciągnięte wprost z Impel Down, a za nimi całe góry różnistego żarcia. I jeszcze dwie inne góry, hłehłehłe. Nagle zapaliło się światło i Luffy zobaczył, że skakał w ciemności po ciele ogromnej syreny. Zresztą córki króla na dodatek. Całe szczęście był to Luffy, a nie Sanji, bo chyba by go już nie odratowali.
Ale to jeszcze nie wszystko. Okazało się, że syreny, które znalazły beczkę Słomkowych, otworzyły ją wypuszczając na wolność Caribou. Drań, używając swojej bagiennej mocy diabelskiego owocu, schwytał trzy syreny, żeby sprzedać ja na aukcji, po czym ruszył na dalsze łowy. A za wszystko zostali obwinieni Słomkowi, którzy według strażników byli jedynymi widzianymi w tamtym miejscu osobnikami, poza pobitą bandą Jonesa, trójką książąt i samymi syrenami. Tylko czekać, aż się ta wiadomość dostanie do królewskiego pałacu. Oj, będzie się działo, oj będzie… Swoją drogą moce Caribou też wydają się ciekawe. Może nie samo to, że gość staje się bagnem, ale już fakt, że staje się bagnem bez dna daje do myślenia.
No, ale póki co jest całkiem zabawnie, co? Samo napomknięcie o pierwszym w pałacu Zoro to świetna sprawa, zwłaszcza jak spojrzeć na reakcje Nami i Usoppa. Luffy obijający się w bańce po pałacu czy skaczący po, khem khem, syreniej księżniczce to także śmieszne patenty. Dodatkowo ciekawy wydaje się motyw poszukiwań Franky’ego, musisz to przyznać. Zachodzisz tylko pewnie w głowę, czy rodzina Toma będzie równie równa, co sam Tom. No, tego ci jeszcze nie powiem, ale w każdym razie na tym kwestie związane z Frankym się nie kończą. Neptun powiedział, że Wyspa Ryboludzi jest oświetlana dzięki cudownym właściwościom ogromnego drzewa, Evy, które przekazuje światło słoneczne przez swoje korzenie, nawet na głębokości dziesięciu tysięcy metrów pod poziomem morza! To ci dopiero zjawisko! A co to ma wspólnego z Frankym? Pewnie pamiętasz, że statek, który zbudował dla załogi, Thousand Sunny, został stworzony z drewna drzewa imieniem Adam. Niech się rumem uduszę, jeśli nie są one jakoś powiązane. O właśnie, apropo rumu, to czas już kończyć na dzisiaj. W gardle mi zaschło. To co, jak się podobało? Jak dla mnie jest dobrze, bez dwóch zdań. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to te informacje wypisywane na czarnym tle. O tym, w jakim czasie rozgrywa się dana scena. Jakoś niezbyt to w stylu przygód Luffy’ego i spółki. Że co? Jakie napisy? Ha! Dobre pytanie! Zastanawiało cię pewnie, skąd tak dobrze wiem, jak wyglądał Jones, pałac króla czy reakcje naszych bohaterów. Jeszcze ci tego nie mówiłem, ale zjadłem AniAnimowoc. Dzięki niemu wszystko co widzę, o czym słucham, czytam i sam opowiadam, obrazuje mi się w głowie jako film animowany. Nawet muzyka mi tam gra! Hę? Jak to się przydaje w walce? Yyy… E… Tego… O tym będzie jeszcze czas się przekonać!
Jak napisałem w komentarzach pod poprzednim odcinkiem, postanowiłem sporządzić dla wszystkich chętnych małe streszczenie serii, na wypadek gdyby chcieli wskoczyć w nią teraz, nie nadrabiając przy tym pięciu setek odcinków. Przy tym jednak zaznaczam już na wstępie, że najlepiej jest po prostu zacząć oglądać od początku. Naprawdę wiele straci każdy, kto oleje wcześniejsze One Piecowe wydarzenia. Zrozumiałe jednak jest, że niektórzy mogą po prostu nie mieć czasu na nadrabianie tak wielkiej ilości epizodów. Wtedy lepiej, żeby zaczęli oglądać to, co jest teraz, niż ze spuszczoną głową po prostu odeszli i dali serii nabudować kolejne dziesiątki bądź nawet setki odcinków. Na szczęście ze wskoczeniem na pokład One Piece’a w tym momencie nie ma specjalnie dużego problemu, a to ze względu na pewne wydarzenie w serii, które wielce to ułatwia. Niemniej jednak warto znać zdarzenia wcześniejsze, żeby mieć jakieś pojęcie o tym, co właściwie się ogląda. Jeżeli więc chciałabyś/chciałbyś zacząć oglądać One Piece, ale naprawdę nie masz czasu lub możliwości by obejrzeć serię od samego początku, to właśnie dla Ciebie jest poniższy tekst, który przedstawi fabułę serii do odcinka 516 włącznie. Raz jeszcze jednak podkreślę – najlepiej jest po prostu wystartować od pierwszego odcinka. Serio. Teraz, gdy wstęp mamy już za sobą, zapraszam do lektury pierwszej części streszczenia One Piece’a, które to będzie zarazem pierwszym tekstem z cyklu „Wyjmnięte z butelki”, który może nie będzie grzeszył wybitną regularnością, ale na pewno na tym pierwszym razie się nie skończy. Część druga streszczenia pojawi się pod następnym odcinkiem. Przekroiłem tekst dlatego, że wyszedł zwyczajnie zbyt długi, więc żeby zachować jakieś resztki estetyczności, będą dwie części.
Wyjmnięte Z Butelki: Odcinek 1 – Się Działo Trochę
Nasza historia zaczyna się pewnego słonecznego dnia, w małej wiosce, na małej wyspie położonej na East Blue (nazwa morza). To tam właśnie wychował się siedemnastoletni teraz chłopak, Monkey D. Luffy (w One Piece zawsze najpierw podaje się nazwisko postaci, dopiero po nim imię, tak więc w tym przypadku imieniem jest oczywiście „Luffy”), który opuszcza właśnie wyspę, by ruszyć w świat i spełnić swe marzenie. A marzenie to jest dość ambitne i cofa nas 22 lata wstecz, do dnia egzekucji Gol D. Rogera, najpotężniejszego pirata świata. Jedynego, który zawojował całe Grand Line (najniebezpieczniejsze z mórz świata) oraz jedynego, który nosił tytuł Króla Piratów. Tuż przed śmiercią, obwieścił wszystkim zebranym na egzekucji, że na Grand Line pozostają w ukryciu jego skarby i że każdy, kto zechce, może spróbować je odnaleźć. Po tych słowach Roger, z uśmiechem na ustach, stracił życie. Te słowa właśnie dały początek trwającej ciągle Erze Piratów i przygodom całego mnóstwa zapaleńców, którzy ruszyli w morze by odnaleźć One Piece, legendarny skarb Gol D. Rogera, oraz zostać Królem Piratów. Jednym z takich zapaleńców jest właśnie Luffy. Na tym jednak jego marzenia się nie kończą. Bardzo chce on także spotkać ponownie człowieka, któremu zawdzięcza życie. Pirackiego kapitana, znanego jako Rudowłosy Shanks. Gdy Luffy miał sześć lat, załoga Shanka zjawiła się w jego wiosce i przez pewien czas tam stacjonowała, żyjąc w pokoju z mieszkańcami i urządzając sobie stamtąd kolejne wypady w morze. Luffy zaprzyjaźnił się z piratami i sam również postanowił zostać jednym z nich, na co oczywiście Shanks nie chciał się zgodzić. W międzyczasie nasz bohater zeżarł złupiony przez załogę Rudowłosego owoc. I to nie byle jaki owoc. Był to jeden z diabelskich owoców, które temu, kto zje jeden z nich, dają różne niesamowite moce, w zamian jednak sprawiają, że już nigdy nie będzie mógł pływać, a woda stanie się jego słabością. Owoc zjedzony przez Luffy’ego sprawił, że chłopak zyskał gumowe ciało. Niestety, nawet to ciało nie mogło mu pomóc, gdy stanął w obliczu śmierci po tym, jak rozwścieczył bandę górskich rozbójników, którzy obrazili Shanksa i jego ludzi. Na szczęście, nim Luffy wyzionął ducha, zjawili się piraci, którzy rozprawili się z rozbójnikami. Poza jednym. Przywódca bandy zdołał uciec na morze, porywając ze sobą Luffy’ego. Nie udało mu się jednak daleko uciec, gdyż został pożarty przez jednego z ogromnych, zamieszkujących morza stworów, zwanych Królami Mórz. Potwór rzucił się także na Luffy’ego, lecz temu ponownie z pomocą przybył Shanks, osłaniając chłopaka i tracąc przy tym lewą rękę. Od tej pory Luffy przestał już namawiać piratów, by przyjęli ich do załogi. Zamiast tego postanowił sam zostać kapitanem, sam zebrać własną załogę i zostać Królem Piratów. Na pożegnanie Shanks zostawił mu swój znak rozpoznawczy – słomkowy kapelusz, który stał się od tamtego momentu największym skarbem Luff’yego.
W końcu, jak już wiemy, Luffy wypłynął w morze. Był jednak sam, siedząc w małej łódeczce i nie mając pojęcia o świecie. Nawet on wiedział, że tak wiele nie zwojuje. Jego celem było zebranie załogi i zdobycie statku z prawdziwego zdarzenia. Już wkrótce usłyszał o pojmanym i przetrzymywanym przez marynarkę potężnym szermierzu, znanym jako Łowca Piratów. Zainteresowany Luffy postanowił się z nim spotkać i sprawdzić, czy osobnik, którego samo imię wzbudza w wielu ludziach strach, nada się na jego towarzysza. Udał się na spotkanie z nim ze spotkanym wcześniej, marzącym o wstąpieniu do marynarki chłopakiem imieniem Coby. Roronoa Zoro (lat 19), bo tak nazywa się nasz szermierz, nie był początkowo zainteresowany życiem pirata, w końcu jednak zmienił zdanie, wybierając między śmiercią a możliwością dalszego realizowania swego marzenia, którym jest zostanie najpotężniejszym szermierzem świata. Tak oto, po krótkim acz emocjonującym starciu z pułkownikiem marynarki Morganem i jego żołnierzami, Luffy zdobył pierwszego członka załogi, z którym, po pożegnaniu z Cobym, ruszył w dalszą drugę. Niedługo jednak się sobą nacieszyli, gdyż podczas dryfowania po morzu Luffy został porwany przez wielkiego ptaka, z którego dzioba uwolnił się dopiero, gdy ptaszysko zaleciało nad pewne miasteczko, okupowane właśnie przez piratów z załogi Klauna Buggy’ego. Tam Luffy spotkał Nami (lat 18), dziewczynę nienawidzącą piratów i szczycącą się mianem ekspertki w ich okradaniu. Przy tym także pierwszej klasy nawigatorkę. Takiej okazji Luffy nie mógł oczywiście przepuścić, zaproponował więc nowej znajomej by ta dołączyła do załogi. Nami, jako że nienawidzi piratów, oczywiście odmówiła, nagle jednak zwietrzyła sposobność na zarobek i po zgodzeniu się na propozycję Luffy’ego wydała go Buggy’emu, jako swojego byłego szefa. Sama natomiast chciała przyłączyć się do Buggy’ego, by móc go w dogodnej chwili okraść. Jej plan wziął w łeb, gdy kapitan rozkazał jej zabić Luffy’ego. Na szczęście w porę zjawił się Zoro, Luffy został uratowany i tak obaj musieli stawić czoła piratom. Działo się sporo, czego niezbyt dobrze zniosła wioska, w której toczyły się walki, lecz na szczęście ostatecznie naszym bohaterom udało się zwyciężyć. Co więcej, podczas wieńczącej wszystko walki Luffy’ego z Buggym, okazało się, że ten ostatni należał przed laty do tej samej załogi, co Shanks. Zresztą Klaun żywi jeszcze z tamtych czasów wielką nienawiść do Rudowłosego. Gdy wreszcie wszystko się uspokoiło a Luffy i Zoro zyskali nawigatorkę, można było ruszać dalej.
Kolejnym przystankiem była wioska Syrup, gdzie nasza dzielna załoga spotkała chłopaka imieniem Usopp (lat 17), słynącego w okolicy ze swojego zamiłowania i talentu do kłamania. Wszystkim i o wszystkim. Usopp, syn pirata, sam marzył, by zostać wielkim wojownikiem mórz, jednak tchórzliwy z natury i niegrzeszący wybitną siłą mięśni, zadowalał się kapitanowaniem załodze złożonej z trzech miejscowych dzieciaków. Żywił także silne uczucie do pochodzącej z bogatej rodziny, chorowitej dziewczyny imieniem Kaya, którą regularnie i potajemnie odwiedzał, rozweselając ją swoimi zmyślonymi historiami. Nic dziwnego więc, że przeżył ogromny szok, gdy wraz z Luffym podsłuchał rozmowę jej szambelana, Klahadore’a, z której wynikało, że wierny sługa Kayi to naprawdę słynny pirat, kapitan Kuro, który realizuje właśnie swój plan przejęcia należącej do dziewczyny fortuny. Już wkrótce piraci Kuro przypuścili atak na wioskę, a Usopp stanął w jej obronie. Towarzyszyła mu załoga Luffy’ego, a sam Luffy zmierzył się z Kuro. Gdy całe zamieszanie dobiegło końca, Usopp dołączył do załogi w roli snajpera. Co więcej, nasi bohaterowie otrzymali od Kayi statek, Going Merry. Można było ruszać dalej.
Baratie, morska restauracja słynąca z wojowniczych kucharzy, była zarazem domem dla jednego z nich, Sanji’ego (lat 19. Tam właśnie zjawiła się nasza wesoła gromadka w poszukiwaniu kucharza okrętowego. Luffy nie byłby jednak sobą, gdyby nie wpadł w jakieś tarapaty. Tym razem musiał odpracować poczynione w restauracji szkody pracując w niej jako chłopak od wszystkiego. Przy okazji poznał Sanji’ego, którego postanowił wcielić do swojej załogi. Ponownie spotkał się z odmową, gdyż Sanji nie chciał opuszczać swojego domu, mimo, że marzył o ruszeniu w świat by odnaleźć legendarne, uważane przez wielu za bajkę All Blue – morze, w którego wodach można znaleźć wszystkie składniki, pływające we wszystkich innych morzach świata. Wkrótce Sanji nie mógł już jednak spokojnie sobie marzyć, gdyż Baratie została zaatakowana przez Don Kriega, przywódcę wielkiej pirackiej floty, który wrócił właśnie z Grand Line. Wrócił pokonany, na czele ledwo żywej załogi, którą miał zamiar wykarmić i odbudować. By tego dokonać, musiał przejąć Baratie. Jakby tego było mało, Nami zwiała kradnąc Going Merry, a na miejscu zjawił się Dracule Mihawk, znany także jako Jastrzębiooki Mihawk, najpotężniejszy szermierz świata. Zoro wreszcie spotkał więc tego, którego tytuł chciał przejąć. Stanął do walki. Przegrał. Mihawk pokonał go bez najmniejszego problemu. Nie zabił go jednak, gdyż zaimponowała mu jego postawa. Życząc mu, by stał się silniejszy i stanął z nim kiedyś ponownie do pojedynku, Mihawk odpłynął. To samo zrobili Usopp i ranny Zoro, ruszając w pogoń za Nami. Luffy natomiast stanął w obronie Baratie, mierząc się z samym Kriegiem. Po wygranej walce, zyskał kolejnego członka załogi. Teraz, z Sanjim u boku, pozostało już tylko dołączyć do reszty i dowiedzieć się, dlaczego zostali zdradzeni przez Nami.
Wszystko wyjaśniło się w wiosce Cocoyasi. Tam właśnie popłynęła Nami, wprost do siedziby Arlonga – potężnego pirata, dowodzącego załogą ryboludzi. Nami pracowała dla Arlonga, rysując dla niego mapy. Jednocześnie zbierała także pieniądze okradając piratów, by za ich pomocą móc pewnego dnia wykupić od Arlonga Cocoyasi – wioskę, w której się wychowała, a w której przed lary Arlong zabił kobietę imieniem Bellmere, która zastępowała matkę Nami i jej siostrze Nojiko. Mimo nienawiści do Arlonga, Nami weszła z nim w układ, w myśl którego miała wykupić od niego wioskę za ogromną sumę stu milionów berry (waluta w świecie One Piece’a). Niestety, gdy była już blisko zebrania całej tej sumy, Arlong złamał układ kradnąc pieniądze. Do niczego się nie przyznając, stwierdził, że Nami musi po prostu zacząć zbieranie od nowa. Rozwścieczeni tym, jak Arlong potraktował dziewczynę, mieszkańcy wioski ruszyli przeciw niemu, idąc na pewną śmierć. Nami, która nie zdołała ich powstrzymać, pogrążyła się w rozpaczy. Wtedy zjawił się przy niej Luffy. Gdy tylko Nami poprosiła go o pomoc, Luffy ruszył ku siedzibie Arlonga, zostawiając dziewczynie swój kapelusz. Po ciężkiej walce Arlong został pokonany, a wioska i Nami uwolnione. Sama Nami dołączyła wreszcie na dobre do załogi, chcąc spełnić swoje marzenie – narysować mapę całego świata.
Po tej przygodzie, mając już czwórkę towarzyszy, Luffy postanowił, że czas już ruszyć na Grand Line. Zwłaszcza, że nasz bohater zdążył już zostać najbardziej poszukiwanym piratem na East Blue, gdyż marynarka wysłała za nim list gończy, wyceniając Słomowego Kapelusza Luffy’ego na 30 milionów berry. Oficjalnie poszukiwany, Luffy zawitał z przyjaciółmi w mieście Loguetown, które było ostatnim przystankiem przed Grand Line. W mieście tym urodził się i stracił życie Gol D. Roger. Luffy był oczywiście podekscytowany na samą myśl o stąpaniu po śladach Króla Piratów, ale niestety, nie mógł tego robić w spokoju. Swój wielki powrót zaliczył Buggy, który przybył zemścić się na Słomkowych Piratach. Poza tym ścigała ich także marynarka, z władającym mocą Diabelskiego Owocu kapitanem Smokerem na czele. Buggy i jego ludzie urządzili nawet powtórkę z egzekucji Rogera, próbując zabić Luffy’ego w tym samym miejscu, w którym ducha wyzionął Król Piratów. Ostatecznie jednak ani Buggy, ani Smoker nie zdołali dopiąć swego. Temu ostatniemu przeszkodził pewien tajemniczy osobnik imieniem Dragon…
Uciekając z Loguetown, Słomkowi mogli wpłynąć wreszcie na wody Grand Line, choć nawet samo to nie przyszło im bez problemów. Na dobry początek nowego rozdziału swojej podróży, spotkali ogromnego wieloryba imieniem Laboon, który połknął ich wraz ze statkiem. Wewnątrz wieloryba Luffy spotkał trzy osobliwe postacie. Jedną z nich był opiekujący się gigantycznym zwierzęciem lekarz Crocus, który, jak się okazało, należał kiedyś do załogi Rogera. Poza nim wewnątrz Laboona znajdowała się także para złoczyńców, Mr. 9 i Miss Wednesday. Luffy pokonał kłopotliwą parę, w zamian za co Crocus pomógł wydostać się Słomkowym z wnętrza Laboona. Następnie nasi bohaterowie poznali historię wieloryba. Dowiedzieli się, że czeka on w tym miejscu już od 50 lat, ciągle wierząc w obietnicę daną mu wtedy przez pewną piracką załogę, z którą był niezwykle zżyty. Piraci nie mogąc zabrać go za sobą na Grand Line zostawili Laboona pod opieką Crocusa, obiecując swojemu pupilowi, że kiedyś po niego wrócą. Mimo że minęło pół wieku, Laboon wciąż ufał tej obietnicy. Niestety, przy tym ciężko się okaleczał, gdyż myśląc, że piraci mogli opuścić wody Grand Line, taranował własnym ciałem górę stanowiącą granicę najniebezpieczniejszego z mórz, by móc spotkać się ponownie ze swoimi przyjaciółmi. Po poznaniu historii Laboona, Luffy stanął z nim do walki. Walkę nagle przerwał, tłumacząc, że musi ruszać z załogą na Grand Line, po czym obiecał Laboonowi, że pewnego dnia wróci by kontynuować pojedynek. Dając na nowo nadzieję olbrzymiemu wielorybowi, Słomkowi Piraci ruszyli w dalszą drogę. W podróży miało im pomóc przypominające kompas urządzenie zwane Log Pose, które otrzymali od Crocusa, a bez którego niemożliwe jest nawigowanie na Grand Line.
Następnym przystankiem było miasto Whiskey Peak, którego uwielbiający piratów mieszkańcy urządzili na cześć Słomkowych wspaniałe powitanie. Tak wspaniałe, że Luffy usnął wreszcie od nadmiaru wrażeń. Gdy zbudził się w nocy, odkrył, że mieszkańcy miasteczka zostali przez kogoś zaatakowani i pobici do nieprzytomności. Dowiedział się od jednego z nich, że zaatakował ich Zoro. Rozwścieczony Luffy ruszył na poszukiwanie przyjaciela, po czym stanął z nim do walki. Walki tak intensywnej, że nic nie było w stanie jej przerwać. Udało się to dopiero Nami. Gdy Luffy i Zoro się uspokoili, dowiedzieli się, co tak naprawdę stało się w miasteczku. Spotkali ponownie Miss Wednesday, która zdradziła im, że naprawdę nazywa się Nefertari Vivi , jest księżniczką królestwa Alabasta i że wraz ze swoim zwierzakiem, wielką kaczką imieniem Carue, oraz podwładnym swego ojca Igaramem, infiltrowała organizację przestępczą Baroque Works, która panoszyła się w Alabaście. Dowiadując się o tym wszystkim, Luffy postanowił pomóc Vivi, zabrał więc ją i Carue na Going Merry, by wraz z nimi ruszyć do Alabasty. Przy okazji nasi bohaterowie spotkali także po raz pierwszy drugą najważniejszą osobę w Baroque Works, znaną jako Miss All Sunday. Po drodze do Alabasty czekało jeszcze jednak kilka przystanków. Pierwszym była wyspa Little Garden, gdzie załoga miała swoją pierwszą styczność z olbrzymami (z którymi wspólny język znalazł zwłaszcza Usopp). Dodatkowo czekały tam kolejne walki z członkami Baroque Works, m.in. z Mr. 3.
Następnie Słomkowi odwiedzili pokrytą śniegiem Drum Island, gdzie szalał właśnie człowiek imieniem Wapol, wraz ze swoimi podwładnymi. Tam właśnie załoga próbowała znaleźć lekarza dla chorej Nami. Okazało się jednak, że na całej wyspie żyje jedynie jeden lekarz, Dr. Kureha. Gdy nasi bohaterowie wreszcie do niej dotarli, spotkali poza nią także dość niecodzienne stworzenie. Mówiącego, człekokształtnego, zmieniającego formy, szkolącego się na lekarza renifera. Tony Tony Chopper (lat 15), bo tak się ów renifer nazywa, początkowo panicznie bał się Słomkowych Piratów (i trzeba przyznać, że nie bez przyczyny), w końcu jednak zmienił swe nastawienie, widząc jak Luffy stawia czoła odpowiedzialnemu za śmierć jego przyszywanego ojca, atakującemu teraz siedzibę Kurehy Wapolowi. Gdy było po wszystkim, Luffy zdołał przekonać Choppera, by ten dołączył do załogi. Z marzącym o zostaniu wspaniałym lekarzem, nowym towarzyszem na pokładzie, ekipa ruszyła dalej.
Po drodze do Alabasty Słomkowi Piraci zdążyli spotkać jeszcze na morzu transwestytę Bon Kureia. Błyskawicznie się z nim zaprzyjaźnili. Szczęśliwie ani oni, ani sam Bon Kurei, znany także jako Mr. 2 z Baroque Works, nie mieli pojęcia, że tak naprawdę są wrogami. Po rozstaniu z nim, załodze wreszcie udało się dotrzeć do Alabasty. Tam ciekawym spotkaniom wciąż nie było końca. Okazało się, że w Alabaście przebywa Smoker, a także Portgas D. Ace – brat Luffy’ego, władający płomiennymi mocami Diabelskiego Owocu i zajmujący wysokie stanowisko w załodze najpotężniejszego pirata świata – Białobrodego. Nim się rozstali, Ace wręczył bratu dziwną kartkę, która to miała podobno pozwolić im ponownie się spotkać. W końcu doszło także do zetknięcia z przywódcą Baroque Works, jednym z siedmiu Shichibukai (potężnych piratów współpracujących z marynarką) – Crocodilem, który władał mocą Diabelskiego Owocu, walcząc przy pomocy piasku. Luffy stanął z nim nawet do walki, lecz poniósł bolesną porażkę. Został jednak uratowany przed śmiercią przez Miss All Sunday. W tym czasie reszta załogi była w drodze do stolicy królestwa, Alubarny, gdzie wybuchła bitwa pomiędzy królewską armią a rebeliantami. Gdy w końcu Luffy dotarł do miasta, ponownie stanął przeciw Crocodile’owi. Znając już jego słaby punkt, którym była woda, Luffy radził sobie tym razem dużo lepiej, lecz ostatecznie ponownie przegrał. Wciąż nie miał jednak zamiaru dać za wygraną. Odnalazł Crocodile’a raz jeszcze i tym razem, po ciężkiej walce, zdołał go pokonać, przy okazji ratując oraz samemu zostając uratowanym przez Miss All Sunday. Gdy walki w Alabaście dobiegły wreszcie końca, a załoga wylizała rany, Vivi otrzymała od przyjaciół propozycję wstąpienia do załogi. Ostatecznie jednak odrzuciła ją, mając swoje obowiązki w Alabaście. Przy tym jednak poprosiła, by przy ich kolejnym spotkaniu oferta Słomkowych Piratów była wciąż aktualna. Tak oto Vivi i Carue opuścili pokład Going Merry, a jej przyjaciele, z pomocą Bon Kureia, opuścili Alabastę. Przy tym jednak, choć nie udało się włączyć do załogi Vivi, Słomkowi Piraci i tak powiększyli swoje grono. Wprosiła się do niego Nico Robin (lat 28), znana do tej pory jako Miss All Sunday. Luffy przyjął ją do załogi.
C.D.N.



















25 stycznia, 2012 o 23:09:11
Zazdroszcze Corribou, idiota kompletny ale gust ma że wziął sobie Ishilly, ahh. E no ale odnośnie samego odcinka to spoko, szkoda mi Sanjiego ale cóż z tego „all blue” co go ostatnio spotkało nie wyszedł by cało nawet bez tych 2-letnich traumatycznych przeżyć. Na samą ksieżniczke nie zareagowałby tak samo. Nie jego wymiary, haha
[Odpowiedz]
26 stycznia, 2012 o 08:47:35
@barnik, Ja to się w ogóle zastanawiam, czy jaranie się syrenami to nie jest trochę taki wstęp do zoofilii? xD Chociaż w sumie bardziej kumam syreny, niż te wszystkie kocie mutanty, znaczy dziewoje z kocimi uszami, ogonami, łapami, pyszczkami i innymi takimi dodatkami. Tego fetyszu to ja chyba nigdy nie zrozumiem. A rozumiem wiele ; ]
[Odpowiedz]
26 stycznia, 2012 o 11:06:20
@Dino, no dlatego mowie ze Sanji by sie tym razem nie wykrwawil. A jesli chodzi o widzow to jest ich wielu, tak samo gustow i upodoban ^^ mnie tam jara design postaci i srodowisk. to tylko dowodzi jakim mocarzem w temacie jest Oda – wciaz wymysla cos nowego mimo ze seria trwa od 10(?) lat
[Odpowiedz]
26 stycznia, 2012 o 14:23:38
@barnik, Oda to geniusz, jeśli chodzi o kreowanie swojego świata. Już mniejsza o niewiarygodną mnogość i różnorodność postaci, miejsc czy mocy, ale same mechanizmy kierujące światem, które Oda wymyśla, po prostu mnie rozbijają. W każdej innej serii tłumaczenie ich brzmiałoby jak jakiś totalny idiotyzm, a tutaj siedzi się jak zaczarowany gapiąc w ekran i myśli „Łał! To jest niesamowite!”. Oda to fan Dragon Balla, a do czasu zapoznania się z One Piecem myślałem, że to właśnie seria Toriyamy ma najbardziej magiczny i urzekający świat, jaki poznałem. Ale teraz, nawet jako kompletny fanatyk DB z wiecznym świrem na jego punkcie, szczerze twierdzę, że Oda przerósł mistrza i to pod każdym względem.
[Odpowiedz]
26 stycznia, 2012 o 21:51:51
@Dino, No cóż to jest iscie epickie Trio: Toriyama->Oda->Mashima. Chociaż Mashima ma jeszcze wiele do nauczenia sie odnośnie prowadzenia historii i budowania climaxów.
[Odpowiedz]
27 stycznia, 2012 o 00:43:41
@barnik, Musiałem sprawdzić, kim jest Mashima. Chociaż tak myślałem, że chodzi o Fairy Taila. Muszę chyba spróbować wreszcie tej serii, bo już jakiś czas się zamiaruję. Ech, te tasiemce, co w nich takiego jest, że tak mnie do nich ciągnie xD
[Odpowiedz]
28 stycznia, 2012 o 23:22:51
@Dino, Dodałbym do tej wyliczanki Miurę od Berserka. Tam świat i prawa jakie nim rządzą również robi wrażenie. Przy okazji fetyszów i zoofilii to Berserk bije pod tym względem chyba wszystko
Btw. obejrzałem od 517 i rzeczywiście One Piece wymiata. Już jestem na bieżąco. Brawo i dzięki Dino za starania żeby zainteresować serią postronnych.
[Odpowiedz]
30 stycznia, 2012 o 21:01:39
@sirpeter, Dzięki wielkie. Nawrt nie wiesz, jak fajnie przeczytać takie słowa : ]
[Odpowiedz]
01 lutego, 2012 o 02:12:29
@sirpeter, Miura to siłą rzeczy już zawsze będzie mi się kojarzył z edytorem Ashirogi Mutou L-:{ do berserka już sie rok przymierzam bez widocznych rezultatów
[Odpowiedz]